Bilans polityczny, finansów publicznych i dziennikarski

Wydatki i pożyczki musimy rozsądnie planować. Życie ponad stan nieuchronnie doprowadza do życiowej katastrofy.

Przepraszam za łopatologię, ale czasy takie przyszły i ludzie, że trzeba prosto, jak krowie w rowie. Żeby więcej wydać – trzeba mieć więcej do wydania. Do wydania jest to, co już mamy plus to, co możemy pożyczyć. Pożyczki trzeba prędzej czy później spłacić, powiększone o prowizję, koszt ubezpieczenia transakcji i oprocentowanie. Jeżeli pożyczymy więcej niż możemy spłacić – będziemy mieli problemy i stracimy to, co za nią kupiliśmy. Wydatki i pożyczki musimy więc rozsądnie planować. Życie ponad stan nieuchronnie doprowadza do życiowej katastrofy. Dotyczy to każdego z nas osobno, każdej rodziny, każdego przedsiębiorstwa i wreszcie każdego państwa. Z reguły im mniejszy podmiot – tym rozsądniej działa.

Jako państwo gubimy najprostsze zasady. Na dodatek każdemu z obywateli z osobna może się wydawać, że państwo może funkcjonować w oderwaniu od wszystkich wymienionych wyżej zasad oraz, że państwo to abstrakcja, która nie ma większego związku z naszym indywidualnym losem. Prowadzi to do tolerowania obietnic bez pokrycia; wydatków, na które nas nie stać; długów, których nie jesteśmy w stanie spłacić oraz wielu innych rozwiązań, które suflują nam politycy. Oni rządzą przez jedną, najwyżej kilka kadencji. Rachunki, które trzeba po nich płacić – spłacają pokolenia. Jeśli jakiś rząd postanowi kupić sobie wyborców, to pieniądze na ten zakup będzie musiał uzyskać od każdego z nas. Może to robić używając pośredników. Na przykład okładając haraczem banki. Banki jednak nie mają swoich pieniędzy – tylko pieniądze swoich klientów, czyli nasze. Tak czy owak to my na końcu ten haracz zapłacimy. Mało tego – zapłacą także, ci którzy nie mają konta w banku. Świat zorientuje się bowiem, że u nas można stracić nawet w banku. W tym momencie spadnie nasza inwestycyjna wiarygodność, a oprocentowanie naszych kredytów pójdzie nieuchronnie w górę. Każdy kredyt i ten już wzięty i ten w przyszłości – będzie od tej chwili droższy.

Tu przypomnę, że dług publiczny w Polsce wynosi około biliona, czyli inaczej tysiąca miliardów złotych, czyli jest trzy razy większy od rocznych wydatków budżetu państwa polskiego. Przy takim poziomie zadłużenia wzrost oprocentowania naszych kredytów – choćby tylko tych zagranicznych – może stać się nie do udźwignięcia. I to nie państwo nie udźwignie – tylko każdy z nas nie udźwignie. Co więc robić? To proste. Zachęcać polityków, których wybieramy, żeby nie zadłużali nas ponad miarę, nie powiększali dziury budżetowej i nie liczyli na cud, że jakoś damy radę. I wreszcie brać sobie do serca – rozsądne rady, dbając by zawsze byli tacy, którzy chcą ich udzielać.

Na koniec pięć przykazań dziennikarskich na trudne czasy: 1. Nie myśl; 2. Jeśli jednak myślisz, to przynajmniej tego nie pisz; 3. Jeśli jednak myślisz i piszesz, to przynajmniej nie publikuj; 4. Jeśli myślisz, piszesz, publikujesz – to przynajmniej się nie podpisuj; 5. Jeśli myślisz, piszesz, publikujesz i się podpisujesz – to się później nie dziw!

Oceń ten artykuł

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza