Marek Wojtukiewicz
fot. Wojtek Olszanka/DDTVN/East News

Chorzy z rakiem jelita grubego mają już dostęp do nowoczesnego leczenia

Rozmowa z prof. dr. hab. n. med. Markiem Wojtukiewiczem,
kierownikiem Kliniki Onkologii Uniwersytetu Medycznego
w Białymstoku, ordynatorem Oddziału Onkologii Klinicznej
z Pododdziałem Chemioterapii Dziennej Białostockiego Centrum Onkologii.

Rak jelita grubego w wielu krajach stał się już na tyle chorobą przewlekłą, że chorzy mogą z nią prawie normalnie funkcjonować, pracować, uczestniczyć w życiu rodzinnym, społecznym. To szczególnie istotne dla młodszych pacjentów, a ci również zapadają na ten rodzaj raka. Niestety, w naszym kraju wciąż tak dużo chorych umiera. A przecież tak być nie musi, tak być nie powinno.

Statystyki faktycznie nadal są dramatyczne. Odnotowujemy jeden z najwyższych wzrostów zachorowań na raka jelita grubego w całej Europie. O ile jeszcze nie tak dawno, bo w 2014 roku, notowaliśmy ok. 17 tys. nowych zachorowań, to już dwa lata temu było ich ok. 19 tys., z czego 11 tys. zgonów. Przewiduje się, że w 2025 roku może zachorować ponad 24 tys. osób – 15 tys. mężczyzn i 9 tys. kobiet. Podczas gdy w innych krajach europejskich śmiertelność z powodu raka jelita grubego wynosi ok. 40 proc., u nas jest to powyżej 63 proc. Mamy jeden z najgorszych wskaźników 5-letnich przeżyć, a wyniki leczenia osiągamy gorsze od takich krajów jak Turcja, Czechy, Litwa, Estonia, Łotwa.

Jednak, i to trzeba przyznać, w ostatnich latach sporo się zmieniło na lepsze. Do pierwszej linii leczenia zostały uwzględnione leki, do tej pory stosowane w leczeniu trzeciej linii terapii chorych na zaawansowanego raka jelita grubego – w lipcu 2017 roku cetuksymab, a na początku 2018 roku panitumumab. To wielki postęp, bo te leki, zastosowane w pierwszej linii są znacznie skuteczniejsze. W pierwszej linii leczenia znalazło się też przeciwciało antyangiogenne – bewacyzumab. Z kolei do drugiej linii wprowadzono fuzyjne białko antyangiogenne – aflibercept. Do niedawna nie mieliśmy żadnej propozycji dla trzeciej i czwartej linii. To znaczy, były leki, które moglibyśmy zastosować, ale dla polskich pacjentów wciąż były niedostępne. Teraz to się zmieniło, jeden z tych – tak długo wyczekiwanych przez pacjentów i lekarzy – leków, znalazł się na liście refundacyjnej.

To była tragedia, kiedy chory przetrwał dwie linie leczenia, potem dochodziło do nawrotu i nic już nie można było zrobić.

W takiej sytuacji mieliśmy związane ręce. Mogliśmy powrócić do już stosowanych poprzednio leków, może w innych kombinacjach, ale bez gwarancji sukcesu. Bo jeśli doszło do nawrotu albo jeśli chory nie odpowiedział na dotychczasowe leczenie, bądź też pojawiła się nieakceptowalna toksyczność, to należy zastosować preparat o całkiem innym mechanizmie działania. Leczenie powinno być sekwencyjne. Po pierwszej linii leczenia – druga, po drugiej – trzecia, potem czwarta. Leki przeznaczone do trzeciej linii zostały zarejestrowane w Unii Europejskiej kilka lat temu i są dziś dostępne prawie we wszystkich krajach wspólnoty, są refundowane nawet w Bułgarii i Rumunii. I jeden z nich, ten najbardziej wyczekiwany, teraz także w Polsce. To preparat składający się z dwóch substancji – to triflurydyna/tipiracyl. Mechanizm jego działania polega na tym, że wbudowuje się on do DNA komórek nowotworowych, hamując ich proliferację i w efekcie spowalniając progresję choroby. Dowiedziono, że u chorych, którzy już przeszli leczenie wszystkimi dostępnymi lekami, ten preparat istotnie wydłużył przeżycie. I co istotne, ten dodatkowy czas przeżycia jest okresem bez znaczącego pogarszania się stanu ogólnego pacjentów, praktycznie bez istotnych objawów ubocznych. Chorzy poddawani terapii tym preparatem mogą normalnie funkcjonować, tak w rodzinie, jak i w społeczeństwie, mogą pracować zawodowo. Preparat triflurydyna/tipiracyl charakteryzuje się bowiem bardzo dobrym profilem działań niepożądanych i jest łatwy w stosowaniu, przyjmuje się go w postaci doustnej.

Jednym z przykładów, jak lek działa, może być historia młodego mężczyzny, u którego choroba została zdiagnozowana kilka lat temu. Przeszedł kilka operacji, chemioterapii, mimo to rak nie odpuszczał, pojawiały się kolejne przerzuty. Dzięki zbiórkom społecznym udało się zebrać pieniądze na leczenie preparatem triflurydyna/tipiracyl. Pacjent szybko zaczął odzyskiwać siły, wrócił do pracy, cieszy się życiem zawodowym i rodzinnym. Teraz już nie będzie musiał się stresować, co się stanie, jak skończą się pieniądze ze zbiórek.

Grupa pacjentów, którzy mogą skorzystać z terapii tym lekiem, nie jest wcale taka duża, to ok. 1000-1500 osób w ciągu roku. To naprawdę wspaniała wiadomość, że negocjacje z producentem i rozmowy w Ministerstwie Zdrowia zakończyły się pomyślnie. W naszym ośrodku, dzięki uprzejmości firmy, mieliśmy szereg chorych poddanych takiej terapii, a korzystne jej efekty faktycznie były widoczne. Podobnie było w innych ośrodkach. A ponieważ szybko rozniosła się wieść, że lek jest skuteczny, dobrze tolerowany, nie daje przykrych objawów ubocznych, rozdzwoniły się telefony, wciąż dostajemy maile z prośbą o objęcie kolejnych chorych leczeniem tym preparatem. Niestety, nie mieliśmy możliwości, żeby to dalej robić. Teraz to powinno się zmienić. Warto mieć świadomość, że chory na raka jelita grubego, nowocześnie leczony, prowadzący aktywne życie, to również oszczędność dla systemu.

Sprawa dostępu do nowoczesnego leczenia to jedno. Ale gdyby chorzy byli wcześniej diagnozowani, być może leczenie sprowadziłoby się do operacyjnego usunięcia guza.

Rak jelita grubego, zresztą jak wiele innych rodzajów nowotworów, rozwija się latami, nie dając żadnych niepokojących objawów. Oczywiście, gdy zostaje wykryty wcześnie wykryty (stadium 0 zaawansowania klinicznego), 5-letnie przeżycie wynosi 100 proc. Tylko że w Polsce nawet w 60 proc. raków jelita grubego diagnozuje się w zaawansowanym, III lub IV stadium, z czego aż u ok. 30 proc. chorych w stadium IV, kiedy wystąpiły odległe przerzuty. Mamy do dyspozycji kolonoskopię, dzięki której możemy nie tylko wykrywać raka, ale od razu usuwać poprzedzające go zmiany – gruczolaki. Na każde 1000 kolonoskopii u ok. 30 osób można nie dopuścić do rozwoju raka, wycinając gruczolaka. Tylko że my do kolonoskopii mamy wciąż niechętny stosunek, a z programu badań przesiewowych korzysta zaledwie ok. 20 proc. uprawnionych osób.

Czy raka jelita grubego można uniknąć? Mówi się, że to jedna z chorób dobrobytu. Czyli, zmieniając styl życia, moglibyśmy uniknąć zachorowania?

Rzeczywiście, raki jelita grubego w zdecydowanej większości nie są nowotworami dziedzicznymi. A zatem profilaktyka ma bardzo duże znaczenie. Dlatego nie bójmy się kolonoskopii i uważnie obserwujmy swój organizm.

Rozmawiała Bożena Stasiak

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza