Jarosław Gugała
fot. archiwum własne

Co mogą nam „załatwić” nasi politycy zajmujący stanowiska w UE?

To pytanie unosi się nad polską polityką od czasu, kiedy zostaliśmy przyjęci do elitarnej i bogatej wspólnoty, jaką jest Unia.

Wchodząc do struktur Unii Europejskiej, uważaliśmy się za ubogich krewnych; trochę prowincjonalnych i zakompleksionych; obawiających się, że bogaci kuzyni nas oszukają i wykorzystają do swoich celów. Najbardziej Unii bali się nasi rolnicy. Na strachu przed nią swą potęgę na wsi budowała Samoobrona Andrzeja Leppera, który – jak pamiętamy z sejmowego wystąpienia – deklarował, że żadnego wersalu w polityce już nie będzie. Z takim podejściem trudno sprawnie poruszać się na europejskich salonach i niczego się tam nie da „załatwić”. A w naszych politycznych sporach przekonanie, że „załatwiać” trzeba – pozostaje oczywistą oczywistością. Towarzyszy temu przekonanie, że inne kraje też sobie przez swoich reprezentantów wiele spraw „załatwiają”.

Tymczasem, jeśli przypomnimy sobie fundamentalne zasady, na których oparta jest europejska wspólnota, to musimy zdać sobie sprawę, że „załatwianie” partykularnych interesów poszczególnych państw jest po prostu zakazane. Ta wspólnota jest oparta na kompromisie i przekonaniu, że przestrzeganie zasad chroni mniejszych i słabszych przed sobiepaństwem najsilniejszych. Ta zasada zresztą ma emanować na wszystkie poziomy życia w krajach Unii Europejskiej. Zasady można oczywiście łamać i naginać do swoich potrzeb, ale Unia jest bogato wyposażona w instrumenty, które chronią słabszych i mniejszych przed brutalnymi osiłkami. I nie ma żadnej różnicy, czy osiłek jest politykiem, przedsiębiorcą, dziennikarzem, czy biskupem. Jeżeli chcemy żyć w bezpiecznym środowisku, które szanuje prawa najsłabszych obywateli i mniejszości, to musimy robić wszystko, żeby niczego nie dało się załatwić przez „załatwianie” i „załatwiaczy”. Nikt nie jest – i my jako kraj też nie jesteśmy – samoistną wyspą. Stanowimy część kontynentu zwanego Unią Europejską. Jeśli morze pochłonie kawałek lądu w Holandii, Francji czy Rumunii, to nasza wspólna Europa będzie pomniejszona i osłabiona. Tak jakby pochłonęło włość naszych przyjaciół albo naszą własną. Podobnie, gdy ktoś „załatwi” coś tylko dla Niemiec, Włoch czy Polski – osłabi wszystkich. Także te kraje, dla których to załatwiał.

Jesteśmy w Unii Europejskiej, bo w jedności siła; bo taki kraj jak Polska musi mieć silne sojusze i długoterminowe gwarancje bezpieczeństwa, które pozwalają na zdrowy i stabilny rozwój. Najważniejszą sprawą, jaką mają do załatwienia nasi reprezentanci w unijnych instytucjach, jest umocnienie fundamentalnych zasad współżycia, które dają nam szansę na systematyczną budowę dobrobytu, państwa prawa, społeczeństwa obywatelskiego oraz utrzymanie naszego języka, kultury i bezpieczeństwa. Jeżeli zaczną dominować ci, którzy chcą coś „załatwiać” – to będziemy załatwieni na amen.

JAROSŁAW GUGAŁA

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza