Wojciech Jurczak
fot. Lubaszka

Coraz lepsze perspektywy dla chorych na chłoniaka Hodgkina

Rozmowa z prof. dr. hab. n. med. Wojciechem Jurczakiem, hematologiem z Kliniki Hematologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

Panie Profesorze, o brentuksymabie vedotin hematolodzy i środowiska pacjenckie zabiegały od paru lat. I udało się, od maja 2016 roku brentuksymab vedotin jest dostępny również dla polskich chorych w ramach programu lekowego „Leczenie opornych i nawrotowych postaci chłoniaków CD 30+”. Czym wyróżnia się ten lek na tle innych, stosowanych dotychczas w terapii ziarnicy złośliwej? Na czym polega jego wyjątkowość? A jest Pan osobą jak najbardziej odpowiednią do wydania opinii, bo w Pańskiej klinice program jest realizowany.

Sam program oceniam bardzo pozytywnie, choć nadal – w ponad dwa lata od jego rozpoczęcia – nie do końca jako lekarze wiemy, ilu chorym możemy zaoferować to leczenie. No, ale to są kwestie bardziej logistyczne niż merytoryczne, to dotyczy większości, jeśli nie wszystkich programów lekowych w Polsce, których zasady finansowania dawno przestały być klarowne.

Mamy bardzo restrykcyjne zasady włączania do programów lekowych, bodajże najbardziej restrykcyjne w Europie – i odnosi się to także do tego programu. A to oznacza, że niektórzy chorzy nie mogą z niego skorzystać. Przede wszystkim, jest to program w zasadzie prawie wyłącznie dla chorych w dobrym stanie biologicznym. Dla starszych pacjentów, obarczonych wieloma chorobami współistniejącymi, u których częściej obserwujemy oporność na leczenie, jest on praktycznie zamknięty.

A jeśli chodzi o sam lek? Jak Pan Profesor ocenia jego skuteczność?

To pierwsze przeciwciało zarejestrowane w chłoniaku Hodgkina i chłoniaku anaplastycznym, lek innowacyjny, którego skuteczność dowiedziono w randomizowanych badaniach klinicznych. Brentuksymab vedotin jest koniugatem przeciwciała monoklonalnego skierowanego przeciwko antygenowi CD30, który występuje w komórkach nowotworowych oraz leku cytotoksyny. Jest to więc jak w legendzie o krakowskim smoku nakarmionym owcą z siarką w środku. A co najistotniejsze, działa wybiórczo, wyłącznie na komórki nowotworowe. Daje szanse na wyleczenie najbardziej opornych postaci chłoniaka.

Najbardziej opornych, czyli jakich? Bo przecież chłoniaki zasadniczo dają się skutecznie leczyć, i to nawet w późnych, zaawansowanych stadiach?

To prawda, ale to zależy od wielu czynników – wrażliwości chorego na terapię, jego ogólnego stanu zdrowia. Jeśli chodzi o chłoniaka Hodgkina, brentuksymab jest stosowany w przypadku nawrotu choroby po autotransplantacji komórek macierzystych szpiku lub oporności na co najmniej dwie wcześniejsze terapie. W przypadku chłoniaka anaplastycznego lek stosuje się w oporności lub nawrocie choroby. Chorzy najczęsciej nie mają już innych alternatyw terapeutycznych i brentuksymab jest dla nich lekiem ostatniej sznasy.

Powiedział Pan Profesor, że brentuksymab jest szansą dla chorych na najbardziej oporne chłoniaki. Jak to wygląda w procentach?

Około 75 proc. chorych na chłoniaka Hodgkina z nawrotową lub oporną postacią odpowiedziało na lek, z czego u 34 proc. doszło do całkowitych remisji. Na lek odpowiada około 86 proc. chorych na uogólnionego chłoniaka anaplastycznego z dużych komórek, a 57 proc. z nich uzyskuje całkowitą remisję. Te liczby są znaczące.

Jednak, jak Pan Profesor już zaznaczył, te liczby dotyczą chyba głównie osób młodych, bo te starsze nie są włączane do programu.

Chłoniak Hodgkina ma takie dwa piki zachorowań. Jeden dotyczy osób młodych w wieku 20-30 lat, drugi starszych, po 60. roku życia. U młodszych chorych z reguły nie ma przeciwwskazań do przeszczepienia allogenicznego, a zastosowanie brentuksymabu u co najmniej połowy na takie przeszczepienie pozwala. I są duże szanse, że nawet jeśli nastąpiła u nich po nim wznowa, to po terapii brentuksymabem i autoprzeszczepieniu allogenicznym dojdzie do całkowitej remisji.

I co istotne, skuteczne kampanie społeczne na rzecz pozostania dawcą szpiku sprawiły, że mamy w Polsce jeden z większych na świecie rejestrów, co daje szanse na przeszczepienie u 9 na 10 chorych.

Sytuacja chorych młodych z agresywną postacią ziarnicy złośliwej jest więc, dzięki temu lekowi, całkiem dobra?

W porównaniu z tym, czym dysponowaliśmy jeszcze niedawno, na pewno tak. Chorzy z opornością na chemioterapię nie mieli szans na wyleczenie. Dziś ich sytuacja jest znacznie lepsza. Odpowiedź uzyskuje się już po paru dawkach brentuksymabu.

Kilkanaście lat temu chłoniaki leczono głównie chemioterapią. Dziś jej rola jest dużo mniejsza. Czy ten trend będzie się utrzymywał?

Tak sądzę. Innowacyjne leki, które powstają, przeciwciała monoklonalne, leki hamujące przekazywanie sygnałów wewnątrzkomórkowych, leki immunomodulujące, mają alternatywny do chemioterapii mechanizm działania, pozwalający na przełamanie oporności choroby. I to jest przyszłość.

Z tym że leki to nie wszystko. Najważniejsza jest dostępność do nich. Programy lekowe, które zresztą rodzą się u nas w bólach, nie rozwiążą problemu wszystkich chorych…

Programy lekowe miały w swym założeniu być tak sformułowane, by ograniczyć dostępność drogich leków do sytuacji klinicznych, w których ich skuteczność jest największa. To dobre rozwiązanie dla biednych krajów – jakim jest Polska, pozwalające na ich optymalne wykorzystanie. Stąd jakiekolwiek dodatkowe ograniczenia, np. liczby pacjentów, których można włączyć do programu, już ze swej natury obejmującego jedynie wybranych chorych, są całkowitym nieporozumieniem.

Ponadto istnieje potrzeba rozumienia odpowiedzialności urzędników za każdą podejmowaną decyzję. Samo ogłoszenie przed kamerami rozpoczęcia finansowania programu lekowego nie oznacza możliwości podania leku chorym. Zwykle mija dziewięć lub więcej miesięcy na stworzenie przepisów wykonawczych, umowy, przetargów. Dla chorego potrzebującego leku to często całe jego życie.

Rozmawiała Bożena Stasiak

Coraz lepsze perspektywy dla chorych na chłoniaka Hodgkina
Oceń ten artykuł

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza