fot. arch. Świat Lekarza

CUD PRAWDZIWY

Dzięki prof. Aleksandrowi Skotnickiemu przeżyłem cud najprawdziwszy, poruszony oglądaną w krakowskim teatrze najpiękniejszą sztukę, jaką napisało dzięki medycynie życie. Sztukę przywracania zdrowia.

W teatrze człowiek zwykle się relaksuje. Czasem ma myśli filozoficzne, innym razem się wzrusza, to znów śmieje. W maju br., wybrałem się z Warszawy do Krakowa, gdzie w Teatrze im. Juliusza Słowackiego miała odbyć się uroczystość 65-lecia działalności Krakowskiego Ośrodka Hematologicznego. Jadąc pendolino (tylko 150 minut), myślałem – jeszcze jeden jubileusz, przemówienia, kwiaty, gratulacje… Tymczasem los podarował mi oglądanie najpiękniejszej sztuki, którą napisał Zespół Kliniki Hematologii UJ.

W tym pięknym teatrze, z kurtyną malowaną przez Siemiradzkiego, miałem przedsmak spotkania z prawdziwą sztuką. Sztuką leczenia. Gdy kierownik Katedry i Kliniki Hematologii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, prof. Aleksander Skotnicki, witając zebranych oświadczył, że w jego klinice przeszczepiono tysiącu chorym (!) szpik (trzecie miejsce w Europie), rozległy się niemilknące brawa. – Znaczna grupa naszych pacjentów z przeszczepionym szpikiem znajduje się dzisiaj z nami. Proszę pokażcie się, wstańcie – mówił prof. Skotnicki. Tym razem już na stojąco huragan braw. A później, jak w filmach Hitchcocka, najpierw było „trzęsienie ziemi”, a później napięcie rosło, tak w miarę uroczystości wzrastało wzruszenie.

Obecnie na świecie wykonuje się blisko 50 000 transplantacji rocznie. Te osoby, które po znalezieniu wśród setek tysięcy potencjalnych dawców tego jednego, jedynego, z odpowiednim, zgodnym do przeszczepu szpikiem można nazwać „bliźniakami genetycznymi”. Na scenie teatru po raz pierwszy zobaczyły się dwie pary „bliźniaków”. Mały chłopiec z Krakowa, którego uratował dawca szpiku z Gorzowa, oraz starszy mężczyzna z Niemiec, którego uratowała atrakcyjna, młoda kobieta z Polski. Teatr w całej swojej historii na pewno nie widział, by widownia była tak wzruszona. Przyznaję, nie byłem wyjątkiem. Ponadto, patrząc na ustawiony na scenie portret założyciela kliniki prof. Juliana Aleksandrowicza, wspominałem tego niezwykłego, wspaniałego lekarza, z którym przyjaźniłem się całe lata. Zawdzięczałem mu także to, że po słowach kierowanych do mojej żony – „proszę napisać o mojej pacjentce, która leży u mnie w klinice, poetce, Halinie Poświatowskiej”, Alicja napisała pierwszą w polskiej literaturze pracę na jej temat.

Dziękuję Ci profesorze Aleksandrze Skotnicki, że jesteś tak wspaniałym następcą swego Mistrza – Profesora Juliana Aleksandrowicza. Jesteś naprawdę Aleksandrem Wielkim. Dzięki Tobie przeżyłem nie „cud mniemany”, a cud najprawdziwszy, poruszony oglądaną w krakowskim teatrze najpiękniejszą sztukę, jaką napisało dzięki medycynie życie. Sztukę przywracania zdrowia. ▫

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza