prof. Janusz Gumprecht
fot. archiwum prywatne

Cukrzyca to nie jest łagodne schorzenie

ROZMOWA Z PROF. JANUSZEM GUMPRECHTEM Z KATEDRY I KLINIKI CHORÓB WEWNĘTRZNYCH, DIABETOLOGII I NEFROLOGII ŚLĄSKIEGO
UNIWERSYTETU MEDYCZNEGO.

Jak dużej grupy pacjentów dotyczą powikłania sercowo-naczyniowe cukrzycy?

Ok. 30 proc. chorych na cukrzycę rozwija poważne powikłania sercowo- naczyniowe. Nadal bardzo często cukrzyca jest rozpoznawana nie w następstwie badań przesiewowych, tylko w trakcie ostrego epizodu – sercowo-naczyniowego lub udarowego. Pacjent jest przyjmowany do szpitala z powodu zawału serca lub udaru mózgu, a okazuje się, że przyczyną jest cukrzyca.

Większości pacjentów cukrzyca nie kojarzy się z powikłaniami i z tym, że mogą w wyniku jej powikłań umrzeć, np. z powodu chorób serca. Czy coś pod tym względem się zmienia?

To kwestia edukacji, którą powinny prowadzić zespoły leczące, ale też świadomości społecznej – i tu widzę ogromną rolę mediów. Generalnie cukrzyca przez pacjentów nie jest traktowana jako choroba ciężka. Tymczasem nie jest to łagodne schorzenie, jeśli zwrócić uwagę na powikłania i ich konsekwencje. Jest to schorzenie o podstępnym przebiegu, długi czas niedające dolegliwości subiektywnych; pacjenta zatem nic nie niepokoi.

Niestety w dalszym ciągu jeszcze cukrzyca jest diagnozowana późno, często dopiero po wystąpieniu ostrego niedokrwienia mięśnia sercowego, czyli zawału; ostrego niedokrwienia ośrodkowego układu nerwowego, czyli udaru mózgowego. Świadomość ryzyka, pomimo obserwowanej poprawy, nadal jest niska. Według danych NFZ, 2,5 mln osób w Polsce, czyli ok. 8 proc. społeczeństwa, realizuje recepty na leki przeciwcukrzycowe. Ok. 20 proc. osób z cukrzycą w ogóle nie wie, że choruje. Dopiero gdy wystąpią powikłania, pacjenci oczekują od nas, żebyśmy dokonali cudu powrotu do stanu wyjściowego. A to, niestety, nie jest możliwe.

Często pacjent, który nie ma żadnych dolegliwości, stwierdza: „Powikłania mnie nie dotyczą, przecież ja dobrze się czuję”. Często też, chcąc zrobić „grzeczność” lekarzowi prowadzącemu, pacjent do dzienniczka samokontroli poziomów cukru wpisuje wartości, które – mówiąc kolokwialnie – wpadają mu do głowy.

Pacjenci wpisują nieprawdziwe wyniki stężenia cukru?

Tak. Bywa, że pacjent tłumaczy się, że „nie zdążył się przygotować”. Zawsze powtarzam, że przecież on leczy się dla siebie, a nie dla mnie. Albo wpisuje takie wyniki: 105, 110, 120, 105, 110, 120 mg/dl… pismo maszynowe, mówiąc humorystycznie. Gdy jednak wykonujemy badanie hemoglobiny glikowanej, to okazuje się, że pacjent w ciągu minionych trzech miesięcy poprzedzających oznaczenie miał wartości glikemii dużo powyżej 200 mg/dl.

Pacjentowi, który ma ostre schorzenie, zdecydowanie łatwiej jest przymusić się do pewnego reżimu, zarówno jeśli chodzi o styl życia, jak i stosowanie leków zgodnie z zaleconym schematem. W przypadku choroby przewlekłej, jak cukrzyca, to zdecydowanie trudniejsze.

Liczba chorych na cukrzycę wciąż rośnie. Mówimy, że pacjent powinien prowadzić zdrowy styl życia, być aktywny fizycznie. Niestety, problem polega na tym, że zbyt często nie znajdujemy czasu na aktywność fizyczną, coraz więcej jemy, w tym zwłaszcza produktów przetworzonych, coraz bardziej kalorycznych, również dlatego, że są relatywnie tanie.

Diabetolodzy coraz częściej podkreślają, że celem leczenia cukrzycy nie jest obniżenie stężenia cukru, tylko zapobieganie powikłaniom. Jak zmienia to perspektywę leczenia?

Badania, które oceniały zależność pomiędzy intensyfikacją terapii obniżającej stężenie cukru a powikłaniami sercowo-naczyniowymi wykazały, że nie wszyscy pacjenci, u których cukrzyca była leczona intensywnie, odnosili korzyści z takiej terapii. Zaczęliśmy bardziej zwracać uwagę na indywidualizację leczenia, a także na wiele różnych parametrów: nie tylko na wysokie stężenie cukru we krwi, ale także na nadciśnienie tętnicze, zaburzenia gospodarki lipidowej, zbyt wysoką masę ciała.

Odejście od ściśle glukocentrycznego podejścia okazało się jak najbardziej słuszne. Badania potwierdziły, że wpływ na glikemię jest bardzo istotny, jednak to nie on odpowiada za bardzo spektakularne korzyści dla układu sercowo-naczyniowo-nerkowego w przypadku nowych leków: inhibitorów SGLT-2 i agonistów GLP-1. Ostatnie zalecenia Amerykańskiego Towarzystwa Diabetologicznego (ADA), podobnie jak Europejskiego Towarzystwa do Badań nad Cukrzycą (EASD) oraz Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego, położyły nacisk na kwestię leczenia powikłań sercowo-naczyniowych. Według tych zaleceń, lekiem podawanym jako pierwszy
powinna być w dalszym ciągu metformina. Gdy jednak stosowanie
tego leku w optymalnej dawce nie wystarcza, a pacjent ma chorobę niedokrwienną serca i/lub ryzyko sercowo-naczyniowe, to powinien
przyjmować jeden z nowoczesnych leków, którymi są inhibitory
kotransportera sodowo-glukozowego typu 2 lub agoniści receptora
GLP-1. Obecnie dysponujemy terapiami, dzięki którym możemy nie tylko obniżyć stężenie cukru, ciśnienie tętnicze czy wartości lipidów,
ale też zmniejszamy ryzyko powikłań kardiologicznych oraz nerkowych, a co najważniejsze – wpływamy na poprawę jakości życia chorych.

Rozmawiała Katarzyna Pinkosz

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza