Grzegorz Dzida
fot. Tomasz Adamaszek

Grzegorz Dzida – Lekarz z intuicją

Rozmowa z prof. zw. dr. hab. n. med. Grzegorzem Dzidą z Uniwersytetu Medycznego w Lublinie

Prof. dr hab. n. med. Grzegorz Dzida od 1989 roku pracuje w Katedrze i Klinice Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. Stopień doktora habilitowanego nauk medycznych uzyskał w 2002 roku, a w 2014 roku tytuł naukowy profesora. Jest absolwentem Akademii Medycznej w Lublinie. W 2012 r. został odznaczony Medalem Komisji Edukacji Narodowej za zasługi dla oświaty i wychowania.

Co sprawiło, że zdecydował się Pan na medycynę? Tradycje rodzinne?

W mojej rodzinie nie było lekarzy, nigdy nie myślałem o medycynie, raczej skłaniałem się do dziennikarstwa. Moja rodzina uważała, że mam talent dydaktyczny, więc namawiali mnie, żebym został nauczycielem. Większość osób z mojej klasy z liceum wybierała się na medycynę, dlatego podjąłem decyzję, żeby też przygotować się do egzaminu. To było dla mnie spore wyzwanie: ciężko było się dostać, bo egzamin testowy był trudny, a kandydatów dużo. A na studiach zdecydowałem się na internę. Udało mi się połączyć medycynę z moimi predyspozycjami: trochę publikuję oraz uczę studentów, doktorantów i lekarzy.

Ma Pan tytuł specjalisty w zakresie hipertensjologii i diabetologii. Która dziedzina jest Panu bliższa?

Jestem trochę rozdarty między hipertnesjologią a diabetologią. Zaczynałem od hipertensjologii, bo tego dotyczyły moja praca doktorska i rozprawa habilitacyjna, ale jednocześnie zajmowałem się cukrzycą i jej leczeniem. Jestem członkiem Polskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego (PTNT), zastępcą redaktora naczelnego czasopisma „Nadciśnienie tętnicze”, a także współtwórcą zaleceń PTNT. Piszę artykuły do „Nadciśnienia tętniczego”, jestem też współautorem podręczników do diabetologii i hipertensjologii. Moje związki z hipertensjologią są bardzo silne i nie mam zamiaru z tego zakresu mojej działalności rezygnować. Ale oczywiście diabetologia jest obecnie głównym zakresem moich zainteresowań zawodowych.

Od dwóch lat organizuje Pan Lubelskie Debaty Diabetologiczne. Skąd pomysł na taką konferencję?

Od 10 lat jestem kierownikiem naukowym zamojskiej konferencji „Cukrzyca jako problem interdyscyplinarny”. Współpracuję z panią dr Elżbietą Kramarczuk, która jest głównym organizatorem tej konferencji, a ja sprawuję pieczę nad częścią naukową. To jest jedna z większych takich lokalnych konferencji z dużą tradycją.

Marzyła mi się konferencja, na której rozważamy zaawansowane kwestie związane z diabetologią dedykowane diabetologom i lekarzom specjalizującym się w diabetologii z oddziałów szpitalnych. Chciałem zapraszać wybitne autorytety ze świata diabetologii, które by mówiły o najnowszych, najciekawszych problemach. W tej chwili myślę już o trzeciej edycji Lubelskich Debat Diabetologicznych. Mam nadzieję, że to będzie cykliczna impreza. Zarówno wykładowcy, jak i słuchacze, mówią, że jest to bardzo pożyteczne forum do wymiany zdań i dyskusji. Autorytety do dyskusji zapraszają praktykujących diabetologów, którzy mają ogromne doświadczenie i wiedzę. Lubelskie Debaty są swego rodzaju platformą, która umożliwia im dyskusje. Wykładowcy są dostępni przez cały czas, nie tylko podczas prelekcji, ale i w kuluarach.

Czym jest dla Pana bycie lekarzem?

Praca lekarza to nawet nie praca, raczej powołanie. Nie jest to praca od godziny do godziny, to jest całe życie. Jak dziś wracałem z dalekiej podróży odbierałem telefony, dzwonili do mnie również pacjenci. Lekarzem jest się przez całą dobę. To jest coś więcej niż praca zawodowa, to poświęcenie i zaangażowanie. Daje się coś od siebie, bo często słowo i odpowiednie podejście do pacjenta może zrobić więcej niż najlepszy lek. Trzeba mieć tego świadomość. Pacjent musi mieć zaufanie do lekarza, musi wiedzieć, że jest w dobrych rękach, że doktor swoją wiedzą, postawą zapewni mu bezpieczeństwo.

A jak pacjent ma zaufanie, to chętniej stosuje się do zaleceń lekarza.

Oczywiście, to jest podstawa sukcesu w zawodzie. Praca lekarza jest ogromnym wyzwaniem i jest to bardzo motywujące. Kwintesencją naszego zawodu jest to, że zmagamy się z nietypowymi sytuacjami. Zdarzają się tacy pacjenci, którzy wymagają od nas pewnego wysiłku intelektualnego i czegoś, czego nie znajdziemy w żadnych podręcznikach. Mam na myśli intuicję, która w jakiejś części jest sumą naszych doświadczeń.

Moim studentom powtarzam też, że pacjent, zwłaszcza w szpitalu, który jest dla niego obcym i niezbyt przyjemnym środowiskiem, potrzebuje komfortu psychicznego. I naszym zadaniem jest zapewnienie mu tych potrzeb.

Staram się żyć bardzo aktywnie i uczestniczyć we wszystkim, co jest tego warte. Medycyny nie nauczymy się z książek, uczymy się przez doświadczenie, przez to, co człowiek zobaczy, w czym uczestniczy, czego dotknął, usłyszał. To jest motor rozwoju i postępu.

Jakie wyzwania przed Panem, jeśli chodzi o diabetologię?

W  diabetologii jest jeszcze dużo do zrobienia. Chciałbym, aby powstał akademicki ośrodek zajmujący się nadciśnieniem tętniczym, cukrzycą, zaburzeniami lipidowymi i otyłością. Może uda się też stworzyć moduł o chorobach cywilizacyjnych, które dziesiątkują nasze społeczeństwo. W moim regionie jest kilka ośrodków, które się tym zajmują, ale nie w warunkach akademickich.

Jest Pan członkiem kilku zespołów eksperckich krajowych i międzynarodowych, kieruje Pan oddziałem diabetologicznym, uczy Pan studentów, bierze Pan udział w wielu konferencjach w Polsce i na świecie. Czy przy tylu obowiązkach znajduje Pan trochę czasu na swoje pasje?

Oczywiście! Nie lubię podróżować samochodem, jeżdżę pociągami, wtedy mam czas na nadrabianie zaległości w czytaniu. Zawsze mam odłożoną stertę książek, które chcę przeczytać. Ale życie z medycyną i diabetologią, w której mnóstwo się dzieje, nie pozostawia dużo wolnego czasu. Zwłaszcza że wiele aktywności, takich jak konferencje czy wykłady, odbywa się w weekendy. Ale te zajęcia też dają mi ogromną satysfakcję i poczucie spełnienia.

Rozmawiała Anna Rogala

Grzegorz Dzida – Lekarz z intuicją
Oceń ten artykuł

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza