Chora ochrona zdrowia?

Z jakimi absurdami systemu ochrony zdrowia styka się Pan/Pani w swojej pracy?

dr Małgorzata Gałązka Sobotka (DYREKTOR CENTRUM KSZTAŁCENIA USTAWICZNEGO I INSTYTUTU ZARZĄDZANIA W OCHRONIE ZDROWIA UCZELNI ŁAZARSKIEGO):

Momentami ma się wrażenie, że jesteśmy zanurzeni w oparach absurdów. To np. sztuczne utrzymywanie łóżek szpitalnych, pod pozorem presji społecznej i ryzyka politycznego, gdy tymczasem nowoczesny szpital to swoista fabryka świadczeń ambulatoryjnych, gwarantujących szybką diagnozę i skuteczne leczenie. Polaków frustrują trzydniowe pobyty w szpitalu tylko po to, aby zrobić kilka badań, które pochłaniają w sumie nie więcej niż 6-8 godzin. Z kolei mechanizm płacenia za każdą wizytę zachęca do mnożenia konsultacji, a tym samym przedłużania procesu ustalenia planu leczenia, co ma negatywne skutki dla zdrowia pacjenta. Moja córka doświadczyła ostatnio trzech wizyt u okulisty tylko po to, aby ustalić, czy przy wymianie okularów należy zmienić moc szkieł.

Inne absurdy to tysiące danych sprawozdawanych do NFZ, nigdy niewykorzystanych, absurdalne wymogi sprzętowe i kadrowe, które nijak się mają do jakości opieki i satysfakcji pacjenta. Nie mniej absurdalny jest tryb rozstrzygania wniosków w RDTL (Ratunkowy Dostęp do Technologii Lekowych). Zamiast tradycyjnego składania wniosku wystarczyłaby prosta aplikacja, która sprawia, że informacje przekazane przez lekarza trafią do MZ, a potem do AOTMiT, a narzędzie pozwoli przeprowadzić szybkie konsultacje z ekspertami klinicznymi, archiwizujące ich przebieg. Absurdem jest też to, że w sektorze publicznym nie udaje się zaplanować wizyt pacjentów i uchronić ich od wielogodzinnego oczekiwania w tłumie na zaplanowaną konsultację.

senator Tomasz Grodzki

senator Tomasz Grodzki (TORAKOCHIRURG, TRANSPLANTOLOG, PROFESOR POMORSKIEGO UNIWERSYTETU MEDYCZNEGO):

Jeden z największych absurdów, w odniesieniu do wielu jednostek chorobowych, polega na tym, że aby szpital otrzymał wyższe środki za leczenie chorego, musi go hospitalizować przez minimum 72 godziny. Wielu chorych, którzy mogliby opuścić szpital tego samego dnia (np. po drobnym zabiegu chirurgicznym wymagającym znieczulenia ogólnego), jest sztucznie trzymanych przez 3 dni, gdyż zapłata za procedurę ambulatoryjną lub jednodniową jest dużo niższa niż za tzw. pełną hospitalizację.

Inny absurd: przekazanie chorego z interny w jednym szpitalu na chirurgię w drugim może się odbyć natychmiast, ale gdy oba oddziały są w tym samym szpitalu, to aby otrzymały pieniądze z NFZ za swoje procedury, między wypisem z jednego oddziału na drugi musi być co najmniej 14 dni odstępu.

Kolejny absurd: NFZ świetnie liczy liczbę wykonanych procedur medycznych, ale prawie nie ma instrumentów do kontroli jakościowej. Przykład: przy złamaniu podudzia chory może otrzymać płytkę metalową za ok. 30 zł, która zardzewieje po tygodniu, a pacjent usłyszy oszukańczą informację, że „organizm odrzucił materiał”. Może otrzymać przyzwoity implant za ok. 400 zł, jeśli jest starszy i niezbyt aktywny, ale jeśli jest młodym, aktywnym sportowo człowiekiem, to powinien otrzymać optymalną płytkę za ok. 900 zł. 80-90 proc. szpitali funduje chorym płytki za 30 zł, kierując się rachunkiem ekonomicznym, a nie dobrem chorego. Wywołuje to oczywiście powikłania i finalnie leczenie de facto kosztuje
dużo więcej.

Absurd RODO: pod płaszczykiem ochrony danych osobowych co gorliwsze dyrekcje szpitali narażają na szwank bezpieczeństwo chorych, zabraniając trzymania przy łóżkach kart gorączkowych (nawet jeśli są w zamkniętych kasetkach) lub każe je zlikwidować, mimo że instrukcja co do interpretacji RODO wydana przez Ministerstwo Cyfryzacji dopuszcza karty gorączkowe przy łóżku (naturalnie pod wzmiankowanymi rygorami). Mamy unikać używania nazwisk pacjentów, raczej stosować imiona, i to dyskretnie. Człowiek ma wiele organów parzystych, dlatego mam poważne obawy, że prędzej czy później z powodu RODO ktoś straci nie tę nerkę, nogę czy
płuco, albo np. zamiast żołądka wytną mu kawałek jelita.

Za absurd uważam także dramatyczny wzrost ceny leku przeciwwirusowego w syropie dla dzieci po transplantacjach (niemającego tańszego zamiennika) z 3,20 zł do ponad 1000 zł za butelkę.

prof. Hoffman

prof. Piotr Hoffman (KARDIOLOG, KIEROWNIK KLINIKI WAD WRODZONYCH SERCA INSTYTUTU KARDIOLOGII):

Absurdy w medycynie są wynikiem nadmiaru regulacji. Od pewnego czasu stara się medycynę ubrać w algorytmy postępowania, wdrożyć zarządzanie procesem diagnostycznym i terapeutycznym na wzór korporacyjny. Doceniając korzyści, a czasem konieczność takich rozwiązań, trzeba dostrzec ich szkodliwe następstwa. Ruguje się pacjenta i jego problem z centrum uwagi lekarza. System staje się nieprzyjazny dla pacjentów, szczególnie w przypadku schorzeń skomplikowanych, nietypowych, kosztochłonnych, trudnych w rozliczeniu z płatnikiem, wymagających długiej hospitalizacji. W relację pacjent-lekarz wkradają się nieufność, napięcie, nerwowość. Nie ma czasu na empatię, ciepłe relacje, zdobycie wzajemnego zaufania, pojawia się technokratyczna rutyna. W moim przekonaniu absurdy wynikają głównie z małej ilości medycyny w medycynie rozumianej jako służba choremu wiedzą i sercem.

prof. Krzysztof Filipiak

prof. Krzysztof J. Filipiak (KARDIOLOG, HIPERTENSJOLOG, PROREKTOR DS. UMIĘDZYNARODOWIENIA I PROMOCJI WUM):

Cały obecny system zbudowany jest z absurdów powstałych z braku całościowej wizji funkcjonowania ochrony zdrowia w Polsce. Absurdem
w szpitalach jest to, że lekarze na kontraktach zarabiają kilkakrotnie więcej niż ordynator na etacie. To samo dotyczy rezydentów, którzy na niektórych oddziałach zarabiają więcej niż specjaliści zatrudnieni od lat na szpitalnym etacie. Absurdem jest kładzenie chorych do szpitala w celu wykonania wielu badań, które można by wykonać ambulatoryjnie lub w trakcie jednodniowej hospitalizacji. Absurdem jest przerzucenie na szpitale opieki nocnej nad chorymi podstawowej opieki zdrowotnej, co uczyniła reforma ministra Radziwiłła. Absurdem jest wycena wielu procedur, powodująca zadłużanie się niektórych, wybranych oddziałów. Absurdem jest zmiana co 2 miesiące listy refundacyjnej leków, która budzi wiele emocji, powoduje czasami ogromne podwyżki za lek, będący dotąd bardzo tani, a która nie wprowadza od lat istotnych nowych leków na te listy. Absurdem jest przerzucenie wielu obowiązków administracyjnych na lekarzy, których mamy najmniej w Europie na 10 000 mieszkańców.

dr Michał Sutkowski

dr Michał Sutkowski (SPECJALISTA MEDYCYNY RODZINNEJ, RZECZNIK KOLEGIUM LEKARZY RODZINNYCH):

W pracy lekarza rodzinnego stykam się codziennie z dziesiątkami absurdów. Mają one charakter systemowy, prawny, biurokratyczny i to za nie trzeba się tłumaczyć przed pacjentem i ponosić próbę ich ograniczenia. Czynimy to z coraz większą niechęcią i niecierpliwością. Irytuje brak reakcji decydentów. Część absurdów w chaotycznym, niedofinansowanym systemie tworzą pracownicy ochrony zdrowia, dużą część poprzez roszczeniowość i brak edukacji sami chorzy.

Szymon Chrostowski

Szymon Chrostowski (FUNDACJA WYGRAJMY ZDROWIE):

Jest ich miliony. Wiele takich absurdów, gdyby nie interwencje organizacji pacjenckich, zakończyłoby się śmiercią człowieka. Przykładowa sytuacja: stwierdzony nowotwór, wydana dokumentacja – a pacjent sobie sam poszuka leczenia. Albo najczęstsza: lekarz nie wydaje karty DILO Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego), bo nie. Nie ma czasu, komputera, chęci…

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza