fot. Tomasz Adamaszek

Leczymy najwięcej chorych w Polsce z COVID-19, z dobrym skutkiem

Przyjmowaliśmy wszystkich chorych „dodatnich”, wymagających również np. operacji wyrostka, leczenia niedrożności jelit, zawału serca. Stosujemy wszystkie leki, które można podać w leczeniu COVID-19 – mówią prof. Waldemar Wierzba, dyrektor CSK MSWiA i dr n. med. Artur Zaczyński, wicedyrektor ds. medycznych CSK MSWiA.

Wszyscy zadają dziś pytanie: w jakim miejscu epidemii jesteśmy?

DR ARTUR ZACZYŃSKI: Jeśli chodzi o nasz szpital, to obecnie mamy ok. 140 pacjentów covidowych; wcześniej ta liczba utrzymywała się na poziomie 100, a w szczytowym momencie było ich ponad 200. Trudno powiedzieć, jak będzie rozwijała się epidemia. Wydaje się, że w wielu miejscach na świecie epidemia wycisza się, jednak w Rosji mamy pik zachorowań, a w Chinach pojawiają się nowe przypadki. Trudno zrozumieć fenomen, czy to nasza genetyka, czy subordynacja spowodowały, że nie ma u nas tak dużej liczby zgonów jak np. w USA. Transmisja pozioma jednak cały czas nam grozi, jeśli nie będziemy przestrzegać zaleceń, chodzić bez masek i zbyt szybko wrócimy do normalności.

Czy był taki moment, kiedy w szpitalu zabrakło miejsc dla chorych?

DR ARTUR ZACZYŃSKI: Nie, nigdy nie brakowało u nas miejsc dla pacjentów z koronawirusem. Trudny moment, kiedy pojawiła się taka informacja w mediach, był spowodowany tym, że pogotowie przywoziło do nas wszystkich chorych, którzy mieli gorączkę; pod SOR podjeżdżało kilkanaście karetek. Musieliśmy przeorganizować SOR, ponieważ było ryzyko, że obok siebie pojawią się pacjenci „dodatni” i „ujemni”. Na początku byliśmy zobowiązani do przyjmowania tylko pacjentów „dodatnich”, jednak ze względu na poczucie odpowiedzialności, w innym budynku przyjmowaliśmy także pacjentów wymagających diagnostyki. Jeśli okazywało się, że są „ujemni”, byli odwożeni do innych szpitali. Ze statystyk wynika, że tylko u 1 na 10 przywożonych do nas przez pogotowie pacjentów potwierdzaliśmy obecność koronawirusa. 90 proc. pacjentów wymagało izolacji i troski, żeby nie nadkazili się od chorych „dodatnich”. U każdego jednak wykonywaliśmy test, jeśli pojawiało się podejrzenie koronawirusa.

Do tej pory w naszym szpitalu leczyliśmy ponad 1000 pacjentów covidowych; to zdecydowanie najwięcej w Polsce. Przyjmowaliśmy wszystkich chorych „dodatnich”, wymagających również innych zabiegów medycznych, np. operacji wyrostka, leczenia niedrożności jelit, zawału serca. Byli do nas przywożeni z innych szpitali, także jednoimiennych.

Wyniki leczenia są tu jedne z najlepszych – jeśli nie najlepsze – w Polsce. Jakie innowacyjne metody leczenia COVID-19 wprowadzacie w szpitalu?

PROF. WALDEMAR WIERZBA: Stosujemy wszystkie leki, które można podać w leczeniu COVID-19. Jako pierwsi w Polsce zastosowaliśmy tocilizumab – na moją odpowiedzialność, ponieważ wcześniej ten lek w tym wskazaniu nie był stosowany w Polsce. Podjąłem taką decyzję w porozumieniu z szefem anestezjologii i intensywnej terapii. Chory, ok. 50 lat, miał silną burzę cytokinową; norma interleukiny-6 wynosi poniżej 7, on miał prawie 4 tysiące. Był w bardzo ciężkim stanie, wyczerpaliśmy u niego wszystkie możliwości leczenia. Nowa terapia powiodła się, pacjent jest już w domu. Podawaliśmy potem tocilizumab kilku innym chorym, także z powodzeniem. Stosujemy również inne metody, m.in. osocze ozdrowieńców – już kilkanaście osób otrzymało u nas taką terapię. Chorym w ciężkim stanie próbujemy podawać komórki macierzyste. U najciężej chorych stosujemy ECMO: mamy jedyny w Polsce zespół, który może przetransportować pacjentów z całej Polski.

DR ARTUR ZACZYŃSKI: Pandemia przyspieszyła stworzenie sieci ośrodków ECMO w Polsce, obecnie funkcjonują one w Gdańsku, Warszawie, Krakowie, Lublinie i Wrocławiu. Już w pierwszym dniu nasz zespół, na prośbę szpitala w Radomiu, użył śmigłowca policyjnego, by dowieźć do nas pacjentkę. Transport trwał zaledwie 34 minuty. Miała bardzo ciężki przebieg COVID-19, podłączyliśmy ją do ECMO.

PROF. WALDEMAR WIERZBA: Prowadzimy również kilkaunikatowych w skali świata programów badawczych. Jednym z nich jest program badań genetycznych, na który do-staliśmy grant z Agencji Badań Medycznych. Chcemy poszukać genów, które predysponują do ciężkiego przebiegu COVID-19. Są już w literaturze światowej doniesienia o zależności ciężkości przebiegu choroby z grupą krwi. Np. chorzy z grupą krwi B RH- oraz 0 RH- rzadko mają ciężki przebieg choroby, natomiast osoby z grupą AB RH+ chorują ciężej. Na razie są to tylko obserwacje, chcemy je sprawdzić. Jeśli chodzi o inne programy, to jako jedyni w Polsce, a być może także na świecie, badamy zaburzenia smaku w COVID-19. Badamy również zmiany skórne w przebiegu COVID. Prowadzimy także program badań ozdrowieńców: oceniamy, na ile trwałe są zmiany w płucach, do jakich doszło w przebiegu infekcji.

Innowacje to też nowe rozwiązania dotyczące transportu: wykorzystujemy drony do szybkiego i bezpiecznego przewożenia materiału do badań. Stworzyliśmy również znakomite laboratorium; cały czas walidujemy nasze wyniki z laboratorium NIZP-NIL; mamy 100-procentową zgodność wyników. Wprowadziliśmy też szereg zmian organizacyjnych, prowadzimy system szkoleń dla wszystkich pracowników. Może wydawać się, że to drobne rzeczy, jednak są one bardzo istotne z epidemicznego punktu widzenia.

DR ARTUR ZACZYŃSKI: Każdy pracownik miał obowiązek wielokrotnie przejść szkolenia: zakładania i zdejmowania maski, fartucha, kombinezonu, ochraniaczy, specjalistycznych kombinezonów do reanimacji chorych, przechodzenia przez śluzy. Jak te szkolenia są efektywne, widać po niewielkiej liczbie zakażonych spośród personelu: na 3,5 tysiąca pracowników tyko 21 zakaziło się koronawirusem, 10 z nich miało objawy, a nikt nie był w ciężkim stanie. Pokazuje to, jak ważna jest dobra organizacja: w szpitalu jednoimiennym, nawet przy dużej liczbie chorych, nie musi dochodzić do zakażeń.

Na ciężki przebieg COVID-19 narażone są osoby starsze. Wam jednak udało się uratować stulatka, który wyzdrowiał tu, w szpitalu. Wychodząc ze szpitala, mówił nawet, że było mu tak dobrze, że chciałby dłużej zostać…

PROF. WALDEMAR WIERZBA: To były żołnierz AK,powstaniec warszawski, a później strażak, członek ochotniczej straży pożarnej. Zachorował na COVID-19, miał pełne objawy. Przyjechał do nas „na leżąco”; wyszedł o własnych siłach. Dzielny człowiek.

Przebieg infekcji jest dziś inny w stosunku do tego, co było na początku epidemii?

DR ARTUR ZACZYŃSKI: Większość chorych przywożona jest dziś do nas w ciężkim stanie; często są to osoby z OIOM-ów innych szpitali, które proszą nas o przejęcie terapii. Mamy największy oddział intensywnej opieki medycznej dla pacjentów covidowych w Polsce: to 40 łóżek na oddziale intensywnej terapii, a dodatkowo utworzyliśmy – wzorując się na systemie włoskim – dwa oddziały pre-OIT, po 20 łóżek. Łącznie możemy prowadzić terapię pod respiratorem dla 100 chorych.

Komitet Terapeutyczny CSK MSWiA bardzo szybko stworzyła zalecenia leczenia COVID-19. Były podstawą późniejszych zaleceń AOTMiT?

DR ARTUR ZACZYŃSKI: Zalecenia Komitetu Terapeutycznego MSWiA były jednymi z pierwszych. Wciąż staramy się je modyfikować i obiektywizować, ponieważ przekonujemy się, jak wygląda skuteczność leczenia, a jednocześnie chcemy dzielić się wiedzą. Zalecenia AOTMiT powstały przy naszym dużym udziale, wielu lekarzy z naszego szpitala je współtworzyło, zarówno jeśli chodzi o część diagnostyczną, jak leczniczą.

Rozmawiali: Katarzyna Pinkosz, Paweł Kruś

Ćwiczenia z technik operacyjnych za pomocą robota Da Vinci.
Laboratorium wirusologiczne: kontakt z materiałem zakaźnym wymaga pełnej ochrony.
Wyniki z laboratorium szpitala są cały czas walidowane z laboratorium PZH-NIL.
Od lewej: dr n. med. Artur Zaczyński, red. Paweł Kruś, red. Katarzyna Pinkosz

fot. Tomasz Adamaszek

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza