Leszek Borkowski
Fot. DAMIAN BURZYKOWSKI / newspix.pl

Leki biopodobne szansą dla chorych na nowotwory

Rozmowa z dr. n. farm. Leszkiem Borkowskim.

Panie doktorze, dlaczego leki biopodobne wciąż budzą kontrowersje? Owszem, nazwa „biopodobne” budzi skojarzenia z wyrobem „czekoladopodobnym”, który nie był czekoladą, a niektórzy mówili, że nawet nigdy koło niej nie stał. Ale przecież nie o to chodzi, prawda?

Może nie byłoby takiego zamieszania, gdybyśmy stosowali określenie „leki biosymilarne”, bo z angielskiego są to biosimilar drugs. Ale oczywiście nie nazwa jest tu najważniejsza. W 2012 r. Europejska Agencja Leków EMA zawarła definicję leku biopodobnego, a brzmi ona: „Podobny biologiczny produkt leczniczy, zwany także lekiem biopodobnym, jest produktem podobnym do już zarejestrowanego leku biologicznego, tzw. referencyjnego produktu leczniczego. Substancją aktywną leku biopodobnego jest znana biologicznie aktywna substancja, podobna do tej w referencyjnym produkcie leczniczym. Oczekuje się, że biopodobny produkt leczniczy oraz odpowiedni referencyjny mają tożsame profile bezpieczeństwa i skuteczności oraz są zazwyczaj stosowane w leczeniu tych samych schorzeń”.

Podobny, czyli nie taki sam…

I tu należy powiedzieć o lekach chemicznych i biologicznych. W przypadku leków chemicznych i ich generyków mówimy o równoważności, natomiast takiej równoważności nie ma i być nie może w przypadku leków biologicznych i biopodobnych. Tu możemy mówić o biopodobieństwach. To wynika bowiem z natury leków biologicznych, które są wytwarzane w procesie zwanym biotechnologicznym, na bazie żywych organizmów. W procesach biotechnologicznych wykorzystujemy żywe organizmy komórkowe. Dlaczego to robimy? Bo żywe organizmy, jak bakteria Escherichia Coli, wiedzą, jak to robić, a my nie. Podrzucamy obce DNA Escherichi Coli jak kukułcze jajo i zabieramy wytworzone białko, tak jak zabieramy pszczołom miód.

Dlatego nawet te same leki mogą się między sobą różnić, tym bardziej ich biopodobne odpowiedniki. Ale skuteczność i bezpieczeństwo muszą być takie same.

Leki biopodobne podlegają takim samym surowym kryterium oceny skuteczności i bezpieczeństwa jak referencyjne leki biologiczne. Rejestracja leku biopodobnego jest możliwa wówczas, gdy może być on stosowany zamiennie w stosunku do leku referencyjnego. Czyli rejestracja leku biopodobnego wskazuje, że lek ten może być stosowany zamiennie, w tej samej jednostce chorobowej, bo ma identyczny stopień bezpieczeństwa i skuteczności.

I wszystkie, tak referencyjne, jak i biopodobne, bada się pod kątem immunogenności. Ocenia się częstość występowania przeciwciał przeciwko lekowi, określa miano przeciwciał, jak długo się one utrzymują, występowanie przeciwciał neutralizujących oraz zależność pomiędzy występowaniem przeciwciał przeciwko lekowi a skutecznością i bezpieczeństwem leku.

O lekach biologicznych zrobiło się głośno, gdy do terapii nowotworów wkroczyły przeciwciała monoklonalne, gdy zaczęto stosować terapie celowane. Ale leki biologiczne były znane już dużo wcześniej.

Tak, insulina, heparyna, hormon wzrostu, erytropoetyna, glukagon, interferony, trombina bydlęca czy końska surowica to przykłady leków biologicznych, gdyż zawarta w nich substancja czynna jest pozyskiwana z organizmów żywych. W nauce jest ciągłość, a my, będąc już na górze, często zapominamy, że start był na parterze.

Na przykład zanim nauczono się produkować rekombinowaną insulinę, do 1982 r. podawano insulinę otrzymywaną z trzustek wieprzowych. Jeden pacjent insulinowy potrzebował rocznie ok. 100 trzustek wieprzowych! Bez insuliny rekombinowanej dzisiaj na świecie musielibyśmy hodować 20 miliardów świń, by zabezpieczyć insulinę dla 200 milionów pacjentów!

A pierwsze terapie przeciwciałami miały miejsce w XIX w. Oczywiście teraz, dzięki wykorzystaniu zaawansowanych procesów biotechnologicznych, zastosowaniu inżynierii genetycznej, jesteśmy już na dużo wyższym etapie tworzenia tych leków. I to jeszcze nie koniec, rozwój ery leków biologicznych wciąż trwa.

I ery ciał monoklonalnych?

Na pewno należy podkreślić, że opracowanie technologii produkcji przeciwciał monoklonalnych uważane jest obecnie za wynalazek, który był przełomowy w historii medycyny oraz nauk biologicznych. Dokonała tego, w połowie lat 80. ubiegłego wieku, para naukowców – to Cesar Milstein i Georges J.F. Koehler, którzy w związku z tym odkryciem zostali w 1997 r. laureatami Nagrody Nobla. Pierwsze przeciwciało monoklonalne, stosowane w leczeniu chłoniaków nieziarniczych wywodzących się z limfocytów B, zostało zarejestrowane przez FDA w 1997 r. Dziś wartość rynku przeciwciał wynosi 75 mld USD, a do 2020 r. ma stanowić główną sprzedaż wszystkich leków biotechnologicznych.

Dlaczego leki biologiczne odgrywają tak znaczącą rolę w onkologii?

Zostały zaprojektowane, ukierunkowane na osiągnięcie konkretnego celu, bez tłumienia układu odpornościowego. Stąd określenie: leki celowane. A, zwłaszcza w terapii nowotworów, chodzi przecież o to, żeby zniszczyć nowotwór, nie niszcząc organizmu.

Kluczem do wykorzystania w leczeniu z zastosowaniem przeciwciał monoklonalnych jako samych lub w połączeniach w biokoniugatach było stwierdzenie istnienia antygenów na powierzchni komórek nowotworowych oraz ich zwiększonej prezentacji w nowotworzeniu. Odkrycie antygenów na powierzchni komórek nowotworowych było wskazówką dla kierunku poszukiwań zwiększenia selektywności leków przeciwnowotworowych z wykorzystaniem przeciwciał. Antygeny te, zablokowane przez leki będące przeciwciałami, nie mogą przekazywać sygnałów do wnętrza lub do innych komórek, co w konsekwencji hamuje rozwój komórek nowotworowych i może prowadzić do ich apoptozy.

Chyba najlepiej na przykładzie właśnie onkologii można pokazać, że innowacyjnych leków biologicznych przybywa. Onkolodzy podkreślają, że w niektórych rodzajach nowotworów to już prawdziwa rewolucja. To pewnie zasługa głównie inżynierii genetycznej?

Nie tylko. Wielu naukowców pracuje nad tym, żeby stworzyć lek, który będzie dokładnie wymierzony w cel, skuteczny i bezpieczny, działający na różne mechanizmy tworzących się w organizmie procesów. To żmudny proces. To tak jak z przeciwciałami monoklonalnymi – jeśli chimeryczne nie dają rady, to „bierze się nożyczki” i humanizuje się przeciwciało, żeby zwiększyć jego skuteczność.

Dlaczego, mówiąc o lekach biologicznych, coraz częściej zwraca się uwagę na rolę ich zamienników, szczególnie w terapiach onkologicznych?

Leki biologiczne są drogie, bo drogie jest ich wytwarzanie. Stąd trudna ich dostępność, bo nie każde państwo stać na ich refundację. Natomiast ich zamienniki są dużo tańsze, ocenia się, że ta różnica w cenie może wynosić od 15 do nawet 70 proc.! Średnio lek biopodobny jest tańszy od referencyjnego o ok. 30 proc. W Polsce, aby lek biopodobny mógł zostać objęty refundacją, musi być tańszy od swego referencyjnego odpowiednika o co najmniej 25 proc.

To oczywiście znacznie powiększa liczbę chorych, którzy mogliby z leku skorzystać. Jednak nie znaczy to, że i taki lek będzie objęty refundacją, niestety. Co roku w naszym kraju umiera na raka ok. 20 tys. chorych tylko dlatego, że nie otrzymali w porę leku. U nas panuje taka „zasada”, że im lek jest droższy, tym mniejszą ma szansę na refundację.

Czy sądzi Pan, że leki biologiczne czy biologiczne biopodobne wyprą leki chemiczne, a w przypadku onkologii – chemio- czy radioterapię?

Jestem zwolennikiem stosowania wszystkich leków, które są skuteczne i bezpieczne.

Rozmawiała Bożena Stasiak

Leki biopodobne szansą dla chorych na nowotwory
Oceń ten artykuł

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza