Marcin Czech
Fot. TOMASZ ADAMASZEK

Liczba wyzwań jest ogromna

Rozmowa z wiceministrem zdrowia Marcinem Czechem.

Czy choroby nowotworowe będą jednym z priorytetów w dokumencie Polityka Lekowa Państwa, który chce Pan tworzyć?

Polityka Lekowa Państwa to dokument strategiczny, który wskazuje strategiczne kierunki w zakresie stosowania leków. Chcielibyśmy go stworzyć w oparciu o metodologię Światowej Organizacji Zdrowia. Naszą ambicją byłoby, żeby to był dokument strategiczny ministra zdrowia, a jeszcze lepiej – dokument rządowy, załącznik do obwieszczenia Rady Ministrów. Wtedy w pewnym sensie zautoryzują go również inne ministerstwa, np. Ministerstwo Rozwoju. Taki dokument musi być głęboko zakorzeniony w sytuacji epidemiologicznej i gospodarczej państwa: to determinuje jego strukturę.

Na początku identyfikuje się główne wyzwania systemu ochrony zdrowia. Część z nich to wyzwania epidemiologiczne. Jeśli popatrzymy na głównych zabójców Polaków – schorzenia, które doprowadzają do największej liczby zgonów – to na pierwszym miejscu znajdują się choroby układu krążenia, a na drugim choroby nowotworowe.

Tworząc dokument Polityka Lekowa Państwa, musimy też popatrzeć na czynnik innowacyjności i nowych możliwości terapeutycznych, oferowanych przez szeroko rozumiany przemysł farmaceutyczny. W obszarze onkologii jest wiele nowatorskich terapii. W związku z tym, patrząc na dane wyjściowe do dokumentu Polityka Lekowa, mamy niejako z dwóch stron wzmocnienie schorzeń nowotworowych. Po pierwsze epidemiologia pokazuje, że coraz więcej jest rozpoznawanych chorób nowotworowych. Po drugie, mamy coraz większe możliwości ich leczenia. W onkologii jest wiele opcji terapeutycznych, z których możemy wybierać. Te dwa czynniki pokazują, że choroby nowotworowe muszą być jednym z priorytetów Polityki Lekowej Państwa.

Kolejna kwestia to nasza moc gospodarcza, finansowa: Polska już należy do 25 najbogatszych krajów świata. Jesteśmy bogatym krajem, stać nas na leczenie i na onkologię. Jednak druga siła ciągnie nas w dół: na zdrowie ze źródeł publicznych wydajemy bardzo mało, prawie najmniej w Unii Europejskiej. W przeliczeniu na mieszkańca, wydajemy bardzo mało na leki. A skoro wydajemy mało, to stać nas na bardzo niewielką liczbę terapii, albo musimy je przeznaczyć tylko dla tych osób, które najbardziej ich potrzebują, albo tych, które mogą z nich odnieść największe korzyści.

Moje farmakoekonomiczne podejście jest takie, że na pewno sensowniej jest zainwestować wcześniej, na wcześniejszych etapach leczenia. To jest uzasadnione, to się opłaca. Niestety, do tego trzeba więc mieć pulę pieniędzy, której nie mamy. Pieniądze uwalniają się wtedy, kiedy wchodzą do terapii leki odtwórcze. Chcę zapewnić, że będziemy się starać dostarczać pacjentom jak najwięcej opcji generycznych i stymulować jak największą konkurencję cenową w tym zakresie. Będziemy też starać się o obniżenie cen leków, korzystając z tych instrumentów, które mamy.

W ostatnich miesiącach sporo nowych leków w onkologii weszło do refundacji, np. w leczeniu czerniaka, raka jelita grubego, przewlekłej białaczki limfocytowej, chłoniaków…

To prawda. Jeżeli weźmiemy pod uwagę liczbę decyzji refundacyjnych w chorobach nowotworowych, to okaże się, że priorytety stoją po stronie chorób nowotworowych. Hematoonkolodzy byli bardzo zadowoleni z naszych ostatnich decyzji refundacyjnych, jeśli chodzi o przewlekłą białaczkę limfocytową, chłoniaki. Oczywiście, proszą o kolejne leki. Postaramy się temu sprostać, w miarę możliwości, które mamy. Musimy jednak też pamiętać o guzach litych. Dużym problemem jest np. leczenie raka płuca – onkolodzy na tę sprawę wyraźnie zwracają uwagę.

Na programy lekowe w raku płuca przeznaczanych jest niecałe 4 proc. wszystkich pieniędzy na programy lekowe w onkologii, tymczasem rak płuca jest pierwszym zabójcą spośród chorób nowotworowych.

To prawda, jednak trzeba zwrócić też uwagę na to, jakie mamy możliwości odniesienia sukcesu terapeutycznego w danym typie nowotworu. Leki w raku płuca mają coraz mocniejsze dowody efektywności. Ten argument oraz fakt, że ten rak jest pierwszą przyczyną zgonów z powodu nowotworów, wskazuje na to, że powinniśmy przyjrzeć się refundacji w raku płuca.

Listopad to miesiąc raka płuca. Jest cała kolejka leków, które czekają na refundację, np. leki immunokompetentne, antyangiogenne. Czy jest szansa, że będą one refundowane?

Z roku na rok pula pieniędzy na programy lekowe w nowotworach płuca rośnie: w 2012 r. było to 12 mln zł, w 2016 – 36 mln zł. Obecnie środek ciężkości w leczeniu raka płuca spoczywa w znacznej części na zabiegach chirurgicznych oraz na chemioterapii, w ramach której w katalogu jest dostępnych 27 substancji czynnych. Mamy też nowe metody terapeutyczne: do Ministerstwa Zdrowia zostało złożonych 8 wniosków refundacyjnych o objęcie refundacją leków znajdujących zastosowanie w terapii raka płuca. Dotyczą one 5 innowacyjnych substancji czynnych: ozymertynib, kryzotynib, niwolumab, pembrolizumab, nintedanib. Wszystko dzieje się zgodnie z procedurą.

Mówił Pan, że wiele dobrego zadziało się, jeśli chodzi o refundację leków w hematoonkologii. Nie dotyczy to jednak szpiczaka plazmocytowego. Są nowe leki, dzięki którym życie chorych na szpiczaka mogłoby się wydłużyć – gdyby można je było stosować w Polsce.

Mamy w tej chwili w resorcie zdrowia kilka wniosków procedowanych w nawrotowym szpiczaku. Dotyczą pomalidomidu, panobinostatu i karflizomibu. Jeśli chodzi o panobinostat i karflizomib, to postępowania refundacyjne zostały zawieszone na wniosek podmiotu odpowiedzialnego. Wniosek dotyczący pomalidomidu czeka na rozstrzygnięcie ministra.

Stowarzyszenia pacjentów bardzo ostro domagały się niedawno włączenia do refundacji jednego z nowych leków hormonalnych o innym mechanizmie działania w raku prostaty. Lek nie wszedł, gdyż nie zgodziła się druga firma na modyfikację dotychczasowego programu, w której był jej lek.

Tam była kwestia dotycząca tego, że lek mógł być stosowany po chemioterapii, ale też można go włączyć do leczenia przed chemioterapią. Mam nadzieję, że znajdziemy w tej sprawie pozytywne rozwiązanie.

Od ponad trzech miesięcy jest Pan wiceministrem, odpowiedzialnym m.in. za politykę lekową. Co Pana najbardziej zaskoczyło – zarówno pozytywnie, jak negatywnie w resorcie zdrowia?

Staram się dotrzymać słowa, wykonywać działania porządkujące i ewolucyjne. Dotychczasowe listy refundacyjne jeszcze częściowo nie były moim dziełem. Proszę też pamiętać o zachowaniach dotyczących etyki, czyli wyłączeniach – nie zajmuję się sprawami leków w jakikolwiek sposób dotyczących firm, w których pracowałem wcześniej oraz ich konkurentów w tych samych wskazaniach. Jestem wyłączony z postępowań refundacyjnych w tych sprawach. Wszystkich rozstrzygnięć dokonuje minister Konstanty Radziwiłł. Nowa lista refundacyjna również będzie nasza wspólna. Na listach refundacyjnych pojawiają się nowe opcje terapeutyczne dla pacjentów. Bardzo się cieszę, że w ramach tych skromnych środków, które posiadamy, dostarczamy nowych możliwości leczenia. Rozszerzamy listę 75+, z tego też się bardzo cieszę.

Jeśli chodzi o stronę legislacyjną, to wydaje się, że mamy prawie zamkniętą listę zmian w tzw. dużej nowelizacji ustawy refundacyjnej. Jest powołany zespół do spraw ustawy o zawodzie farmaceuty, jest powołana nowa grupa: zespół do spraw opieki farmaceutycznej w ramach programów pilotażowych w POZ. Jesteśmy po kilku spotkaniach dotyczących implementacji dyrektywy dotyczącej badań klinicznych w Polsce. Zajmujemy się też kwestią wyrobów medycznych – niektóre z tych spraw będą regulowane w dużej nowelizacji ustawy refundacyjnej. Część spraw, które dotyczą certyfikacji, klasyfikacji wyrobów medycznych, zostanie oddana Urzędowi Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych. Powoli przygotowujemy też dokument Polityka Lekowa Państwa. Chcielibyśmy stworzyć jego pierwszy draft do końca roku. Mamy bardzo kompetentne osoby, które zajmą się tym dokumentem, są w tym zespole reprezentowane główne instytucje, ważne dla polityki lekowej w Polsce.

Proszę zwrócić uwagę, że urzędy są dla mnie nowym światem. Wciąż mam nadzieję, że przeszczepiam tu dobre praktyki. Dla mnie jest pewnym wyzwaniem, żeby się nauczyć, jak działa urząd, legislacja. Staram się też na bieżąco współpracować z Głównym Inspektorem Farmaceutycznym, Głównym Inspektorem Sanitarnym – na przykład w zakresie suplementów. Pomagam wyjść z długów Narodowemu Instytutowi Leków, blisko współpracuję z panią dyrektor NIL. Jestem epidemiologiem, dlatego dotykam tematu zakażeń szpitalnych. To bardzo interesująca i ciekawa praca. Liczba wyzwań wielopoziomowych jest ogromna: od przepisów prawa, które potrafią się wykluczać, poprzez złożoność procesów legislacyjnych, wyzwania kadrowe, kończąc na motywacjach ludzi, z którymi mam przyjemność pracować.

Rozmawiali: Katarzyna PinkoszPaweł Kruś

Liczba wyzwań jest ogromna
Oceń ten artykuł

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza