Fot. Tomasz Adamaszek

Ludzie potrzebują nie tylko leków, ale też rady na życie

Rozmowa z Oliverem Koehncke, dyrektorem generalnym Boehringer Ingelheim Polska.

Boehringer Ingelheim to jedna z największych firm farmaceutycznych na świecie. Co jest największym sukcesem firmy?

Jeśli chodzi o 2017 rok, to był kolejny rok dynamicznego rozwoju. Jesteśmy w gronie najszybciej rozwijających się firm farmaceutycznych; obecnie znajdujemy się na szóstym miejscu w Polsce. Firma rozwija się dzięki innowacyjnym lekom. To kierunek, w którym zawsze chcieliśmy iść.

Część z tych nowoczesnych leków niestety nie jest jeszcze w Polsce refundowana. Staramy się jednak je udostępnić szerokim grupom pacjentów: chodzi zwłaszcza o leki stosowane w migotaniu przedsionków, zatorowości płucnej, cukrzycy. Cukrzyca typu 2 skraca życie. Udało nam się wyprodukować pierwszy na świecie doustny lek, który powoduje spadek śmiertelności o 38 proc. Uważamy, że skoro taki lek jest, to powinien być dostępny dla pacjentów. Ten przełom powinien się w Polsce dokonać.

W portfolio firmy znajdują się również leki onkologiczne – np. w raku niedrobnokomórkowym płuca, przy określonych mutacjach nowotworowych lek jest w stanie przedłużyć chorym życie o więcej niż rok. To bardzo dużo w tym bardzo źle rokującym typie nowotworu.

Chciałbym też wspomnieć o tym, że Boehringer Ingelheim jest obecnie drugą pod względem wielkości firmą działającą w obszarze ochrony zdrowia zwierząt i największym dostawcą usług na całym świecie w zakresie szczepionek i środków pasożytobójczych, zarówno dla zwierząt produkcyjnych, jak i dla zwierząt domowych. Ten obszar naszej działalności będzie się w najbliższych latach na pewno dynamicznie rozwijał.

Główne obszary działalności firmy – jeśli chodzi o zdrowie pacjentów – to kardiologia, diabetologia i onkologia?

Tak, a także pulmonologia – udało nam się stworzyć nowe leki np. w POChP, astmie. Jeśli chodzi o kardiologię, to w naszym portfolio znajduje się lek stosowany u pacjentów z migotaniem przedsionków, w zakrzepicy żył głębokich, a także w udarze niedokrwiennym mózgu, który stanowi aż 80 proc. wszystkich przypadków udarów. Gdy pacjent z udarem niedokrwiennym mózgu trafi do szpitala w odpowiednim czasie od zauważenia pierwszych objawów, jedynym lekiem, jaki można zastosować, jest lek naszej firmy. Dzięki temu można walczyć o życie pacjenta i zapobiegać powikłaniom tej podstępnej choroby.

Jako firma czujemy się odpowiedzialni za zdrowie naszych pacjentów, dlatego też mocno angażujemy się w propagowanie wiedzy na temat udarów mózgu. W tej chorobie liczy się czas – trzeba jak najszybciej rozpocząć leczenie. Problemem jest przede wszystkim lekceważenie objawów udaru. Wiele osób myśli, że gdy źle się czuje, to najlepiej położyć się spać, a następnego dnia wszystko wróci do normy. W przypadku udaru tak nie jest. Staramy się przekazywać społeczeństwu wiedzę na ten temat – zarówno poprzez tradycyjne media i współpracę ze stowarzyszeniami pacjentów, jak i poprzez Facebooka. W tym roku stworzyliśmy postać superbohatera – Doktora Stroka – Pogromcy Udarów, który edukuje najmłodszych odbiorców.

Czasem pojawiają się doniesienia medialne, że dziecko uratowało mamę albo babcię, gdyż zadzwoniło na pogotowie. Dzieci są bardzo dobrymi obserwatorami. Chcemy z nimi poruszyć poważny temat udaru mózgu, ale w taki sposób, żeby nie przestraszyć, tylko zbudować w młodym pokoleniu przekonanie, że każdy może być superbohaterem i odpowiednio szybko reagując, uratować komuś życie.

Druga nasza inicjatywa to kampania „Dłuższe życie z cukrzycą”. Osobie, która słyszy diagnozę „cukrzyca”, często wydaje się, że to już wyrok. Chcemy pokazywać, że z tą chorobą można normalnie żyć. Ważna jest aktywność fizyczna i odpowiedni sposób odżywiania – już to powoduje obniżenie poziomu cukru. Chcemy pokazywać, że ludzie, którzy mają cukrzycę, są w stanie żyć aktywnie. Taką drogą idziemy: skoro mamy sukces jako firma farmaceutyczna – udało nam się stworzyć innowacyjny lek – to musimy też myśleć o społeczeństwie. Ludzie chcą nie tylko diagnozy i leku, ale też rady na życie. Tu widzę obowiązek naszej firmy – być partnerem nie tylko dla lekarzy, ale też dla pacjentów.

Wspomniał Pan o cukrzycy i o leku, o którym obecnie mówi się podczas każdego kongresu diabetologicznego. Empagliflozyna została nazwana przez diabetologów lekiem przełomowym.

To lek, który może być stosowany na każdym stopniu rozwoju cukrzycy: zarówno przez osoby w początkowej fazie choroby, jak i chorych, którzy jeszcze nie są na insulinie oraz tych, którzy już muszą ją przyjmować. To lek dający dodatkowy efekt terapeutyczny. Cukrzyca powoduje powikłania, wśród których najpoważniejsze są powikłania kardiologiczne. Badania kliniczne wykazały u osób z bardzo dużym ryzykiem sercowo-naczyniowym wzrost całkowitych przeżyć o 38 proc. To bardzo dużo. Można powiedzieć, że co trzeci pacjent, który byłby skazany na śmierć – przeżyje, i to nawet o 12 lat dłużej! To fenomenalna sprawa. Mówi się, że ten lek jest pierwszym tak dużym przełomem od odkrycia insuliny. Empagliflozynę bardzo cenią kardiolodzy, którzy widzą, jak bardzo może ona zmniejszyć ryzyko sercowo-naczyniowe u chorych na cukrzycę, jak niesamowita jest korzyść z jej stosowania. Ważne jest też to, że to jest lek doustny, który bardzo dobrze komponuje się z innymi lekami.

Empagliflozyna jest przełomem, niestety dla wielu pacjentów w Polsce nie jest dostępna przez to, że nie jest refundowana. Co firma ze swojej strony robi, by lek stał się bardziej dostępny?
Rozmawiamy z Ministerstwem Zdrowia, cały czas toczy się proces refundacyjny. Wydaje mi się, że spełniamy wszystkie kryteria wymagane do refundacji. Mamy mocne dowody naukowe, że empagliflozyna zapobiega przedwczesnym zgonom. Myślę, że Ministerstwo to dostrzega.

Wynalezienie takiego leku to duże inwestycje naukowe, które firma ponosi. Ma to wpływ na cenę. Staramy się w Polsce zaoferować najniższą cenę europejską. Muszę też przyznać, że wielu lekarzy, widząc skuteczność empagliflozyny, mówi o tym pacjentom. Wielu z nich decyduje się na jej stosowanie, gdyż dane naukowe i kliniczne są naprawdę bardzo przekonujące. Wiemy, że budżet na leki w Polsce jest ograniczony, uważam jednak, że mamy wszystkie argumenty, żeby na ten temat rozmawiać.

W Polsce prowadzimy też szereg badań klinicznych, z czego bardzo się cieszymy. Kilka ośrodków prowadziło badania kliniczne właśnie nad empagliflozyną – dzięki temu ten lek był dostępny dla wielu chorych w naszym kraju jeszcze przed jego rejestracją. W Polsce prowadzonych było też wiele badań klinicznych innych naszych innowacyjnych leków.

Firma poszukuje innowacji także w chorobach rzadkich?

Tak, w naszym portfolio znajduje się lek stosowany w idiopatycznym włóknieniu płuc (IPF). Od stycznia 2017 roku jeden lek jest już w Polsce w tej chorobie refundowany, nasza firma może oferować kolejny. Każdy z leków ma inny mechanizm działania i ważne jest, aby dać szansę wszystkim chorym. IPF to rzadka choroba, cierpi na nią niewielka grupa pacjentów. Firmy rzadko angażują się w to, by szukać leku dla tak małej grupy chorych, ponieważ koszty jego wyprodukowania są takie same jak przy chorobach często występujących. Skoro jednak zajmujemy się pulmonologią, to chcemy nie tylko dostarczać leki w chorobach cywilizacyjnych, takich jak POChP czy astma, ale też w raku płuca czy rzadkiej chorobie, jaką jest idiopatyczne włóknienie płuc. Firma wyszukuje też inne obszary, które jeszcze leczenia nie mają – jednym z przykładów może być lek na chorobę Alzheimera, który obecnie znajduje się w fazie badań klinicznych.

Wspomniał Pan, że firma ma sukcesy, jeśli chodzi o opracowywanie nowych leków. Jaka jest tajemnica tego sukcesu?

Bardzo prosta: ludzie. Stawiamy na ludzi i ich rozwój. Ludziom trzeba dać przestrzeń do działania, samodzielność. Nie sądzę, żeby szef firmy wszystko wiedział najlepiej. On powinien robić wszystko, żeby ludzie pracujący w firmie wiedzieli najlepiej. Trzeba inwestować w ich rozwój, ale potem dać im możliwość działania, rozwijania własnej inicjatywy, realizacji pomysłów. Jesteśmy rodzinną firmą, wiemy, że nie wszystko udaje się od razu zrealizować. Inwestujemy długofalowo. Myślimy pokoleniami, a nie kwartałami.
Nowoczesne leki są ważne, ale z tymi lekami pracują ludzie. I to jest największy skarb firmy.

Czy oprócz akcji udarowych i cukrzycowych prowadzicie też inną działalność społeczną?

Angażujemy się w pomoc pacjentom onkologicznym, diabetologicznym czy po udarze – czyli w tych chorobach, w których mamy leki. Staramy się też oddzielić biznes od aktywności społecznej i działać na innych polach. Uważamy, że jeśli chcemy być partnerem medycznym, to powinniśmy być też partnerem społecznym. Chcemy wspierać ludzi, którym się nie powiodło: może mieli mniej szczęścia w życiu? Mimo to mają prawo, by się rozwijać. Wspieramy kilkanaście domów dziecka w całej Polsce – nie tylko finansowo; staramy się urozmaicić dzieciom program szkolny, np. przez lekcje języka obcego, zdrowego gotowania, możliwość poznawania przyrody, nowych miejsc w Polsce. Wspieramy też osoby starsze, kombatantów, którzy walczyli o Polskę. Robimy to od wielu lat.
Zachęcamy naszych pracowników do brania udziału w tego typu akcjach i niezmiernie się cieszę, że wielu z nich angażuje się w podobne inicjatywy także indywidualnie. Widzą, jak to jest potrzebne. Boehringer Ingelheim prowadzi też kampanie społeczne na świecie – jedną z nich jest projekt Making More Health. Staramy się wspierać skuteczne rozwiązania w edukacji powszechnej, wsparciu dla chorych.

Firma angażuje się w akcje prozdrowotne. A czy Panu udaje się prowadzić zdrowy styl życia?

Wiem, że nie wszystkim chorobom można zapobiec, jednak zdrowy styl życia jest czymś, co może nas wspierać. Ja próbuję utrzymać dobrą dietę, jestem też zaangażowany sportowo – bardzo intensywnie pływam, szczególnie na otwartym morzu. W ostatnich latach udało mi się przepłynąć Cieśninę Gibraltarską, a w tym roku długi odcinek z Korsyki do Sardynii. W takich sytuacjach jest się zdanym na samego siebie. Otwarte morze, prąd, fale, wiatr, przestrzeń – takie momenty pozwalają docenić zdrowie i własne umiejętności. Uczą też pokory, dystansu do siebie i innych. Dają dużo siły na przyszłość: skoro udaje mi się przepłynąć, pokonać przestrzeń, fale, wiatr, to znaczy, że uda mi się też sprostać wyzwaniom w codziennym życiu.

Był taki moment na pełnym morzu, kiedy Pan się bał?

Bał? Nie, nie myśli się wtedy o strachu, jest za dużo adrenaliny. Wiem, że płynę na drugi brzeg i że muszę dopłynąć. Nie można być jednak ślepym bohaterem – żeby przepłynąć, trzeba trenować cały rok, ale też badać się, dbać o zdrowie. Pływanie daje mi dystans i pomaga zachować właściwy balans między pracą a życiem osobistym. Musi być taki balans, bo jeśli się go nie zachowa, to pod koniec dnia będzie się samotnym – i w pracy, i w domu.

Świetnie mówi Pan po polsku, jest Pan już w Polsce od kilku lat. Polska bardzo się zmienia?

Tak. Zmieniły się drogi, mocno rozwija się przemysł, gospodarka – wskaźniki ekonomiczne są bardzo dobre. Społeczeństwo jest coraz bardziej otwarte. Widzę wielu młodych, zdolnych ludzi, którzy chcą się rozwijać. Zapraszamy ich do nas, pracują w naszej firmie na różnych stanowiskach. Inwestują w siebie. Cieszy również fakt, że mimo tych zmian, wiele polskich zwyczajów pozostało. Polacy kochają dzieci, Polska jest bardzo przyjaznym krajem dla rodzin z dziećmi. Cenię kuchnię: myślę, że jeśli kiedyś nie będę już w Polsce, to za polską kuchnią – zwłaszcza żurkiem – będę tęsknić. I polska gościnność, która zawsze płynie prosto z serca – to pozytywne. Bardzo dobrze czuję się w Polsce.

Rozmawiała Katarzyna Pinkosz

Ludzie potrzebują nie tylko leków, ale też rady na życie
Oceń ten artykuł

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza