prof. Michał Tendera
for. archiwum prywatne

Najważniejsze jest to, by pozostać normalnym

ROZMOWA Z PROF. HAB. DR. N. MED. MICHAŁEM TENDERĄ,
KARDIOLOGIEM, KIEROWNIKIEM III KATEDRY KARDIOLOGII ŚLĄSKIEGO
UNIWERSYTETU MEDYCZNEGO.

Ma Pan opinię człowieka niezwykle skromnego, o czym zresztą przekonały mnie już pierwsze minuty rozmowy z Panem. A przecież liczne nagrody i funkcje, które ma Pan na swoim koncie, mogłyby niejednemu profesorowi przewrócić w głowie… Ponieważ nie lubi Pan chwalić się swoimi osiągnięciami, tylko przypomnę niektóre: jako pierwszy na Śląsku wykonał Pan poszerzenie naczyń wieńcowych i założył stent pacjentowi, był Pan prezesem Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego i prezydentem europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego, jest Pan członkiem PAU i PAN, znalazł się Pan w gronie najbardziej wpływowych naukowców świata. Już nie wspominam o licznych publikacjach w prestiżowych czasopismach naukowych. Imponujące! A jak zaczęła się Pana droga do kardiologii?

Można powiedzieć, że trochę przypadkiem. Na studiach należałem do koła naukowego przy Katedrze Fizjologii i tam zajmowałem się elektrofizjologią, ale już wówczas chyba ciągnęło mnie do serca, bo moje pierwsze publikacje, pochodzące z tamtego okresu, dotyczą elektrofizjologii komórkowej serca. To bardzo ciekawa dziedzina, ale chciałem być bliżej chorego, bo uważam, że po to się idzie na studia medyczne, żeby być bliżej pacjenta. Pod koniec studiów dowiedziałem się, że w Zabrzu otwiera się nowy ośrodek kardiologiczny. I tak to się zaczęło, od Zabrza do Katowic.

Przez tyle lat pracy mógł Pan obserwować zmiany zachodzące w polskiej kardiologii. Kiedyś, jak wspomniał Pan w jednym z wywiadów, możliwości interwencyjne były mocno ograniczone. Gdy jako młody lekarz jeździł Pan w pogotowiu, nieco humorystycznie dzieliliście medycynę na nadprzeponową i podprzeponową. W przypadku tej pierwszej interwencja polegała na podawaniu nitrogliceryny i eufiliny, w przypadku tej drugiej była to atropina, papaweryna czy pyralgina.

Dokonaliśmy ogromnego skoku. Nasza kardiologia kliniczna jest dziś porównywalna z tą światową, w leczeniu nie odbiegamy od tego, co dzieje się na świecie. Niestety, od światowych standardów odbiegamy w zakresie
badań eksperymentalnych, co ma związek zarówno z organizacją, jak i finansowaniem nauki. Kardiologia stała się prawdziwą pasją Pana życia, a co szczególnie?

Moje zainteresowania dotyczą głównie choroby wieńcowej, niewydolności serca i wykorzystania komórek macierzystych w kardiologii. Byłem lub jestem członkiem komisji sterujących międzynarodowymi badaniami klinicznymi poświęconymi tym tematom. Obecnie interesuję się różnymi
aspektami prewencji i terapii miażdżycy.

Niewątpliwie odniósł Pan ogromny sukces zawodowy. A prywatnie? Czuje się Pan spełniony?

Mam wspaniałą rodzinę, żona też jest profesorem medycyny. A sukces? Odpowiem słowami przypisanymi Billowi Cosby’emu: „Nie znam klucza do sukcesu, ale kluczem do niepowodzenia jest próba zadowolenia Wszystkich”.

Czy dziś wyobraża Pan sobie, że mógłby wykonywać inny zawód?

Absolutnie nie. Gdybym po raz drugi miał wybierać, z pewnością byłaby to również kardiologia.

Co powiedziałby Pan młodym, wchodzącym w ten zawód?

Młodzi powinni pamiętać o tym, że muszą być lepsi ode mnie, bo to jest warunek postępu. Jest też, jak zwykle, druga strona medalu. Praca jest niezmiernie ważna, ale trzeba pamiętać o tym, że życie zawiera również inne ciekawe elementy. A najważniejsze jest to, by pozostawać normalnym.

Rozmawiała Bożena Stasiak



Oceń ten artykuł

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza