Fot. Arkadiusz Chłopik

Należy trzymać się marzeń

Rozmowa z Justyną Pordzik, studentką VI roku kierunku lekarskiego w j. angielskim realizującą Diamentowy Grant w Katedrze i Zakładzie Farmakologii Doświadczalnej i Klinicznej WUM.

W VIII edycji konkursu Interstudent na najlepszego studenta zagranicznego w Polsce zdobyła Pani główną nagrodę. Z jakiego kraju Pani pochodzi?
To zawiła historia. Urodziłam się w Polsce, ale później kształciłam się poza granicami kraju. Do tej pory mam podwójne obywatelstwo, co wynika z historii mojej rodziny. Dzięki temu opanowałam język polski, niemiecki i angielski. Ich znajomość znacznie pomogła mi w dalszej edukacji.

Jak doszło do otrzymania nagrody?

Do nagrody Interstudent nominowała mnie prof. Bożena Werner, dziekan Oddziału Nauczania w Języku Angielskim. Najistotniejszym elementem dorobku było kilkuletnie zaangażowanie w sprawy studenckie i naukowe, ale sądzę, że wzięto też pod uwagę moją działalność w organizacjach studenckich – Samorządzie Studentów English Division czy warszawskim oddziale IFMSA-Poland, w którym koordynowałam projekt Pink Lips dotyczący profilaktyki raka szyjki macicy.

Co zdecydowało o wyborze Pani drogi życiowej?

Już w szkole podstawowej marzyłam, aby zostać lekarzem. Z tą myślą krok po kroku realizowałam swój plan. Dzisiaj widzę, że wszystko temu celowi podporządkowałam: aplikowałam do wymarzonych szkół, starałam się jak najlepiej zdawać egzaminy. Praktycznie całe moje życie skupione było wokół medycyny.

Może przykład przyszedł z rodziny?

Nikt z rodziny nie był związany z medycyną. Nie czułam też żadnej presji co do wyboru drogi życiowej. Sama o niej zdecydowałam, czego każdemu życzę. Rodzicom zawdzięczam natomiast ogromne wsparcie oraz wiele cech, których od nich się nauczyłam, są moimi najważniejszymi nauczycielami.

Tytuły Pani publikacji naukowych „Określenie znaczenia rokowniczego nowych mikroRNA związanych z reaktywnością płytek krwi u pacjentów z cukrzycą typu 2” oraz „Wpływ reaktywności płytek na przeżywalność z cukrzycą typu 2 leczoną ASA” wskazują na zainteresowanie diabetologią. Skąd się wzięło?

Działalność naukową na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym zaczęłam na trzecim roku studiów. Bardzo dobrze ułożyła się współpraca w Zakładzie Farmakologii, z dr. hab. med. Markiem Postułą, który zajmuje się problematyką aktywacji płytek krwi w populacjach pacjentów wysokiego ryzyka powikłań zakrzepowo-zatorowych, w tym u pacjentów z cukrzycą. Pod opieką pana docenta coraz bardziej zgłębiałam te problemy, czego efektem są między innymi moje publikacje.

Cukrzyca jest chorobą cywilizacyjną na tyle często spotykaną, że niezależnie od wyboru specjalizacji, jako lekarz najprawdopodobniej będę miała z nią styczność. Uważam, że pacjenci coraz częściej charakteryzują się wielochorobowością i dlatego należy na nich patrzeć holistycznie. To są wyzwania współczesnego modelu terapii.

Odbyła Pani praktyki we Włoszech, w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Brazylii. Czy według Pani cukrzyca w Polsce jest dobrze leczona?

Niestety nie miałam możliwości zdobycia szerokiego doświadczenia klinicznego dotyczącego tego problemu, zważywszy, że jestem jeszcze studentką. Zaobserwowałam jedynie, że choroba stanowi u nas, podobnie jak w innych krajach, problem diagnostyczno-terapeutyczny – wszędzie rozpoznaje się ją zbyt późno, często w momencie, gdy doszło już do powikłań sercowo-naczyniowych.

Co Panią najbardziej w tej chorobie interesuje?

Fascynuje mnie jej podłoże genetyczne. Jest to obecnie kierunek wielu badań, które wkrótce mam nadzieję dadzą odpowiedź, jak diagnozować i leczyć cukrzycę. Myślę, że coraz częściej lekarze będą polegać w swojej pracy na ich wynikach. Widać to już w wielu dziedzinach medycyny, np. w onkologii, gdzie badania genetyczne odgrywają istotną rolę w profilaktyce i leczeniu.

Leczenie cukrzycy poprzez kontrolowanie poziomu glikemii to jeden z punktów terapii. Natomiast fundamentalnym problemem są powikłania sercowo-naczyniowe, które stanowią najczęstszą przyczynę zgonów. Dlatego w projekcie, prowadzonym wspólnie z dr. hab. Markiem Postułą sprawdzamy, jakie znaczenie ma mikroRNA i – szerzej – profil genetyczny płytek krwi na ich reaktywność w tej populacji. Okazuje się bowiem, że osobom z cukrzycą typu 2, które przyjmują kwas acetylosalicylowy, z jakichś powodów to leczenie nie wystarcza. Występują mechanizmy, których jeszcze nie rozumiemy.

Zgodnie z aktualnym stanem wiedzy zwiększona reaktywność́ płytek krwi odgrywa kluczową rolę w patogenezie zdarzeń sercowo-naczyniowych wśród pacjentów z cukrzycą. Krążące miRNA wydzielane przez płytki krwi może w istotny sposób wpływać na stężenie miRNA w osoczu, co daje możliwość monitorowania funkcji płytek krwi w populacjach pacjentów podwyższonego ryzyka sercowo-naczyniowego. Otrzymane już przez nas wyniki wstępne sugerują, że istnieją różnice w ekspresji miRNA, które mogą być odpowiedzialne za to, że u kogoś takie następstwa rozwiną się w przyszłości. Jeśli wyniki te uda się wykorzystać w praktyce klinicznej, pozwoli nam to znaleźć osoby na etapie, zanim choroba rozwinie się w powikłania. Wtedy będziemy mogli zastosować terapię spersonalizowaną, odpowiadającą konkretnemu pacjentowi. To jest nasz główny cel badawczy i moje marzenie jako przyszłego lekarza i naukowca.

W czasie studiów opublikowała Pani sześć artykułów naukowych, za co zdobyła Pani najwyższy wśród studentów z językiem angielskim Impact Factor 11.381. Przyznano Pani również Diamentowy Grant MNiSW, co pomogło otworzyć przewód doktorski. Skąd pośpiech, by tak dużo osiągnąć podczas studiów?

Rzeczywiście, można to uznać za szybką ścieżkę kariery. Gdy rozpoczynałam pracę naukową, moje najśmielsze oczekiwania nie sięgały rozpoczęcia doktoratu jeszcze na studiach. Co więcej, nie zdawałam sobie sprawy, że istnieje taka możliwość. Zaczęło się bardzo niewinnie, od publikacji poglądowej na temat polimorfizmów genetycznych w udarach niedokrwiennych, nad którą pracowałam półtora roku. Po napisaniu kolejnych prac pojawiły pomysły na własne badania i pierwsze fundusze na ich realizację – minigrant studencki, który zachęcił mnie do dalszej pracy naukowej w ramach WUM. Od momentu wysłania wniosku na Diamentowy Grant minął zaledwie rok i wszystko się potoczyło bardzo dynamicznie. Stwierdziłam, że jeśli życie podsuwa możliwość wszczęcia przewodu doktorskiego już teraz, należy z tej szansy skorzystać.

Obecna rzeczywistość to odzwierciedlenie wielu wyborów, których dokonałam w trakcie studiów. Otrzymanie Diamentowego Grantu i wszczęcie przewodu doktorskiego traktuję jako sukces, chociaż pomimo łutu szczęścia, który na pewno temu towarzyszył, jest to na pewno efekt ciężkiej pracy, wielu wyrzeczeń oraz determinacji.

Ktoś Pani w tym szczęściu dopomógł?

Za tym sukcesem stoją osoby przychylne mojej pracy naukowej i ogólnemu rozwojowi. Słowa uznania należą się mojemu opiekunowi naukowemu i promotorowi dr. hab. Markowi Postule z Zakładu Farmakologii Doświadczalnej i Klinicznej WUM, który od początku wprowadzał mnie w środowisko naukowe. Kierunek lekarski wymaga dużego zaangażowania czasowego i poświęcenia. Cieszy mnie fakt, iż władze uczelni stwarzały mi możliwości połączenia obowiązków studenckich z pasją do nauki i działalnością w organizacjach studenckich. Bez wsparcia pani Dziekan Bożeny Werner trudne, lub nawet niemożliwe, byłoby zrealizowanie tych celów.

Kończy Pani studia na wydziale lekarskim. Ma Pani szerokie zainteresowania od diabetologii po ginekologię. Czy zostanie Pani praktykiem, czy będzie wolała pracować w laboratorium?

Chciałabym połączyć pracę kliniczną i naukową. Genetyka stwarza możliwości w praktycznie każdej dziedzinie medycyny. Niezależnie od wyboru specjalizacji, pozostanę wierna poszukiwaniom nowych wyzwań, bo to wyzwala we mnie energię i daje najwięcej satysfakcji.

Rozmawiał Waldemar Nowak

Należy trzymać się marzeń
Oceń ten artykuł

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza