fot. fotolia

Nie ma samodzielnie myślącego narodu… bez historii

Rozmowa z dr. Wojciechem Giermaziakiem, dyrektorem Głównej Biblioteki Lekarskiej.

Dlaczego dyrektor Głównej Biblioteki Lekarskiej chce stworzyć Muzeum Medycyny?

To nie tak postawione pytanie: nie tylko dyrektor chce stworzyć Muzeum Medycyny. Od wielu dziesięcioleci, jeszcze z czasów międzywojennych, jest to wola i zamiar środowisk medycznych inteligencji polskiej. Od początku utworzenia GBL taki był cel zarówno władz ministerialnych, jak i kolejnych dyrektorów. Kontynuuję ten zamiar i sądzę, że wspólnie ten cel osiągniemy. Jeśli mamy uznane na całym świecie muzeum w Żelazowej Woli, muzeum Marii Skłodowskiej-Curie, Farmacji, UW, to powinno też powstać muzeum, które gromadzi materiały badawcze, księgozbiory, obrazy, muzealia zebrane przez kilkanaście pokoleń lekarzy. Nie stanowią one własności państwowej, są to dary rodów lekarskich, przekazane na cel utworzenia muzeum, skatalogowane, zabezpieczone, niebawem zdigitalizowane. Niedawno podpisałem materiały przetargowe dotyczące zakupu automatycznego skanera muzealiów, którym będziemy digitalizować zbiory.

Narodowe Muzeum Medycyny powinno w Polsce powstać, podobne placówki istnieją we wszystkich krajach zachodniej Europy, w niektórych jest ich nawet kilka. W Polsce jest wiele muzeów akademickich, prywatnych, czasem z pogranicza medycyny i innych zawodów, np. zielarstwa. Pierwszym etapem jest zebranie informacji elektronicznej o zasobach medycznej kultury materialnej Polaków we wszystkich dostępnych miejscach w celu określenia wielkości i jakości zasobu. Pomysł przedyskutowany z Narodowym Centrum Kultury wydaje się być zasadny, szczególnie wobec faktu, że Polska na tle UE ma najmniejszy odsetek muzeów. Z całą mocą pragnę podkreślić, iż nie chcę nikomu zabierać zbiorów, współczesna idea muzealnictwa polega na tym, że w jednym miejscu zbiera się zdigitalizowane wizerunki muzealiów. Wszystkie zbiory dotyczące medycyny powinny znaleźć się w jednym miejscu w formie elektronicznej i być eksponowane w zależności od potrzeb. Jeśli uda nam się ten pomysł wprowadzić w życie, to każdy będzie mógł bez wychodzenia z domu obejrzeć wszystko, co w polskiej medycynie jest substancją muzealną.

A jaką rolę miałaby w tym pełnić Główna Biblioteka Lekarska?

GBL jest depozytariuszem historycznych zbiorów prywatnych. Zbiory te stanowią jej integralną część, stanowiąc nie tylko zasób narodowy, ale przede wszystkim materiał badawczy o niebywałej wartości poznawczej. GBL to nie tylko stare zbiory, to również cytowane w literaturze fachowej całego świata bazy informacji medycznej, bazy współcześnie tworzone już od 70 lat w oparciu o najbardziej aktualne osiągnięcia polskiej myśli i praktyki medycznej.

Jestem podobnego zdania, co mój poprzednik na tym stanowisku, prof. Feliks Widy-Wirski: GBL powinna stanowić źródło wiedzy dla rozwiązań pozalobbingowych każdego rządu. Dzięki zgromadzonej wiedzy i dostępności do różnych baz łatwiej jest nam sprawdzić, jak coś funkcjonuje w systemach opieki medycznej na świecie i wyciągnąć z tego wnioski. Politycy mogą potem zastanawiać się, jak rozwiązywać problemy, ale powinni opierać się na twardych danych, które jesteśmy w stanie im przedstawić.

Może tego typu działalność GBL powinna być sprzężona np. z Agencją Oceny Technologii Medycznych?

Nie tylko z AOTM, ale też z NFZ czy Ministerstwem Zdrowia, bo nie chodzi tylko o kwestie farmakoekonomiczne czy biomedyczne, ale też np. o badania kliniczne. Każda dyskusja powinna być otwarta i podparta dowodami naukowymi, etycznymi, filozoficznymi, etyczno-moralnymi, którymi zajmują się na co dzień komisje bioetyczne. To choćby kwestia, na ile człowiek ma prawo ingerować w ludzkie życie. Nie chodzi tylko o in vitro, ale też o eutanazję, choroby przewlekłe, etykę bólu, umieranie. Tym powinna zająć się jednostka, która ma zgromadzoną wiedzę na ten temat. Powinna ona służyć nie tylko rządowi, ale też innym instytucjom, jak AOTM, rzecznik praw obywatelskich, rzecznik praw pacjenta. To nie może być enklawa tradycyjnych użytkowników, lekarzy i naukowców, GBL powinna służyć wszystkim zainteresowanym tą tematyką – od polityków i księży po uczniów i studentów; powinna być otwarta, pokazywać różne rozwiązania na świecie.

To znaczy, że w tej chwili mamy ogromny potencjał, z którego nie korzystamy?

W świcie mediów elektronicznych jest to zbyt surowa ocena. W moim najgłębszym przekonaniu to zadanie przede wszystkim dla GBL – należy uczynić wszystko, żeby zainteresować posiadanym potencjałem wszystkich jego adresatów. W ostatnich latach mamy istotne osiągnięcia: jesteśmy Centrum Dokumentacji Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w Polsce, współpracujemy stale ze wszystkimi wyższymi uczelniami medycznymi, a także częścią szkół wyższych o innym profilu, współpracujemy z PAN i najważniejszymi ośrodkami muzealnymi w Polsce i poza jej granicami (Uniwersytet Medyczny we Lwowie, Hiszpanii, Austrii, na Litwie).

Staliśmy się też archiwum głównym Zakonu Kawalerów Maltańskich. Współpracujemy z dawnymi żołnierzami AK, dawnym Zarządem Głównym AK, z Archiwum Akt Nowych, Centralną Biblioteką Wojskową. Oprócz medycyny zajmujemy się też badaniem historii, pokazujemy ją, robimy wystawy tematyczne, dostępne na terenie całego kraju. Byłem krytykowany, że ośmieliłem się powiązać twórczość Sienkiewicza z pseudonimami powstańców z Powstania Warszawskiego, ale uważam, że nie można zapomnieć, jak wiele powstanie znaczyło dla środowisk inteligenckich, a szczególnie medycznych.

Ale skąd wiązanie medycyny z historią? To pana pomysł?

Jestem z rodziny, w której nikt nie wstydził się umierać za Polskę, ani ją tworzyć. Ale już samo miejsce, gdzie się znajduje GBL, pokazuje, jak ważna jest historia. Chocimska 22, kamienica czynszowa: tu było kiedyś mieszkanie „Grota” Roweckiego. Dlaczego nie próbować przywrócić jego pamięci? Efektem była wystawa stworzona wspólnie z dyrekcją Archiwum Akt Nowych, która pokazywała działalność „Grota” w okresie przed powstaniem. W planach mamy kolejne rzeczy, rzekomo zupełnie niezwiązane z GBL, a mianowicie chcemy pokazać postać ministra, premiera i jednodniowego prezydenta, jakim był Leopold Skulski. To też aptekarz, twórca spółki Polskie Radio i pomysłodawca idei hurtowni farmaceutycznych w Polsce. Wielki patriota. Nie ma swojego grobu, wywieziono go na Wschód i ślad po nim zaginął. Chcemy też zrobić wystawę poświęconą Wieniawie-Długoszowskiemu – to poeta, dyplomata, lekarz, wielki człowiek, wielki Polak. Mój idol.

Gdzie szukać sojuszników dla wsparcia Muzeum?

Nie rozumiem, jak to się stało, ale wiele lat temu cały teren Jazdowa został przyznany Centrum Sztuki Współczesnej. Ministerstwo Zdrowia jako właściciel wtedy nie protestowało. Zabiegam o to, żeby ten budynek po obrysie fundamentów był przywrócony Ministerstwu Zdrowia. Jesteśmy w sporze sądowym. Te tereny przeznaczył na lazarety ostatni król Polski. Wszyscy zaborcy tę decyzję uszanowali. W czasie kampanii wrześniowej obok znajdował się doraźny cmentarz, byli tam potem chowani żołnierze z 1939 roku i mieszkańcy Warszawy, którzy zginęli podczas pierwszych bombardowań. W czasie wojny funkcjonował szpital, także podczas powstania, aż do przeniesienia go na Czerniaków. Tak więc robienie w takim miejscu instytutu tańca czy magazynów teatralnych – w mojej ocenie – jest obrazą polskiego ducha narodowego.

Trzeba porozumienia między Ministerstwem Kultury i Ministerstwem Zdrowia, żeby idea muzeum na Jazdowie stała się faktem. To miejsce, które integruje wszystkie środowiska inteligencji, a szczególnie środowiska medyczne. Trzeba uszanować to, że udało się zebrać zbiory, które przetrwały tyle kataklizmów dziejowych.

A jeśli kiedyś będzie Polskę stać, to chciałbym zrealizować to, co mówił mój poprzednik prof. Widy-Wirski, który widział nowoczesny budynek z aluminium i szkła, w którym znajdzie się zarówno muzeum, jak zbiory GBL.

Dla lekarzy jest ważne, by powstało Narodowe Muzeum Medycyny?

Jak już wcześniej mówiłem, Muzeum Medycyny już istnieje w naszych zbiorach umiejscowionych w Warszawie przy ul. Jazdów 1A. Istnieje dzięki lekarzom, dzięki ich staraniom o zachowanie tradycji zawodu, tradycji inteligencji polskiej, poszanowania dla dziejów narodowych. Ważne jest, aby formalnie stało się faktem prawnym, a nie przedmiotem jałowych dyskusji urzędniczych.

A jakie pożytki ze stworzenia muzeum będzie miało społeczeństwo?

Nie trzeba tłumaczyć, jaką rolę w każdym społeczeństwie odgrywa inteligencja, nie muszę przypominać historii, ile razy od powstania listopadowego do współczesności polska inteligencja była trzebiona. Dlatego ważne jest, by było miejsce, w którym jest zogniskowany dorobek części tej inteligencji, pokazujący też jej rolę społeczną. Mamy w swoich zbiorach oryginalny niemiecki dokument identyfikacyjny Janusza Korczaka tuż przed wywozem do Treblinki. Sama postać Korczaka jako lekarza i człowieka jest najczystszym przykładem etyki lekarskiej, esencją medycyny. To są zachowania, które kształtują przyszłe pokolenia, bo nie ma osoby, która nie zastanowi się, dlaczego ten lekarz poszedł z dziećmi do gazu. Mógł nie iść. Mógł być obojętny, stać z boku.

Jeszcze w tym roku, roku 70-lecia Głównej Biblioteki Lekarskiej, będziemy wydawać album pułkownika Henryka Becka, lekarza ze Lwowa, karykaturzysty; mamy ponad 1700 jego mikrodziełek. Tu wielkie podziękowanie dla Pana Profesora Pawła Śpiewaka, dyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego za udostępnienie ostatniej serii akwarel Becka. To dzięki decyzji Pana Profesora wydamy całość dorobku tego nieprzeciętnego lekarza – obserwatora i kronikarza swoich czasów.

W naszych zbiorach są też obrazy Witkacego: portrety, które malował dla kolegów lekarzy i ich żon. Przekazały nam je rodziny z myślą, że to będą oglądały następne pokolenia. Nie ma samodzielnie myślącego narodu bez historii. Nie ma przyszłości narodu bez pokazywania i kultywowania tej historii. Dajemy możliwość poznania własnej historii, skonfrontowania jej z rzeczywistością i być może wybrania własnych postaw życiowych.

Dlaczego przyjął pan funkcję dyrektora GBL?

Jestem aptekarzem, toksykologiem, farmakologiem klinicznym. Zawsze mówię; „aptekarzem”, a nie farmaceutą, bo nazwa „farmaceuta” pojawiła się w połowie XIX wieku, a zawód aptekarza sięga XIII wieku, słynnych Edyktów Sycylijskich, kiedy to został wydzielony z zawodów medycznych.

Na posiedzeniu Senatu dowiedziałem się, że GBL ma został zlikwidowana. Powodów było wiele, przede wszystkim finansowe, zadłużenia, sprawy formalno-prawne. Wyraziłem swój sprzeciw – jako obywatela, Polaka i medyka – do ówczesnej przełożonej, pani minister Ewy Kopacz, która mnie wysłuchała, a potem pozwoliła robić to, co właśnie robię. Są efekty: dziś nie mamy długów, sprawy formalno-prawne są powyjaśniane, poza budynkiem przy ul. Jazdów i formalnym powołaniem Narodowego Muzeum Medycyny.

Czyli czasem lepiej wyrazić sprzeciw?

Jak widać tak. Łatwo coś pochopnie zlikwidować, dużo trudniej byłoby odbudowywać. Cieszę się, że to nie było konieczne.

Rozmawiali: Katarzyna Pinkosz i Paweł Kruś

Nie ma samodzielnie myślącego narodu… bez historii
Oceń ten artykuł

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza