fot. arch. Świat Lekarza

Nie podpalaj się

 „Kiedyś paliłam dwie paczki dziennie i nie cierpię być osobą niepalącą… Najbardziej interesujące osoby w towarzystwie to są palacze” – uważa Michelle Pfeiffer.  Z kolei Darrell Winfield, znany jako „Marlboro Man”, gdy umierał na raka płuc prosił: „Powiedzcie całemu światu, że umieram przez palenie papierosów”.

Palenie tytoniu było największą plagą zdrowotną XX w. i przyczyną przedwczesnej śmierci blisko 100 mln osób. Obecnie na świecie każdego roku umiera 4,2 mln z około 1,3 mld palaczy. Prognozy Światowej Organizacji Zdrowia mówią, że jeśli liczba palaczy nie zmaleje, to do 2030 roku tytoń zabije około 500 mln z żyjących obecnie mieszkańców Ziemi. Niestety… My, lekarze nie jesteśmy bez winy. W Finlandii pali około 12 proc. lekarzy i 2 proc. lekarek. U nas, w niektórych placówkach medycznych liczba palaczy sięga 50 proc.! Gdy moja asystentka przed laty wyjeżdżała na roczne stypendium do USA zabrała z sobą pół walizki „sportów”, które paliła. Rzuciła palenie ze wstydu, bo z całego personelu do palarni schodziła tylko ona i jeden Afroamerykanin. „The Lancet” podaje, że osoba paląca przez 40 lat w wieku 6o lat wygląda na 67,5. Lekarzom nie powinienem przypominać, że palacze żyją średnio 15 lat krócej i częściej dotyka ich: nadciśnienie, cukrzyca, zespół metaboliczny, miażdżyca, zawał serca, udar mózgu i wzrasta ryzyko 14 nowotworów, a zwłaszcza raka płuc, na który w Polsce zapada 18 tys. osób rocznie.

Dlatego apeluję do moich Pleno Titulo kolegów w Asklepiosie, zgodnie z hasłem patrona lekarzy św. Łukasza: „Medice cura te ipsum” (rzućcie palenie). Palenie przy chorych, a szczególnie przy dzieciach jest nieetyczne, niezgodne z przysięgą Hipokratesa (tylko w Wielkiej Brytanii 17 tys. dzieci poniżej 5 r.ż. jest hospitalizowanych rocznie z powodu nikotynizmu rodziców). Uważam, że kandydaci na studia medyczne winni dobrowolnie składać pisemne zobowiązanie, że ani w czasie studiów, ani w życiu zawodowym nie będą palili tytoniu.

Już 2500 lat temu, w epoce Konfucjusza wdychano dymy z ziół, a tytoń uprawia się w Ameryce już 6000 lat. Legenda Indian Huron mówi: „dawno temu wielki duch zesłał kobietę. Gdzie dotknęła prawą ręką rosły ziemniaki, gdy lewą – zboże, gdzie usiadła – tytoń”. W 1492 r. marynarz K. Kolumba R. Pano przewiózł tytoń do Hiszpanii i opisał go w traktacie „O przyzwyczajeniach i obyczajach mieszkańców Ameryki”. Wkrótce tytoń przedostał się do Francji za sprawą posła Jean’a Nicot (stąd „nikotynizm”). Gdy tytoń znalazł się w Turcji, to już w 1590 roku dotarł do Polski, za sprawą posła Zygmunta Uchmańskiego, który przesłał tytoń siostrze króla – Annie. W wielu krajach dostrzega się zagrożenie ze strony tytoniu. W Chinach w 1612 roku jest zakaz palenia, a w 1638 za to grozi kara ścięcia. Rosja w 1613 roku ogłasza zakaz palenia, a w 1634 roku car Aleksy stosuje trzy stopnie kar – chłostę, obcięcie nosa i zesłanie na Sybir (skąd my to znamy). Od 1634 roku w Turcji karze się śmiercią do 18 palaczy dziennie. A w Polsce? W 1661 roku Sejm uznaje, że palenie nie szkodzi zdrowiu!

Jeżeli ktoś jeszcze pali papierosy, to od dzisiaj, proszę je rzucić do kosza. Na zawsze. Zróbmy to dla ukochanej osoby – matki, żony, dziecka, czy dla narzeczonej. Dla czystości wykonywanego zawodu, dla zdrowia. Wiem, że łatwiej sięgać do portfela niż uczynić podarunek z czegoś trudnego do zrobienia, lecz taki prezent jest najcenniejszy. Rzućmy palenie w darze dla najdroższej osoby, która od dawna was o to prosi nucąc za Marylą Rodowicz: „Rób co chcesz, mów co chcesz, tylko nie pal…”.

Nie podpalaj się
Oceń ten artykuł

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza