Niepełnosprawność – wspólna sprawa

W Polsce żyje około 5 milionów osób z różnymi niepełnosprawnościami. To grupa bardzo zróżnicowana i wymagająca różnego rodzaju specjalistycznych zabiegów i działań.

Większość problemów, które rodzi niepełnosprawność, spada u nas na osoby z niepełnosprawnościami oraz ich rodziny. I dzieje się tak mimo rosnących wydatków państwa na pomoc dla takich rodzin. Jednak nawet gdybyśmy cały budżet państwa przeznaczyli na rozwiązywanie ich problemów – nie starczyłoby na wszystko, bo potrzeby są ogromne, a zaniedbania w tej dziedzinie sięgają początków niepodległej Polski.

Nasze miasta są dla ludzi z ograniczeniami ruchowymi – twierdzami nie do zdobycia. Dopiero od kilku lat obowiązuje ustawa nakazująca budować domy i obiekty użyteczności publicznej w taki sposób, żeby były dostępne dla wszystkich. Większość chodników i krawężników uniemożliwia samodzielne poruszanie się na wózkach czy nawet chodzenie o kulach. Osoby z ograniczeniami ruchowymi bywają z tego powodu więźniami swoich mieszkań i nie mogą prowadzić normalnego życia. Pomyślmy, idąc do kina, na zakupy, do szkoły, czy dostalibyśmy się tam na wózku – wtedy zobaczymy, jak wielka jest skala tego problemu. Likwidowanie tych barier – to zadanie na pokolenia.

Pomyślmy o losie rodzin, które opiekują się niezdolnymi do samodzielnego życia i wymagającymi całodobowej opieki. Setki tysięcy ludzi w Polsce nie może pracować, bo zajmuje się swoimi bliskimi. Ile powinien wynosić państwowy dodatek na rehabilitację? 130 zł miesięcznie – jak teraz, czy 500 zł – jak domagają się protestujący w Sejmie opiekunowie niepełnosprawnych? Obie kwoty w większości przypadków są żenująco niskie i nie wystarczają na opiekę. Przedstawiciele Państwa mówią, że nie ma pieniędzy na podwyżkę, bo stanowiłoby to wydatek rzędu 10 miliardów złotych rocznie. I mówią prawdę, bo od zarania Wolnej Polski co roku mamy deficyt, czyli więcej wydajemy niż zarabiamy, co powoduje coraz większy tzw. dług publiczny. Każda złotówka, którą państwo przeznacza na pomoc społeczną, powiększa ten dług i obciąża konto obecnego i przyszłych pokoleń. Jednak każdy kolejny rząd znajduje pieniądze na pomoc społeczną. Państwo finansuje ją z kredytów, przerzucając ciężar spłaty tego kredytu na obywateli, także tych, którym pomaga. To my, obywatele, jesteśmy naszym Państwem, ale nasza odziedziczona po poprzednich pokoleniach społeczna bierność nakazuje nam potulną zgodę na życie na kredyt. Mało tego, większość z nas nie dostrzega tego problemu.

Bogata Szwajcaria kilka lat rozpisała temu referendum, czy obywatele chcą, żeby każdy Szwajcar dostawał co miesiąc oprócz swoich normalnych zarobków państwową pensję w wysokości kilku tysięcy franków. Prawie 90 proc. odpowiedziało, że ludzie powinni dostawać zapłatę za pracę, a nie za samo obywatelstwo. Strach pomyśleć, jaki byłby wynik takiego referendum w Polsce. Może różnica polega na tym, że Szwajcarzy zarobili już te pieniądze i mają je w budżecie, a my ciągle żyjemy na kredyt. Jak baca z anegdoty ze słusznie minionych czasów, który był gotów oddać partii krowę, ale owcy już nie, bo owcę – w przeciwieństwie do krowy – miał… Pointą tego felietonu niech będzie apel, żebyśmy uważnie przyglądali się, czy miliardy na pomoc społeczną trafiają u nas do rzeczywiście jej potrzebujących.

Niepełnosprawność – wspólna sprawa
Oceń ten artykuł

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza