Łukasz Garbarczyk
Fot. Archiwum Prywatne

W Olsztynie jest medycyna na światowym poziomie

Rozmowa z dr. Łukaszem Grabarczykiem z Kliniki Neurochirurgii Szpitala Uniwersytetu Medycznego w Olsztynie, dyrektorem medycznym szpitala.

Jak to się stało, że w Olsztynie powstał pierwszy „Budzik” dla dorosłych – pierwsze w Polsce miejsce, gdzie będą wybudzane ze śpiączki osoby dorosłe?

Powodów było kilka. Przede wszystkim przy prof. Wojciechu Maksymowiczu – który jest, można powiedzieć, lekarzem wizjonerem – zebrała się grupa osób, które zainteresowały się tą problematyką. Bardzo nas wspierały władze uczelni – Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Cały czas rozwija się też Szpital Uniwersytecki, budujemy nowe kliniki. Jedną z nich jest właśnie „Budzik” dla dorosłych.

To oznacza, że tego typu nowatorskie kliniki nie muszą powstawać w dużych ośrodkach, typu Warszawa czy Kraków…

Absolutnie nie muszą być to Warszawa, Kraków czy Gdańsk. Ważni są przede wszystkim ludzie: jeżeli zgromadzą się osoby, które chcą czegoś dokonać, to na pewno im się uda. My tu w Olsztynie tworzymy coś dla kogoś. Klinika „Budzik” jest ośrodkiem dla osób, które same nie są w stanie poprosić o pomoc. Do tej pory były wyrzucone na margines, nie mieliśmy możliwości udzielania im pomocy. To byli chorzy najbardziej potrzebujący. To fantastycznie przedsięwzięcie, które daje nam dużą satysfakcję: otwieranie nowej kliniki, budowanie nowych oddziałów to naprawdę rzecz wyjątkowa.

W olsztyńskim „Budziku” jest jednak tylko 8 miejsc, a wspominał Pan, że zgłosiło się już ponad 300 osób. W jaki sposób te osoby będą kwalifikowane do „Budzika”?

Chcielibyśmy przyjąć wszystkich, ale jest to oczywiście niemożliwe. Na fakt, że mamy tylko 8 miejsc, można patrzeć z dwóch stron. Jeśli porównać to z tym, jakie jest zapotrzebowanie, to można powiedzieć, że jest to „tylko” 8 miejsc. Jednak z drugiej strony „Budzik” to klinika bardzo intensywnej terapii pacjentów w śpiączce. To duże przedsięwzięcie nawet dla szpitala uniwersyteckiego. Potrzeba nie tylko dużej ilości sprzętu, ale przede wszystkim wielu osób, które potrafią zająć się pacjentami w takim stanie. Podczas kwalifikacji do „Budzika” pacjenci będą przechodzili serię badań, takich jak rezonans czynnościowy, izotopowe badanie przepływu mózgowego oraz szereg badań neurofizjologicznych umożliwiających ocenę szans na wybudzenie.

Podkreśla Pan, że wszczepienie stymulatorów osobom w śpiączce daje spektakularne efekty. W jakim stanie są dziś osoby, którym wszczepiono stymulator?

Wszczepiliśmy już 14 stymulatorów, teraz będziemy podsumowywać wyniki, jednak opinie pacjentów i ich rodzin wskazują na to, że efekty są bardzo dobre – nawet dużo lepsze niż zakładaliśmy. Potwierdzają to badania kontrolne, które wykonujemy co trzy miesiące: rezonansu czynnościowego, potencjałów wywołanych, perfuzji mózgowej. Oczywiście, nie u wszystkich ta poprawa jest taka sama i tak samo spektakularna. Po pierwszych doświadczeniach już wiemy, jak kwalifikować pacjentów do tego typu operacji, by efekty były jak największe. Trzeba podkreślić, że stymulator nie jest panaceum na każdy rodzaj śpiączki. On ma w pewien sposób zmodyfikować funkcjonowanie mózgu, poprawić jego pracę. Wszczepienie stymulatora powoduje rozluźnienie mięśni. Zmniejsza się ich spastyczność, co ułatwia opiekę nad pacjentem i rehabilitację. Zwiększa też przepływ krwi przez mózg, co ułatwia wybudzenie. Jak powiedziałem, efekty są widoczne.

W olsztyńskim „Budziku” przebywa Tomasz Szulżycki, który w lipcu 2016 roku miał wszczepiony stymulator, a wkrótce potem wybudził się ze śpiączki. Jak poprawił się jego stan?

Poprawa u niego rzeczywiście jest najbardziej spektakularna. Tomek jest już w pełni świadomy. Rozmawia z nami, żartuje, robi plany na przyszłość. Cały czas walczy o powrót do pełnej sprawności. Wierzę, że mu się to uda.

Czy w tej chwili „Budzik” jest już w pełni otwarty i finansowany przez NFZ?

Bardzo się cieszymy, że wreszcie udało się otworzyć Klinikę „Budzik” dla dorosłych. Niestety nie mamy jeszcze finansowania z NFZ. Wynika to z pewnych opóźnień w legislacji, ale jestem optymistą i mam nadzieję, że niedługo prace zostaną zakończone i uzyskamy finansowanie leczenia. Jednak pomimo braku finansowania pacjenci już są w „Budziku”. Uzyskanie finansowania umożliwi nam zatrudnienie odpowiedniej liczby osób, by terapia mogła być optymalnie prowadzona.

A jak to się stało, że znalazł się Pan w Olsztynie? Prof. Maksymowicz opowiadał, że Pan sam się zgłosił do Kliniki, że przyszedł Pan tutaj dla niego, do niego…

Spotkaliśmy się przypadkiem. Profesor ma ogromną charyzmę. Muszę powiedzieć, że nie tylko uległem jego autorytetowi, ale także zobaczyłem, jak wiele można robić w medycynie. W Olsztynie jest zupełnie inne podejście. Nie chodzi tylko o to, że powstaje nowoczesny szpital – chociaż rzeczywiście Klinika Neurochirurgii, w której pracuję, jest nowoczesna. Przede wszystkim jednak to tu zobaczyłem, że lekarz może pracować dla ludzi, dla miasta, dla zabezpieczenia zdrowotnego wszystkich mieszkańców, a nie tylko dla chorych pacjentów.

W Olsztynie jest możliwość bardzo dobrego kształcenia studentów, Wydział Nauk Medycznych kształci indywidualnie, daje to dużo satysfakcji. Kilka lat pracowałem za granicą, wróciłem do Polski i mogę powiedzieć, że naprawdę nie musimy się wstydzić naszej medycyny. Tutaj, w Olsztynie, medycyna jest na najwyższym światowym poziomie. A lekarze mają szansę, by się rozwijać.

Powiedziałby Pan młodym lekarzom, że nie trzeba wyjeżdżać z Polski? Pan wyjechał i wrócił. Młodzi lekarze wyjeżdżają, bo zarobki są u nas wciąż dużo niższe niż w innych krajach.

Nie można tak powiedzieć, zarobki w Polsce nie są wcale tak małe. Poza tym, jeżeli o tym mówimy, to trzeba pamiętać, że koszty życia za granicą są również wyższe. Ważne jest jednak to, że w Polsce są bardzo duże możliwości dla lekarzy, by się realizować.

Młodzi lekarze często mówią, że w Polsce nie mają możliwości, by się realizować. Pan mówi, że mają?

Absolutnie tak! Namawiam wszystkich młodych lekarzy, żeby zostawali, a jeśli wyjechali, to żeby wracali. Oczywiście, dużo trzeba jeszcze w Polsce zmienić, ale na pewno można to zrobić w sposób bardzo pozytywny. Mnie osobiście bardzo dobrze pracuje się w Olsztynie. To piękne miasto, a Wydział Nauk Medycznych daje możliwość, by się kształcić. Można nawet powiedzieć, że prof. Wojciech Maksymowicz nie pozwala sobie odpuścić nawet na chwilę. To fantastyczne doznanie – można uczyć studentów, leczyć pacjentów na najwyższym poziomie, budujemy nowy szpital, budujemy nowe kliniki, są fantastyczni profesorowie… Czego chcieć więcej?

Wspominał Pan, że pracował za granicą…

Tak, w Niemczech, we Freiburgu. To fantastyczne miejsce, jedna z najlepszych klinik na świecie. Ale z pełną odpowiedzialnością mogę powtórzyć, że w Polsce nie mamy się czego wstydzić. Na wykłady zapraszają nas eksperci z całego świata. Można być lekarzem na całym świecie. Jeśli komuś jest wygodniej za granicą, to może oczywiście pracować za granicą. Ale na pewno nie podzielam zdania, że gdzieś indziej jest o wiele lepiej. Warmia i Mazury to piękny region, medycyna jest tu na wysokim poziomie, a dzięki pracy, entuzjazmowi i zaangażowaniu wszystkich w klinice powiedziałbym nawet, że jest u nas lepiej niż za granicą.

Jest Pan chyba najmłodszym dyrektorem medycznym szpitala w Polsce?

Nie wiem, czy najmłodszym, na pewno jednym z najmłodszych. Pełnię w tej chwili funkcję dyrektora medycznego szpitala, przez pół roku zastępowałem i pełniłem obowiązki dyrektora głównego. Trudne zadanie, ale… to nie jest funkcja dyrektora, tylko pewna misja, którą się pełni. Cały czas trzeba być nie tylko dyrektorem, ale przede wszystkim służyć szpitalowi. Satysfakcja z tego jest również ogromna.

Trudno połączyć bycie lekarzem, neurochirurgiem, a jednocześnie dyrektorem, jednak dyrektorem się bywa. To jest krótka misja. Przede wszystkim czuję się lekarzem, neurochirurgiem, bardzo lubię pracować z pacjentami. Jestem też pracownikiem Uniwersytetu, lubię pracować ze studentami, lubię badania naukowe. Rektorzy powołali mnie chwilowo na funkcję dyrektora. Zostałem wezwany – czas więc służyć również w ten sposób. To jest pewien etap w życiu, on kiedyś się zakończy i zostanie tylko medycyna. Mamy świetnych szefów, zarówno wydziału uniwersytetu, jak i szpitala, mamy świetnych profesorów. W szpitalu znakomicie mi się pracuje, ludzie są bardzo ze sobą zżyci, można na nich liczyć. To jest pasja.

W Olsztynie jest medycyna na światowym poziomie
5 (100%) 1 vote

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza