Jarosław Kaźmierczak
Fot. Maciej Szymula

Powodem kolejek nie jest za mała liczba kardiologów

Z prof. dr. hab. n. med. Jarosławem Kaźmierczakiem, konsultantem krajowym w dziedzinie kardiologii, rozmawia Katarzyna Pinkosz.

Czy w Polsce liczba specjalistów kardiologów jest taka, jaka powinna być? Czy nie brakuje nam specjalistów? Choroby serca są wciąż pierwszą przyczyną zgonów.

W tej chwili w Polsce jest ok. 3,5-4 tys. specjalistów kardiologów. Nieco inne dane ma Ministerstwo Zdrowia, a inne Naczelna Izba Lekarska. Izba lekarska dysponuje spisem wszystkich lekarzy, którzy mają specjalizację z kardiologii i prawo wykonywania zawodu. Część z nich jest w wieku emerytalnym i nie pracuje w pełnym wymiarze godzin, a część w ogóle nie pracuje, ale w izbie lekarskiej są jeszcze odnotowani jako lekarze, którzy mają specjalizację. Patrząc na wskaźniki, można powiedzieć, że jest około 100 lekarzy kardiologów na milion mieszkańców. Takie wskaźniki są zalecane przez Europejskie Towarzystwo Kardiologiczne dla krajów europejskich. Spełniamy je całościowo, jeśli wziąć pod uwagę globalnie liczbę lekarzy kardiologów w stosunku do liczby mieszkańców.

Ogólnie jednak lekarzy w Polsce jest za mało w stosunku do liczby mieszkańców; podobnie wygląda sprawa, jeśli chodzi o pielęgniarki. Natomiast liczba specjalistów kardiologii jest w miarę optymalna. W różnych krajach są różne potrzeby, ponieważ obciążenie lekarza pracą w różnych krajach jest inne. Ze względu na to, że w Polsce w szpitalach jest bardzo mało pracowników etatowych, typu sekretarka, rejestratorka medyczna, bardzo dużo obowiązków czysto administracyjno-dokumentacyjnych spada na lekarzy. Przez to niestety jest mniejsza możliwość wykonania pracy czysto lekarskiej.

Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Skoro mamy tylu specjalistów kardiologii, ilu potrzeba, to dlaczego w kolejce do kardiologa pacjent czeka pół roku albo dłużej?

To nie wynika z braku specjalistów, tylko z ograniczonych limitów NFZ. W większości przypadków kolejki nie wynikają z tego, że mamy za mało kardiologów. Oczywiście, trzeba zwrócić uwagę na to, że w różnych województwach jest różnie, koncentrację lekarzy widać w szpitalach w dużych miastach, a w mniejszych może być z tym problem. To dotyczy wszystkich specjalności. Może się zdarzyć, że w mniejszym miasteczku dostępność do kardiologa jest mniejsza, bo lekarze nie są zainteresowani, by tam pracować. Pracuję w województwie zachodniopomorskim, gdzie jeszcze kilka lat temu był problem z poradniami kardiologicznymi. W tym roku rozmawiałem z dyrektorem regionalnego oddziału NFZ, który powiedział, że nie ma problemu, w każdej poradni jest kardiolog. Są wręcz nawet problemy ze znalezieniem pracy dla lekarza, bo wszystkie poradnie są obsadzone. Problemem jest to, że nie zawsze są wystarczające limity przyjęć i finansowanie.

To już jest absurdalne. Z jednej strony mówi się, że w Polsce mamy za mało lekarzy. Pan przekonuje, że liczba kardiologów jest w zasadzie wystarczająca. Tymczasem pacjent czeka kilka miesięcy na wizytę, a w niektórych przypadkach kardiolodzy mają kłopot ze znalezieniem pracy w poradni. Absurd.

Niestety, tak samo jest w szpitalach. Dostają one ryczałt, dlatego są kolejki, bo szpital musi zmieścić się w ryczałcie, jaki dostał od NFZ. Jak przekroczy fundusze poza ryczałt, będzie miał dług. Kiedyś nie było ryczałtu, tylko kontrakt z NFZ i możliwe były tzw. nadlimity; gdy NFZ miał środki, które zostały z poprzedniego roku, to płacił za nadlimity, więc w pewnym sensie wszystko wyrównywał. Wtedy można było leczyć więcej pacjentów.

Moim zdaniem te problemy wynikają z tego, że globalnie jest za małe finansowanie ochrony zdrowia. Poza tym niektóre zabiegi czy procedury są wycenione zbyt nisko. Koszty leczenia są wyższe niż płaci NFZ. W przypadku, gdy pacjent za jednym pobytem szpitalnym miał wykonanych kilka zabiegów, NFZ nie płaci za wszystkie procedury, tylko zwykle za najdroższą, a przecież szpital ponosi wszystkie koszty. Co prawda teraz wiele się zmienia, obecnie NFZ pozwala na łączenie procedur. To nie jest proste, nie da się za wszystko płacić, bo pieniądze na ochronę zdrowia to nie jest worek bez dna. Nawet w krajach najbogatszych, gdzie znacznie więcej pieniędzy przeznacza się na ochronę zdrowia, też nie da się za wszystko zapłacić lekką ręką.

A jeżeli chodzi o młodych kardiologów, którzy rozpoczynają specjalizację, to liczba chętnych i nabór są odpowiednie do potrzeb?

Zauważam, że o wiele mniej młodych lekarzy zgłasza się do specjalizowania się w kardiologii. Moim zdaniem wynika to z tego, że rynek powoli się wysyca. Widzę po swoim województwie, że kardiologom trudno znaleźć pracę w poradni. Młode osoby, które myślą o pracy, też to widzą i wybierają te specjalności, gdzie jest większa możliwość pracy. Zainteresowanie kardiologią spadło, w tej chwili są wolne miejsca na specjalizacje.

Obecnie wiele mówi się, że mamy epidemię niewydolności serca. Czy w takim razie obecna liczba kardiologów wystarczy?

Wydaje mi się, że tak. W opiece nad chorymi z niewydolnością serca trzeba położyć nacisk nie tylko na lekarzy specjalistów, ale przede wszystkim na opiekę w POZ, opiekę pielęgniarską, na rehabilitację. Jest opracowany przez Polskie Towarzystwo Kardiologiczne program koordynowanej opieki nad chorymi z niewydolnością serca. Mam nadzieję, że w tym roku zostanie wdrożony pilotaż. Lekarz kardiolog jest w nim tylko wycinkiem opieki. Moim zdaniem kardiologów nie zabraknie. W opiece uczestniczą też lekarze POZ, bardzo ważna jest również opieka pielęgniarska, tzw. pielęgniarki niewydolności serca. W wielu krajach (np. Dania, Niemcy) istnieje nawet taka specjalność. Ważne jest też wsparcie pozalekarskich zawodów medycznych.

Polscy kardiolodzy są dobrze wykształceni? Po specjalizacji mają taką wiedzę, jak ich zachodni koledzy?

Program specjalizacji kardiologicznej w Polsce jest bardzo zbliżony do programu specjalizacji w Unii Europejskiej. System szkolenia polega na tym, że lekarze szkolący się pracują w jednostce, która zajmuje się kardiologią. Są zatrudnieni na umowę o pracę ze szpitalem, który ma akredytację na specjalizacje w kardiologii. W związku z tym przez 6 lat specjalizacji lekarze większość czasu spędzają w szpitalu.

Specjalizacja kardiologiczna składa się z dwóch modułów – podstawowego (ogólnointernistycznego) oraz ściśle specjalistycznego. Ten system specjalizacji został wdrożony w 2010-2011 roku. W ciągu 6 lat 60-70 proc. czasu lekarz spędza, pracując bezpośrednio na oddziale szpitalnym. To normalna praca, odpowiedzialność za pacjenta.

W mojej ocenie system szkolenia jest bardzo dobry. Oczywiście, wiele zależy od lekarzy i ich zaangażowania, od miejsca, w którym pracują, podejścia do szkolenia, itd. Moim zdaniem system sprzyja temu, żeby się naprawdę dobrze kardiologii nauczyć.

Powodem kolejek nie jest za mała liczba kardiologów
Oceń ten artykuł

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza