fot. WŁodzimierz Wasyluk/EAST NEWS

prof. dr hab. n. med. Adam Antczak

Honorowa Nagroda Zaufania Złoty OTIS 2018 za dorobek naukowo-dydaktyczny

Rozmowa z prof. dr hab. n. med. Adamem Antczakiem, kierownikiem Kliniki PULMONOLOGII Ogólnej i Onkologicznej UM w Łodzi, przewodniczącym Rady Naukowej Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Grypy.

Panie Profesorze, jest Pan autorem wielu naukowych opracowań i jeszcze nie tak dawno mówił Pan, że główne Pańskie pasje to POChP i astma. Do tych pasji dołączyła również grypa, bo jej właśnie poświęca Pan od paru lat sporo uwagi, o czym m.in. świadczy udział w programie „Grypa. Praktyczne kompendium”. Dlaczego grypa? Ale może najpierw, cofając się, dlaczego pulmonologia?

W przypadku pulmonologii zadecydował, jak to często w życiu bywa, przypadek. Mój przyjaciel, kiedy jeszcze byliśmy studentami, oznajmił któregoś dnia, że pewien docent chce stworzyć na uczelni koło naukowe, gdzie może się dziać dużo ciekawych rzeczy, związanych właśnie z tą dziedziną medycyny. Postanowiłem więc spróbować. I nie rozczarowałem się. Przez dwa lata pracowałem tylko naukowo, poznałem fantastycznych ludzi. I już w tym czasie udało mi się opublikować dwie prace. A potem zacząłem pracę w klinice pulmonologii i wkrótce, po uzyskaniu tytułu doktora, przyjęto mnie do uniwersytetu.

A grypą zainteresował się Pan bliżej pewnie dlatego, że to także choroba układu oddechowego?

I tu od razu sprostuję: to mylne stwierdzenie, gdyż grypa, owszem, atakuje układ oddechowy, ale to nie jest choroba wyłącznie tego układu. To choroba wielonarządowa, wirus grypy namnaża się w wielu tkankach i narządach, a układ oddechowy stanowi dla niego wrota.
O tym, że grypa stała się moją pasją, zadecydowało wiele czynników. Pierwszy z nich był bardzo osobisty. Zainteresowanie rozpoczęło się niestety tragicznie, od mojej koleżanki licealnej, farmaceutki. To była bardzo mądra, pełna życia dziewczyna, miała wspaniałe plany na przyszłość. Zachorowała na grypę i po kilku dniach już jej nie było. To uzmysłowiło mi, jak straszna jest ta choroba, jak tragiczne mogą być jej konsekwencje, że to nie jest takie sobie zwykłe przeziębienie, jak wciąż, niestety, się uważa. Że ta choroba zabija, a jej powikłania często są nieodwracalne.

I kiedy widziałem, jak ludzie bagatelizują grypę, jak mało o niej wiedzą, nie mogłem pozostawać obojętny. A ponieważ, będąc lekarzem, jestem jednocześnie nauczycielem akademickim i lubię uczyć medycyny, zaangażowałem się w działalność edukacyjną.

Dlaczego, Pana zdaniem, mamy tak mało poważny, wręcz lekceważący stosunek do tej, przecież tak poważnej choroby? Mimo wielu akcji, kampanii społecznych, wciąż uważa się ją za rodzaj przeziębienia.

Ten jakże szkodliwy stereotyp, że to tylko przeziębienie, wciąż pokutuje w naszym społeczeństwie. Ja zawsze, przy każdej okazji podkreślam, że to niezwykle groźna choroba. Co prawda przykłady potężnych światowych epidemii, zabijających miliony w poprzednich wiekach, dziś już nie budzą emocji, ale ludzie z powodu grypy nadal umierają. Wielonarządowe powikłania mogą zakończyć się zgonem, zwłaszcza w przypadku osób z osłabioną odpornością, dzieci, osób starszych, chorujących na choroby przewlekłe. Dlatego, powtarzam jak mantrę, tak istotna jest powszechna edukacja. I nieważne, w jaki sposób będzie się to robiło, każdy sposób dotarcia i propagowania wiedzy jest dobry.

Mówiąc o edukacji, ma Pan na myśli propagowanie szczepień przeciwko grypie?

Widzę to bardziej wszechstronnie, to cała wiedza o grypie, ale oczywiście, także szczepienia, jako jedyna tak skuteczna profilaktyka, zajmują poczesne miejsce. Prowadząc wykłady na ten temat zaobserwowałem, że jest ogromny głód wiedzy w tym zakresie. I to także wśród pracowników ochrony zdrowia. Mam wrażenie, że wciąż sporo lekarzy nie zdaje sobie sprawy z zagrożeń, jakie niesie ze sobą grypa. Nie straszę, ale uświadamiam, że wszystko może się jeszcze zdarzyć i czarne scenariusze mogą się spełnić. Jednocześnie pokazuję, że chorobę można skutecznie leczyć, a ciężkim powikłaniom zapobiegać.

Wróćmy do szczepień. Chyba niełatwo walczyć ze stereotypami, a jednym z nich jest, że szczepienia przeciwko grypie szkodzą. Nie brak też opinii typu: „Ja się raz zaszczepiłem i tak się rozchorowałem, że już nigdy więcej”. No i jeszcze do tego ruchy antyszczepionkowe…
Po pierwsze, szczepionka nie jest po to, żeby w ogóle nie złapać wirusa, ale żeby nie mieć powikłań. Bo nawet jeśli ktoś zachoruje, to będzie chorował łagodniej. A statystyki są dramatyczne, szczególnie w grupach ryzyka. Np. u osób z chorobami sercowo-naczyniowymi 2-3 razy wzrasta po grypie ryzyko zawałów serca. Chorzy na cukrzycę, którzy zachorują na grypę, 6-krotnie częściej trafiają do szpitala i 3 razy większe jest u nich ryzyko zgonu. A jeśli chodzi o osoby po 65. roku życia, to ryzyko powikłań i zgonu na skutek grypy jest u nich wyższe aż ponad 200 razy!

Ruchy antyszczepionkowe są co prawda nieliczne, ale za to bardzo głośne. To, co robią, szerzenie nieprawdziwych i niepotwierdzonych badaniami informacji o rzekomym zabijaniu ludzi przez koncerny farmaceutyczne produkujące szczepionki, powinno być zabronione, to po prostu nieprawda. To, że ludzie żyją coraz dłużej, zawdzięczają także szczepieniom. Niech ktoś stanie i powie, że szczepionki są złe, patrząc na te wszystkie ofiary polio!

Wyszczepialność na grypę jest u nas tragicznie niska, jesteśmy w ogonie Europy. Niespełna 4 proc. szczepiących się to strasznie mało. Czy to znaczy, że programy, kampanie mają niewielkie znaczenie?

To tylko dowodzi, że potrzeba więcej działań, bardziej wszechstronnych, bardziej systemowych. Jako lider Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Grypy mogę powiedzieć, że to się już dzieje. Weźmy dla przykładu nasz program. Inne programy edukacyjne żyją krótko, zwykle dwa lata. Nasz ma już pięć lat i wciąż się rozwija. Działamy w różnych środowiskach. Weszliśmy we współpracę z samorządami, działamy na rzecz refundacji szczepień przeciwko grypie. To w pierwszej kolejności, a potem może się uda, przynajmniej dla niektórych grup ryzyka, wprowadzić szczepienia bezpłatne. Zachęcamy przemysł farmaceutyczny, by część szczepionek przekazywał bezpłatnie. Być może, dzięki naszym zabiegom, już od jesieni uda się wprowadzić na listę refundacyjną 4-walentną szczepionkę dla osób 65 plus, a bezpłatną dla 75 plus.

Wspomniał Pan, że nawet lekarze są niedoinformowani, jeśli chodzi o grypę. Czy na tym polu również prowadzicie jakąś edukację?

Jak najbardziej. To przecież lekarz pierwszego kontaktu jako pierwszy diagnozuje pacjenta. I, jak pokazują badania, m.in. raport JZM Phoenix Healthcare Practice, pacjenci szczepią się chętniej, nawet 3-6 razy, jeśli jest to rekomendowane przez lekarza. Dlatego odgrywają oni istotną rolę w profilaktyce grypy. A lekarz, aby być autorytetem dla pacjenta i zdobyć jego zaufanie, powinien dysponować odpowiednią, udokumentowaną naukowo wiedzą. Nie muszę dodawać, że pracownicy ochrony zdrowia powinni się szczepić. Nie tylko dla przykładu, ale i dlatego, że oni też mogą zachorować. Nieszczepiony lekarz zagraża sobie, swoim bliskim i swoim pacjentom.

Często powtarza Pan, że lekarz, oprócz zajmowania się terapią, powinien mieć w sobie także potrzebę służby społecznej. To jak najbardziej odnosi się do Pana.

Tak, chyba mogę o sobie powiedzieć, że, będąc lekarzem, naukowcem, jestem również społecznikiem. Ale jak się chce zrobić coś dobrego dla swojej społeczności czy ogółu, to przecież nie można inaczej, prawda?

Rozmawiała Bożena Stasiak

prof. dr hab. n. med. Adam Antczak
Oceń ten artykuł

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza