Więcej

    Prof. Joanna Narbutt: Przewlekła niewydolność żylna to już choroba cywilizacyjna

    Mówienie o przewlekłej niewydolności żylnej w kontekście choroby cywilizacyjnej nie jest przesadą. Sprzyjające czynniki to siedzący tryb życia, długotrwała praca wykonywana w pozycji stojącej, nadwaga i otyłość, przewlekłe zaparcia, palenie papierosów – mówi prof. Joanna Narbutt, kierownik Kliniki Dermatologii, Dermatologii Dziecięcej i Onkologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, konsultant krajowy w dziedzinie dermatologii i wenerologii.

    Jak podają statystyki, przewlekła niewydolność żylna dotyczy w Polsce już ponad 50 proc. dorosłej populacji – ok. 40-60 proc. kobiet, bo to one częściej cierpią na to schorzenie i ok. 30-40 proc. mężczyzn. Czy można powiedzieć, że jest to choroba cywilizacyjna i skąd tak wysokie liczby?

    Istotnie, mówienie o przewlekłej niewydolności żylnej w kontekście choroby cywilizacyjnej nie jest przesadą, zapada na nią oraz więcej osób. W polskiej populacji występuje ona z podobną częstotliwością jak w innych krajach europejskich. Schorzenie to dotyczy głównie osób starszych, ale również coraz częściej młodszych. Jest wiele czynników prowadzących do niewydolności żylnej. Poza wiekiem, który stanowi jeden z nich, to mogą być skłonności dziedziczne – u ok. 70 proc. pacjentów choroba występuje rodzinnie. Sprzyjają jej czynniki, które zwiększają ryzyko innych chorób cywilizacyjnych, takie jak siedzący tryb życia, długotrwała praca wykonywana w pozycji stojącej, nadwaga i otyłość, przewlekłe zaparcia, palenie papierosów. W przypadku kobiet, choć nie zostało to do końca dowiedzione, znaczenie mogą mieć zaburzenia gospodarki hormonalnej, ale też przebyte ciąże i porody.

    Czy u każdego te czynniki mogą wywołać niewydolność żylną?

    Oczywiście, że nie. Niewydolność żylną definiuje się jako wrodzone lub nabyte zaburzenie funkcji naczyń żylnych, wywołane niewydolnością zastawek żylnych i osłabieniem ściany żylnej na skutek toczącego się w niej wieloletniego procesu zapalnego. To, czy i w jakim stopniu dojdzie do tego zaburzenia, zależy od wspomnianych czynników, ale nawet u osoby z grupy ryzyka nie musi dojść do zmian. To przede wszystkim zastawki żylne decydują o przepływie krwi w naczyniach żylnych. Jeśli działają prawidłowo, otwierają się, gdy krew jest wypychana ku górze, w fazie skurczu serca, a zamykają w fazie rozkurczu. Gdy funkcjonowanie zastawek zostanie zaburzone, a więc stają się one niewydolne, krew cofa się i zaczyna napierać na ściany naczyń, które poszerzają się, z zalegającą w nich krwią. Ostatecznie przyczyną prowadzącą do wystąpienia objawów i powikłań jest nadciśnienie żylne związane z pierwotną lub wtórną niewydolnością zastawek żylnych.

    I pojawiają się pajączki, żylaki.

    Jeszcze nie, nie na tym etapie. Pojawiają się zmiany, które już mogą świadczyć o chorobie żylnej, choć objawy nie są jeszcze widoczne. Jednym z pierwszych sygnałów może być uczucie dyskomfortu i tzw. ciężkości nóg, odczuwalne zwłaszcza pod koniec dnia, uczucie rozpierania, podwyższonej ciepłoty czy palenia w nogach, bolesne skurcze łydek, szczególnie nocą, także obrzęki kostek i stóp, które wraz z upływem czasu będą się nasilać. Do tych objawów dołączają objawy skórne – przebarwienia, najczęściej w kolorze brunatnym, zmiany wypryskowe. Skóra traci elastyczność, staje się coraz cieńsza.

    Zmiany naczyniowe, do których należą żylaki, dołączają później. I one wymagają leczenia. Natomiast tzw. „pajączki” to również zmiany naczyniowe, ale niewielkie, tworzą się na skutek poszerzenia naczyń włosowatych w skórze i raczej nie powodują żadnych dolegliwości.

    Jakie mogą być konsekwencje nieleczenia niewydolności żylnej?

    Warto wspomnieć, że choroba przebiega stopniowo, trwając często 20 lub więcej lat. Znaczy to, że w tym czasie pacjent i lekarz bagatelizowali pierwsze jej objawy takie jak obrzęki lub zmiany skórne. W zaawansowanej, zaniedbanej postaci choroby, kiedy wcześniej nie zostało wdrożone żadne leczenie, może dojść – i najczęściej wówczas dochodzi – do powstawania bolesnych owrzodzeń.

    Czy istnieje korelacja między przewlekłą chorobą żylną a chorobą zakrzepową, czy któraś z nich może być czynnikiem ryzyka dla tej drugiej?

    Jak najbardziej, taki związek istnieje. Nieleczona lub źle leczona zakrzepica może prowadzić do tzw. zespołu pozakrzepowego, objawiającego się brązowymi przebarwieniami skóry i owrzodzeniami podudzi. Choroba zakrzepowo-zatorowa jest zaliczana do jednego z czynników ryzyka przewlekłej choroby żylnej. Po przebytej zakrzepicy wcale nierzadko dochodzi do przewlekłej niewydolności żylnej. I odwrotnie – patofizjologia przewlekłej niewydolności żylnej i zwiększone ryzyko zakrzepicy są w wielu punktach zbieżne. Znajduje to odzwierciedlenie w badaniach epidemiologicznych, które wykazały, że występowanie żylaków zwiększa kilkukrotnie ryzyko zakrzepowe.

    Powszechnym lekiem stosowanym w przypadku zakrzepicy jest heparyna. Czy ona może być stosowana także w przewlekłej chorobie żylnej?

    Niewydolność żylną leczymy różnymi metodami, w zależności od stopnia jej zaawansowania. Aby jednak to określić, należy wykonać badanie ultrasonograficzne Doppler, które pokaże stan żył i zastawek, jak wygląda przepływ krwi w żyłach, czy nie ma zastojów, ewentualnie gdzie one się tworzą. Czasami wskazane jest jednoczesne zastosowanie kilku metod. Zazwyczaj zaczyna się od leczenia zachowawczego, fizykoterapii, zmiany stylu życia. Kiedy to nie pomaga, stosuje się farmakoterapię, wreszcie leczenie operacyjne, które dziś obejmuje wiele technik. Coraz powszechniejsze staje się zamykanie rozszerzonych naczyń poprzez ich zamrażanie, przy użyciu specjalnych sond mrożących, zamykanie naczyń przy użyciu fal radiowych o wysokich częstotliwościach i wewnątrzżylna laserowa obliteracja.

    Jeśli chodzi o heparynę, to nie jest to lek do leczenia przewlekłej niewydolności żylnej. Jest to lek przeciwkrzepliwy stosowany zarówno w profilaktyce, jak i leczeniu zakrzepic. Niestety parenteralna droga podania wywołuje pewne niedogodności dla pacjentów. Na rynku istnieje jednak lek zawierający mieszaninę szybko wędrującej frakcji heparynowej i siarczan dermatanu, które potwierdziły swoją skuteczność terapeutyczną również podczas podawania doustnego, co zdecydowanie ułatwia jego stosowanie. Pragnę podkreślić że lek o którym mowa, jest przeznaczony właśnie do leczenia chorób naczyniowych i posiada dość wszechstronne działanie – przeciwzakrzepowe, przeciwzapalne, profibrynolityczne, antyproliferacyjne, przeciwmiażdżycowe. Można go stosować zarówno do leczenia pierwotnej, jak i wtórnej niewydolności żylnej. I co istotne, także do leczenia owrzodzeń podudzi jako uzupełnienie terapii.

    Na czym polega leczenie miejscowe pacjentów z przewlekłą niewydolnością żylną? Jak można poprawić stan ich skóry?

    To głównie opatrunki o różnorodnych mechanizmach działania.

    Dlaczego, mimo tylu metod terapeutycznych, wciąż tak dużo osób ma problem z niewydolnością żylną i tak często dochodzi do stanów przewlekłych?

    Wiele osób, nawet tych z grupy ryzyka, bagatelizuje pierwsze objawy, już nie mówiąc o tym, jak wiele prowadzi tryb życia predysponujący do chorób cywilizacyjnych, w tym do niewydolności żylnej.

    Rozmawiała Bożena Stasiak

    Więcej od autora

    Podobne artykuły

    ŚWIAT LEKARZA 3D

    Najnowsze artykuły

    Alkohol, narkotyki, przemoc domowa: czy widać już społeczne skutki lockdownu?

    Będziemy chcieli rozpocząć akcję medialną, by upowszechniać informację na temat form pomocy osobom poszkodowanym w wyniku przemocy domowej. Chcemy też docierać do...

    Prof. Piotr Wysocki: Nowe zalecenia leczenia raka nerkowokomórkowego

    Nowe zalecenia to twarde rekomendacje oparte na na­ukowych dowodach; zalecenia, które są odbiciem stan­dardów stosowanych na świecie. Zależy nam na tym, żeby...

    Prof. Joanna Narbutt: Łuszczyca to wciąż wielkie wyzwanie

    Wśród ok. miliona chorujących w Polsce na łuszczycę, 20 proc. ma ciężką postać tej choroby. To chorzy, u których zmiany skórne obejmują...

    Chcesz być na bieżąco z informacjami ze świata medycyny?

    Zaprenumeruj bezpłatnie ŚWIAT LEKARZA 3D