Prof. dr hab. med. Aleksander Sieroń dr h.c. multi
fot. Tomasz Adamaszek

Przełom w leczeniu ran przewlekłych

Rozmowa z prof. dr. hab. n. med. Aleksandrem Sieroniem, kierownikiem Katedry i Oddziału Klinicznego Chorób Wewnętrznych, Angiologii i Medycyny Fizykalnej Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Bytomiu,
krajowym konsultantem w dziedzinie angiologii.

Media wiele uwagi poświęcają chorobom serca, zapominając o chorobach obwodowych naczyń krwionośnych. Czy słusznie?

W mojej ocenie 90 proc. Polaków kojarzy choroby naczyń tylko z chorobami serca. Większość społeczeństwa sądzi, że chorują tylko naczynia wieńcowe. Choroby innych naczyń są mniej znane. W innych krajach jest podobnie. Zwłaszcza media, podstawowy współcześnie edukator społeczny, dzięki aktywności kardiologów, skupiły się głównie na diagnostyce i terapii tętnic serca, zapominając o tym, co się dzieje na prawie 30 tys. kilometrów naczyń obwodowych. Naczynia te tworzy wychodząca z lewej komory serca aorta, następnie tętnice obwodowe, naczynia włosowate, naczynia limfatyczne i żyły, które zamykając obwód wchodzą do prawego przedsionka. Jak każda część naszego ciała, te naczynia są tak samo narażone na zmiany chorobowe. Należą do nich zmiany miażdżycowe tętnic obwodowych rozwijające się tak samo jak w tętnicach wieńcowych. Dotyczy to w sposób szczególny diabetyków, bo u nich miażdżyca rozwija się nawet sześciokrotnie szybciej niż u osób nie chorujących na cukrzycę.

Najbardziej widocznym, chociaż niekoniecznie najpoważniejszym schorzeniem, są żylaki. Schorzenia naczyń obwodowych w kończynach dolnych nierzadko prowadzą do ich amputacji. Patologie mogą obejmować także układ naczyń włosowatych w przebiegu wielu chorób – jako objaw Raynauda. Manifestuje się on pod postacią obrazowo opisywanych przez pacjentów zimnych i czerwonych rąk. Chorować może też układ limfatyczny: skutkiem jego patologii są m.in. obrzęki limfatyczne kończyn dolnych, które mogą w swojej krańcowej postaci prowadzić do słoniowacizny. Opisane patologie układu naczyń obwodowych są domeną lekarzy kilku specjalności, zwłaszcza angiologów, czyli lekarzy chorób naczyń.

Unia Europejska rozumie konieczność upowszechnienia wiedzy o chorobach naczyń obwodowych, dlatego co roku organizuje Europejskie Dni Naczyniowe. W Polsce trzecia edycja odbędzie się w marcu podczas organizowanego w Zgorzelcu przez prof. Śliwińskiego XXII Międzynarodowego Dnia Inwalidy. Tegoroczne Dni Naczyniowe odbędą pod hasłem „No more vascular amputations”.

Dlaczego akurat takie hasło?

Polska przoduje w Unii Europejskiej pod względem amputacji kończyn dolnych, w tym niestety dużych amputacji sięgających podudzia, a nawet uda. Amputacje w sporej części spowodowane są stopą cukrzycową. Inne przyczyny amputacji to nietowarzyszące cukrzycy izolowane lub rozsiane zmiany miażdżycowe i żylna choroba zakrzepowo-zatorowa. Stopa cukrzycowa i inne opisane choroby skutkujące przewlekłymi ranami kończyn dolnych dotykają w Polsce setek tysięcy osób. To istotny medyczny problem – organizacyjny i finansowy. Według ostrożnych szacunków w Europie choruje około 3 mln osób, a na świecie nawet 300 mln.

Dlaczego nie mówi się o tym?

Powód jest prosty: nie mówi się, ponieważ większość chorych z przewlekłymi ranami kończyn dolnych to ludzie starsi albo wręcz starzy i w związku z tym mało medialni. Starość w mediach to problem trochę wstydliwy, chyba że pokazuje się dziarskiego stulatka. Wprawdzie w ostatnim czasie problem starych, chorych ludzi zaczyna być zauważany, jednak niestety dopiero „zaczyna być”. W mediach inaczej postrzega się problemy zdrowia osób relatywnie młodych. Jeżeli na zawał lub chorobę nowotworową zachoruje czterdziestolatek, dyrektor, prezes, aktor – to o tym się mówi i pisze. Jeżeli chory ma ponad 80 lat, to dla mediów jest w strefie informacyjnego cienia. A to właśnie tę grupę ludzi w sporym procencie dotykają schorzenia kończyn dolnych i amputacje.

Jakie są przyczyny amputacji kończyn?

Najogólniej należy powiedzieć, że amputacje mogą dotyczyć pacjentów po wypadkach lub być efektem nieskutecznej, czasem wieloletniej terapii owrzodzenia goleni pochodzenia naczyniowego. Pacjenci cierpią nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Czasem wręcz proszą o to dramatyczne rozwiązanie. Trzeba też powiedzieć, że koszty leczenia pacjentów z przewlekłymi ranami podudzi (goleni) są wysokie i korzystniejsza z ekonomicznego punktu widzenia jest amputacja. Inną sprawą jest brak dostatecznej liczby lekarzy, pielęgniarek i fizjoterapeutów, którzy mają dostateczną wiedzę na temat leczenia ran przewlekłych kończyn dolnych, w tym także stopy cukrzycowej. Nie bez winy są także pacjenci bagatelizujący zwłaszcza początki choroby. Kolejnym problemem jest niewielka wiedza na temat odległych skutków stopy cukrzycowej oraz innych przewlekłych owrzodzeń kończyn dolnych u pacjentów. To w sporej części wyjaśnia, dlaczego liczba amputacji utrzymuje się na tak wysokim poziomie.

Z czego to wynika?

W mediach, zwłaszcza w telewizji, wszyscy mówią o narodzinach bliźniąt syjamskich i finansowaniu ich rozdzielenia przez arabskiego szejka. Nie przypominam sobie natomiast, żeby ktoś w przystępny sposób tłumaczył, że ludzie chorzy na cukrzycę powinni kupować buty określonego typu: miękkie, niepowodujące uciskania stóp.

Pamiętam, jak jedna z prezenterek telewizyjnych, która robiła reportaż z Wystawy Brukselskiej, na moją prośbę, by pokazać zdjęcia stopy cukrzycowej w różnych stadiach zaawansowania, zabierając kamerzystę, odwróciła się ze wstrętem i powiedziała: „Nie będę na to patrzeć”. Miała około 30 lat, była ładna i zdrowa…

Dlaczego dobre buty są tak ważne?

Większość społeczeństwa kojarzy cukrzycę tylko z wysokim poziomem glukozy we krwi. Gdy zapytamy, kto kojarzy otarcie naskórka na stopie diabetyka z ewentualną amputacją, to okazuje się, że niewiele osób. Tymczasem otarcie naskórka z powodu niewłaściwego obuwia to w wielu przypadkach stworzenie optymalnych warunków do miejscowej infekcji, powstania rany, a potem rany przewlekłej, która może skończyć się amputacją.

Co robić, aby sytuacja w Polsce się poprawiła?

W Polsce jest zbyt mało lekarzy angiologów. Część z nich, którzy mają specjalizację z angiologii jest jednocześnie – zwykle znakomitymi – chirurgami naczyniowymi, czyli lekarzami, których głównym celem jest operacja. W Europie istnieją specjalizacje z angiologii, lekarze angiolodzy nie są chirurgami. Istotą angiologii, wyrosłej z interny, jest diagnostyka schorzeń naczyniowych, ewentualnie doprowadzenie do operacji wykonanej przez chirurga naczyniowego, a potem dalsze prowadzenie pacjenta po operacji. Świetnie rozwiązali to Niemcy. W Dreźnie, gdzie powstał Instytut Chorób Naczyń, pracują angiolodzy, chirurdzy naczyniowi oraz radiolodzy interwencyjni. Współpraca specjalistów z tych trzech dziedzin doprowadziła do zmniejszenia kosztów terapii, skrócenia czasu pobytu w szpitalu oraz zmniejszania liczby powikłań. W sumie to proste. Jest to uzasadniony medycznie i ekonomicznie podział ról.

W Polsce takich kompleksowych ośrodków nie mamy. W jednych ośrodkach pracują angiolodzy, w innych chirurdzy naczyniowi, jeszcze w innych radiolodzy interwencyjni. Oczywiście współpracują oni ze sobą. Chcemy dorównać do standardów europejskich także poprzez uznanie polskiego egzaminu z angiologii jako egzaminu europejskiego. Starają się o to polscy lekarze działający aktywnie w Zespole Lekarzy Specjalistów Unii Europejskiej. W tej grupie jestem wraz z prof. Andrzejem Szubą oraz doc. Agatą Stanek.

Czy to się powiedzie?

Nie wiem, ale brak starań zawsze powoduje brak sukcesu.

Jak wygląda leczenie chorób naczyń?

Odpowiedź zajęłaby wiele stron tekstu i rycin. Ale spróbuję krótko. Po pierwsze, to prewencja, więc ruch, właściwe odżywianie się, wspomniana wcześniej obserwacja stanu zdrowia, chociażby poprzez ocenę wskaźnika kostka-ramię, który jest informacją o miażdżycy tętniczych naczyń obwodowych. Po drugie, działania mające na celu odtworzenie światła zwężonych naczyń, bądź to metodami endowaskularnymi, bądź przy pomocy omijających zwężenie by-passów. Po trzecie, leczenie farmakologiczne, zwłaszcza w chorobach układu mikrokrążenia oraz w stanach zapalnych naczyń. W terapii ran przewlekłych podudzi stosuje się tzw. system TIME. Uwzględnia on opracowanie tkanek celem usunięcia ropy, zwalczanie infekcji, utrzymanie odpowiedniej wilgotności rany oraz ocenę naskórkowania, czyli epidermizacji. „Nowym-starym” sposobem jest poprawa utlenowania miejscowego przy pomocy hyperbarii, a więc poddanie rany działaniu tlenu o wyższym niż atmosferyczne ciśnieniu, działającego przeciwbakteryjnie ozonu, a także wykorzystanie przeciwbólowego działania zmiennych pól magnetycznych oraz sprzyjającej epidermizacji niskoenergetycznej laseroterapii.

Ostatnio wymyślił pan i opatentował urządzenie, zwane laserobarią. Łączy ono wymienione metody medycyny fizykalnej z angiologią. Za to i inne urządzenia został pan odznaczony m.in. belgijskim Krzyżem Oficerskim Orderu Wynalazczości. Czy to urządzenie do laserobarii przeznaczone do terapii ran przewlekłych jest już w produkcji seryjnej?

Nie. Proces przejścia do produkcji seryjnej to koszt około 600 tys. zł. Trwa wiele miesięcy. Liczę, że w ciągu 3-4 miesięcy będziemy mogli powiedzieć, czy i na ile mamy do czynienia z nową możliwością leczenia owrzodzeń podudzi. Ta mobilna aparatura, którą może przenieść nawet jedna osoba, jest niezwykle prosta w obsłudze i tania. Dla porównania typowa komora hiperbaryczna kosztuje 5,5 mln zł, a moje urządzenie kosztuje maksimum 80 tys. zł. Jest ono więc w zasięgu możliwości wielu państwowych i prywatnych placówek medycznych. Myślę, że warto także wspomnieć o innym moim wynalazku. W 2014 roku Oksybaria S przeznaczona do leczenia stopy cukrzycowej zastała uznana za najlepszy europejski wynalazek roku i dostała główną nagrodę na wystawie Innova-Eureka w Brukseli.

Czy zabiegi wykorzystujące laserobarię i oksybarię będą refundowane?

Nie wiem, ale mogę zapewnić, że będę się o to starał. Jak wcześniej powiedziałem, czas wdrożenia do produkcji wymaga spełnienia określonych przepisów i pieniędzy. Ja zainwestowałem pieniądze w prototyp.

Czy pana wynalazek oznacza przełom w leczeniu stopy cukrzycowej?

Na takie stwierdzenie jest jeszcze za wcześnie. Potrzebne są dokładniejsze badania, których wyniki muszą być opublikowane. Ale są już pacjenci, których udało się uratować od amputacji.

Jaka jest przyszłość angiologii?

Angiologia to wspaniała nauka i zawód, coraz bardziej doceniany na świecie i w Polsce. Jestem przekonany, że wiedza na temat chorób naczyń obwodowych będzie większa, nie tylko wśród lekarzy, ale także w społeczeństwie. A jednym z głównych celów angiologii w Polsce jest zmniejszenie liczby amputacji kończyn dolnych. Powinna ona być na takim poziomie, jaki jest krajach Europy Zachodniej.

Przełom w leczeniu ran przewlekłych
4.2 (84%) 10 votes

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza