prof. Piotr Chłosta
fot. Ewa Lubaszka

Przyszłość polskiej urologii widzę optymistycznie

Z PROF. PIOTREM CHŁOSTĄ, PREZESEM POLSKIEGO TOWARZYSTWA
UROLOGICZNEGO, ROZMAWIA KATARZYNA PINKOSZ.

Jak polska urologia i uroonkologia plasuje się na tle Europy? Co pozytywnego wydarzyło się w ostatnich latach?

Polska urologia dziś dorównuje europejskiej, a jej rozwój jest bardzo dynamiczny. Polscy urolodzy są doskonale rozpoznawani na tle Europy i świata. Obecnie nie ma już różnic, jeśli chodzi o dostęp do najnowszych technologii laserowych, endoskopowych i robotycznych. Jeżeli zaś chodzi o kształcenie urologów i ich wiedzę, to polska urologia jest na poziomie europejskim, a być może nawet go przewyższa.

Dwa lata temu obchodziliśmy 20-lecie wprowadzenia dla polskich urologów europejskiego egzaminu specjalizacyjnego, który w Polsce jest egzaminem wyjściowym i obowiązkowym. Polskie Towarzystwo Urologiczne jest jedyną instytucją, która go prowadzi. Ma on formę egzaminu narodowego, jest ekstremalnie trudny. Prestiżowy tytuł, który oferuje swoim adeptom: FEBU (Fellow of the European Board of Urology) jest czymś w rodzaju mark of excellence – stopnia doskonałości. Stanowi on o unikalności naszej specjalizacji w stosunku do innych. Jestem z tego bardzo dumny, a także z tego, że wyniki grupy polskiej są takie same, a niekiedy nawet przewyższają
wyniki grupy europejskiej. Przyszłość polskiej urologii widzę optymistycznie.

Niedawno PTU wraz z konsultantem krajowym w dziedzinie urologii opracowało trzy programy opieki koordynowanej, które mają wejść w życie w formie pilotażu. Dlaczego tak ważne jest ich wdrożenie?

Opracowaliśmy programy pilotażowe dotyczące opieki nad chorymi z rakiem pęcherza moczowego, prostaty, nerki. Z niecierpliwością czekamy na ich wdrożenie. Spotkały się one z przychylnością zarówno prezesa NFZ, jak i komisji sejmowych. Podstawą tych programów jest to, że urolog jest „lekarzem pierwszego kontaktu”, koordynatorem pacjentów z tymi schorzeniami. Wykonywanie zabiegów leczniczych przez urologów dysponujących możliwością stosowania nowoczesnych technik jest w stanie poprawić wyniki leczenia tej grupy chorych.

Jakie będą korzyści dla pacjentów z wdrożenia tych programów?

Urolog, który ma możliwość zagwarantowania choremu kompleksowej opieki, przeprowadzenia operacji za pomocą nowoczesnych technik, jest w stanie poprawić wyniki leczenia pacjentów z chorobami pęcherza moczowego, nerki, gruczołu krokowego. Leczenie 80 proc. pacjentów z nowo wykrytym rakiem układu moczowego powinno być prowadzone przez urologów, ponieważ nowotwór jest wykrywany i leczony w postaci ograniczonej do narządu. Wczesne rozpoznanie chorób daje szansę na zastosowanie mniej inwazyjnego leczenia. Dzięki temu można uzyskać lepsze wyniki onkologiczne i czynnościowe. Ważne jest też zagwarantowanie długoterminowej kontroli specjalistycznej. Taka opieka przełoży się na dłuższe przeżycia chorych.

Choroby urologiczne, w tym choroby nowotworowe wywodzące się z układu moczowego, wykazują ścisłą liniową zależność z wiekiem. Obserwujemy systematyczne starzenie się populacji, dlatego nie mam wątpliwości, że w niedalekiej przyszłości urolog może być urolog będzie lekarzem każdej kobiety i każdego mężczyzny. Jednak urologia to nie tylko uroonkologia. Urolodzy odpowiadają także za chirurgiczne leczenie chorych na kamicę moczową, za leczenie zaburzeń czynnościowych układu moczowego, m.in. za nietrzymanie moczu – zarówno u kobiet, jak i mężczyzn.

W ostatnich latach w urologii bardzo rozwijają się nowoczesne techniki małoinwazyjnego leczenia. Jak wygląda do nich dostęp w Polsce?

W Polsce dysponujemy wszystkimi możliwościami – od klasycznego leczenia operacyjnego poprzez laparoskopowe aż do robotycznego, które na razie jest dostępne w warunkach komercyjnych.

W wielu krajach bardzo mocno rozwija się chirurgia robotowa. Takie zabiegi powinny być refundowane? Ich wyniki są porównywalne do klasycznych operacji laparoskopowych, czy są lepsze?

Jestem za powszechną możliwością stosowania technik, które zmniejszają inwazyjność operacji, pozwalają na osiągnięcie lepszych wyników onkologicznych i czynnościowych. U podstaw możliwości wdrożenia systemów robotycznych w Polsce leży odpowiednia wycena tego typu procedur. Niestety, na razie jest ona zbyt niska.

Zastosowanie minimalnie inwazyjnych technik operacyjnych pozwala na skrócenie czasu hospitalizacji pacjenta, zmniejszenie zużycia leków przeciwbólowych, zmniejszenie ryzyka utraty krwi i konieczności wykonania transfuzji. Pacjent może szybciej wrócić do aktywności życiowej i zawodowej. Znaczna część chorych, którzy mają małoinwazyjne operacje, nie przebywa potem na długich zwolnieniach lekarskich, tylko wraca do pracy. Dla niektórych chorych, zwłaszcza kobiet, duże znaczenie ma efekt kosmetyczny po operacji.

Dla menedżera możliwość przeprowadzania operacji robotycznych oznacza też wzrost prestiżu ośrodka. Dla urologów to kolejna szansa na umocowanie się w gronie liderów nowoczesnych technologii w medycynie. Chirurgia małoinwazyjna – laparoskopia lub laparoskopia z asystą robota – to synonimy ewolucji w dzisiejszych czasach. Nie ma od tego odwrotu.

Co powinno się poprawić w polskiej urologii?

Przede wszystkim wycena procedur. Trudno dziwić się menedżerom, że nie chcą inwestować w drogi sprzęt, jeżeli wyceny procedur są tak niskie. Działalność lecznicza, naukowa, ale też dydaktyczna jest dziś związana z koniecznością posiadania sprzętu najnowszej generacji, ponieważ urologia jest dziedziną opartą na urotechnologii. Posiadanie tego sprzętu, jeżeli nie ma odpowiednich wycen, może spowodować ryzyko generowania długów. Niemal wszystkie jednostki akademickie w Polsce są już zadłużone. Patrzę na to ze smutkiem. Jeśli coś się nie opłaca, to jest likwidowane. A nie wyobrażam sobie likwidacji urologii, bo to byłby powrót do średniowiecza.

W niektórych specjalnościach brakuje chętnych. A jeśli chodzi o urologię – młodzi lekarze chcą się kształcić w tej specjalności?

Być może w innych specjalizacjach jest problem, w urologii – nie. Jest to spowodowane systemem szkolenia, jego atrakcyjnością, możliwością uzyskania bardzo prestiżowego tytułu FEBU. Jednak nie tylko system szkoleń jest istotny: ważne jest też piękno specjalizacji urologicznej.

Prof. Piotr Chłosta

kierownik Katedry i Kliniki Urologii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, prezes Polskiego Towarzystwa Urologicznego od 2015 r., w latach 2008- 2015 przewodniczący Sekcji Endourologii PTU. Jest członkiem wielu towarzystw naukowych, m.in. European Association of Urology (EAU), Association of Academic European Urologists (AAEU), Section of Urooncology of the European Assciation of Urology (ESOU), American Urological Association (AUA), a od 2014 roku Royal College of Surgeons (FRCS[Glasg]).Członek honorowy urologicznych towarzystw naukowych na Słowacji iWęgrzech, a także New York Section of American Urological Association. Doktor honoris causa Uniwersytetu im. Ignacego Semmelweisa w Budapeszcie. Jest twórcą i dyrektorem programowym Festiwalu kultURO, corocznej, międzynarodowej imprezy odbywającej się w Krakowie, propagującej profilaktykę w dziedzinie chorób układu moczowego.

Co stanowi o pięknie urologii?

Nerka jest najelegantszym narządem w naszym organizmie. Viscus elegantissimum – tak powiedział Galen. Nie tylko nerka, ale także moczowód, gruczoł krokowy. Druga rzecz, która decyduje o pięknie tej specjalizacji, to niezwykła delikatność, wręcz subtelność chirurgii urologicznej. Jest to spowodowane trudnością w dostępie do wielu narządów, co wymaga od urologa niezwykłej precyzji, bardzo rozważnego i spokojnego operowania. Dzięki temu odnajdują się w tej dyscyplinie zarówno osoby lubiące przeprowadzać operacje klasyczne, jak i lekarze, którzy wolą operacje laparoskopowe bądź laparoskopowe z asystą robota. A warto podkreślić, że w 90 proc. robotyka chirurgiczna ma zastosowanie w chorobach urologicznych. Kolejna rzecz to endourologia, czyli leczenie nieprawidłowości układu moczowego metodą endoskopową, z wykorzystaniem naturalnych otworów ciała i dotarcie do każdego piętra układu kielichowo-miedniczkowego. Jeszcze inną dziedziną jest urologia czynnościowa – leczenie nieprawidłowości i zaburzeń związanych z wydalaniem moczu; operacje rekonstrukcyjne, naprawcze. Warto też podkreślić to, że urolodzy mają możliwość stosowania farmakoterapii, także w programach lekowych. Jak widać, urologia jest bardzo szeroką specjalizacją i właśnie to stanowi o jej atrakcyjności. W moim przekonaniu to elegancka i atrakcyjna dziedzina wiedzy. Sam często podkreślam, że zostałem zarażony wirusem urologicznym i… nie chcę go się pozbyć. Tak jest już od 30 lat.

A co skłoniło Pana do zajęcia się urologią?

Po pierwsze piękno i atrakcyjność tej specjalizacji. Po drugie – moi nauczyciele. Nie mogę nie wspomnieć o prof. Andrzeju Borówce, moim mentorze i nauczycielu, jednym z najwybitniejszych urologów na świecie, znakomitym chirurgu, a przede wszystkim wielkim naukowcu i fantastycznym człowieku, wieloletnim prezesie Polskiego Towarzystwa Urologicznego. Profesor nie był moim pierwszym szefem; zacząłem zdobywać szlify urologiczne początkowo jako wolontariusz, a potem jako młodszy asystent w Okręgowym Szpitalu Kolejowym we Wrocławiu. Właśnie tam spotkałem grupę bardzo doświadczonych urologów, którzy systematycznie pokazywali mi piękno tej specjalizacji, tam założyłem swój pierwszy szew chirurgiczny. Jednak wypłynięcie na szerokie wody urologii umożliwił mi mój mentor i nauczyciel – prof. Andrzej Borówka. Urologia jest ważną częścią mojego życia; jestem szczęśliwy i dumny z tego, że jestem urologiem. Jestem też dumny z tego, że w PTU mogę pracować z innymi lekarzami tej specjalności, dla których urologia jest tak samo ważna jak dla mnie.

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza