prof. Marek Rudnicki
Podsumowanie tygodnia
fot. Tomasz Adamaszek

Sprawdzimy, gdzie warto się leczyć

Kiedy prof. Marek Rudnicki (Uniwersytet w Illinois, członek Amerykańskiego Towarzystwa Chirurgów i wieloletni prezydent Światowej Federacji Polonijnych Organizacji Medycznych) opowiadał, jak w Stanach Zjednoczonych szpitale na swoich stronach internetowych publikują informacje dotyczące leczenia (i chcą to robić, bo jeśli jeden szpital takich danych nie publikuje, to pacjenci uznają, że coś w nim dzieje się nie tak), to trudno nie zastanawiać się, czemu tak nie może być w Polsce. Przecież już samo publikowanie takich danych ma szansę poprawić wyniki leczenia. W Stanach szpital za to, że leczy lepiej niż inne, dostaje wyższy kontrakt. Płaci się za efekt, a nie za sam fakt leczenia.

Czemu tak nie może być u nas? Niedostatek finansowania ochrony zdrowia powoduje, że pacjent jest zachwycony, jeśli w ogóle dostanie się do lekarza czy do szpitala. Świadomość pacjenta jednak rośnie, również tego, że wynik jego walki o życie często nie zależy tylko od zaawansowania choroby, ale także od tego, gdzie jest on leczony. Coraz częściej mówi się o tym, że kod zamieszkania w większym stopniu decyduje o naszym życiu niż kod genetyczny. A tu można by było mówić o kodzie miejsca leczenia…

Jak znaleźć ten dobry szpital? Dziś radzimy sobie dzięki znajomym, opiniom w mediach społecznościowych, a ostatnio coraz częściej dzięki organizacjom pacjenckim, szczególnie tym, które faktycznie zrzeszają pacjentów. Wiadomo jednak, że pacjent nie zna obiektywnych wyników leczenia w danym ośrodku, kieruje się raczej tym, jak się tam nim opiekowano.

Ostatnio jednak pojawiły się jaskółki zmian. Adam Niedzielski, wiceprezes NFZ, zapowiedział, że NFZ uruchomi stronę, na której będzie można porównać placówki między sobą. Na początku danych nie będzie wiele: liczba wykonywanych zabiegów i operacji, średni czas pobytu, ewentualne powikłania, ponowne hospitalizacje, a rzecz ma dotyczyć okulistyki i operacyjnego leczenia nowotworów. Wiceminister zdrowia Sławomir Gadomski też niedawno wspomniał, że chciałby, by pilotaż sieci onkologicznej zakończył się klarowną informacją dla pacjenta, w jakich obszarach dany szpital się specjalizuje, jaką ma kadrę, certyfikaty jakości, jakie operacje wykonuje i ile.

Jeśli faktycznie te zapowiedzi zostaną zrealizowane, będzie to mała rewolucja. Pierwszy raz będzie można sprawdzić, czy szpital, do którego szary Kowalski (a nie ten z protekcji) wybiera się na operację, wykonał ich w ostatnim roku 600 i rzeczywiście ma doświadczenie, czy 30, i lepiej poszukać innego miejsca. O ile oczywiście do tej lepszej placówki w ogóle będzie można się dostać. To droga (na razie powolna, ale jednak) ku takim rozwiązaniom, żeby płacić za leczenie dobre i skuteczne, a nie tylko za to, że ono w ogóle się odbyło. Wielu polskich lekarzy leczy świetnie – i naprawdę najwyższy czas, żeby szpitale tym się pochwaliły.

Katarzyna Pinkosz

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza