Lidia grądek
fot. Tomasz Adamaszek

Sukces może mieć wielu ojców, czyli jak być konstruktywną w opozycji

Rozmowa z posłanką Lidią Gądek (Platforma Obywatelska) z Komisji Zdrowia Sejmu RP

Czy są obszary służby zdrowia, w których odpolitycznienie dyskusji parlamentarnych jest możliwe?

Tam, gdzie mamy do czynienia z dobrem pacjenta nie powinno być polityki. Jest to trudne w naszej rzeczywistości, ale nie niemożliwe. Praca posłów-ekspertów z koalicji rządzącej i opozycji powinna być merytorycznym sporem służącym do budowania skuteczniejszej ochrony zdrowia.

Od lat jest Pani znana i bardzo ceniona za organizację parlamentarnych zespołów tematycznych. Które są dla Pani najważniejsze?

Najważniejszym i pierwszym w historii polskiego parlamentu, i pierwszym, który stworzyłam wspólnie z kolegami i koleżankami, był Zespół ds. Podstawowej Opieki Zdrowotnej i Profilaktyki. Podkreślam „i Profilaktyki”. Działa już blisko sześć lat. Całkiem sporo szczegółowych zagadnień zdefiniowaliśmy, skierowaliśmy do opracowania ściśle merytorycznego i legislacji.

A Flu Forum?

Flu Forum to świetna współpraca właśnie Zespołu ds. Podstawowej Opieki Zdrowotnej i Profilaktyki ze stroną społeczną. W naszym kraju, od wielu lat, dzieje się tak, że wiele stowarzyszeń zarówno eksperckich, jak i pacjenckich zajmuje się wydzielonymi, wąskimi często obszarami związanymi ze zdrowiem Polaków. I najczęściej nie mogą się przebić ani do świadomości społecznej ani do decydentów, nawet samorządowych. Tak właśnie było z inicjatorami Flu Forum. Cała Europa wspiera szczepienia przeciw grypie, a my nie – to był ich problem.

Dzięki włączeniu Flu Forum do programu mojego Zespołu, rozpropagowaliśmy ideę konieczności szczepień przeciw grypie. I udało się – już druga edycja Flu Forum odbiła się szerokim echem. Miernikiem sukcesu była bardzo ostra, nieobserwowana wcześniej, reakcja środowisk antyszczepionkowych, na granicy histerii. A to znaczy, że odnieśliśmy potężny sukces i te środowiska poczuły się zagrożone. Flu Forum będziemy oczywiście kontynuować, wspólnie z panem profesorem Adamem Antczakiem, radą programową, z samorządami, z pracodawcami, lekarzami i pielęgniarkami. Działań o takim rozmachu, nie da się łatwo powstrzymać.

Przynajmniej trzy ostatnie sejmowe Zespoły ds. Cukrzycy, kończyły się oklaskami dla Pani. Dlaczego?

Nie wiem… (śmiech) Trzeba zapytać tych, którzy klaskali. Zespół diabetologiczny powstał dzięki inicjatywie stowarzyszeń zajmujących się chorymi na cukrzycę. Przygotowały one projekty rozwiązań, składały w Ministerstwie Zdrowia, ale bez włączenia do pracy lekarzy rodzinnych, diabetologów, pielęgniarek diabetologicznych i mediów, proces toczył się niezwykle powoli. Aż, nie bez oporów, powołaliśmy Zespół parlamentarny.

Zespół ds. Cukrzycy tworzy obecnie 20 posłów, to jeden z liczniejszych zespołów parlamentarnych. A ostatnie oklaski dla Pani wywołał prof. Maciej Małecki, prezes PTD. Po prostu podziękował Pani za ciągłość pracy Zespołu i zainteresowanie cukrzycą mimo zmiennych okoliczności politycznych. Sala to podchwyciła, biła brawo.
Problemy zdrowia i profilaktyki, wszystkie, a szczególnie te nierozwiązane, nie mogą nigdy wypaść z pola społecznego zainteresowania.

Czy miała Pani oporu, by kontynuować sprawy nierozwiązane bądź co bądź przez Pani ugrupowanie.

Nie miałam, ponieważ ciągle pracuję jako lekarz. Cukrzycę ma co dziesiąty mój pacjent. Chciałam, żeby ten zespół był ponadpartyjny, żeby nie było politycznych emocji i podziałów. I udało się. W obydwu zespołach, które prowadzę mamy przedstawicieli wszystkich klubów parlamentarnych. Dla konkretnej sprawy, chcemy pracować wspólnie i merytorycznie. Dobrze nam to wychodzi. Można? Można.

Jako przewodnicząca Zespołu, nie narzucam swoich rozwiązań dla cukrzyków. Staram się wyławiać mądre i realne propozycje strony społecznej i przekazywać je do ministerstw – nie tylko zdrowia, także edukacji, sportu, polityki społecznej… Tam, w pewnej części, są realizowane. To mobilizuje.

W zgodnej opinii dziennikarzy, najbardziej godne szacunku w Pani pracy jest to, że prowadziła i prowadzi Pani zespoły poświęcone sprawom, których rozwiązanie przyniesie widoczne efekty za 20 lat, a nie przed najbliższymi wyborami. Przykładem jest hipercholesterolemia rodzinna. To dzięki Pani Zespołowi ten temat wrócił na światło dzienne po kilku latach zapomnienia.

To jest niezmiernie ważna sprawa z punktu widzenia zdrowia publicznego. Wiemy, czym są zaburzenia gospodarki lipidowej u dorosłych, potrafimy je rozpoznawać i leczyć. Ale do ogłoszenia wytycznych FDA z 2012 roku, nie wiedzieliśmy, że współcześnie miażdżyca rozwija się u grupy osób, właściwie od urodzenia, a być może jeszcze nawet w życiu płodowym. Nie ma na nią lekarstwa. Te osoby trzeba otoczyć opieką lekarską i monitorować rozwój choroby. W momencie krytycznym, najczęściej zawału serca, kardiolodzy muszą się dowiedzieć z dokumentacji, że mają zastosować specjalne procedury ratunkowe. Można tak uratować kilkadziesięcioro trzydziestoparolatków rocznie. Takie niszowe tematy są dla nas parlamentarzystów i jednocześnie lekarzy praktyków. Sygnał o problemie hipercholesterolemii rodzinnej otrzymaliśmy od społeczników i od kardiologów dziecięcych.

Udało się poprawić sytuację?

Wprawdzie jeszcze nie mamy dodatkowego finansowania, o które zabiegały środowiska pielęgniarskie i lekarskie, by przeprowadzić badania przesiewowe, ale mamy informację, że dzieci podczas bilansu sześcio- i dziewięciolatka winny być badane inaczej, jeśli z wywiad rodzinny wskazuje na zagrożenie defektem genetycznym.

Na Pani Zespoły przychodzi czasami kilkaset osób, bo i tak bywa. Czy władza wykonawcza pracuje nad wnioskami płynącymi z Pani Zespołów? Wydaje się, że przykładem takiej reakcji była ostatnio przyjęta ustawa o rejestrach medycznych, niezbędnych w przypadku hipercholesterolemii rodzinnej. To ważny krok do systemowego zajęcia się tą sprawą.

Tak. Muszę to przyznać z dużą satysfakcją. Czasem jest rozgoryczenie, chcielibyśmy reakcji szybkiej, a tu zaczynają się żmudne prace z urzędnikami. Ale nie mogę dzisiaj powiedzieć, że nie ma odzewu. Wręcz przeciwnie: ruszyła hipercholesterolemia, lada moment zostanie poszerzony zakres badań profilaktycznych związanych z wczesnym wykrywaniem osób zakażonych wirusem WZW C. To będą maleńkie sukcesy z dużymi efektami, za kilka, może za kilkanaście lat. Ale sukcesy przyjdą.

Pierwsze efekty pracy Zespołu pojawiają się w sprawie ustawy refundacyjnej w zakresie materiałów i środków medycznych. Otworzyliśmy temat, nad którym dzisiaj Ministerstwo pracuje bardzo konstruktywnie.

Ostatnie pytanie. Co tak naprawdę różni w tej chwili w podejściu do systemu, bo nie do chorób, partię rządzącą i opozycję? Gdzie są największe różnice?

W podejściu do systemu ochrony zdrowia, różni nas podejście do profilaktyki. Dla nas to podstawa systemu. Uchwalona z wielkim trudem ustawa o zdrowiu publicznym, trafiła teraz do szuflady. Nie mówi się o niej, może dlatego, że był to sukces nas – poprzedników. Tak działać nie wolno. Warto ustawę dopracować i wprowadzić dla dobra publicznego. Sukces może mieć wielu ojców. I zazwyczaj miewa.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Paweł Kruś

Sukces może mieć wielu ojców, czyli jak być konstruktywną w opozycji
Oceń ten artykuł

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza