fot. tomasz Adamaszek

Szykuje się trudny rok

Rozmowa z Ireną Rej, prezesem Izby Gospodarczej Farmacja Polska

Z jakimi nadziejami i obawami branża farmaceutyczna patrzy na 2017 rok?

Patrząc na sytuację ekonomiczną, nie należy się spodziewać, że zostaną zwiększone nakłady na służbę zdrowia, a więc że sytuacja się poprawi. Jeśli chodzi o branżę farmaceutyczną, to przed nami bardzo poważne inwestycje w związku z wejściem w życie w 2018 r. tzw. ustawy fałszywkowej, która nakłada na nas obowiązek specjalnego znakowania leków, co ma chronić przed pojawianiem się na rynku leków sfałszowanych. Dla branży farmaceutycznej wiąże się to z ogromnymi kosztami. W Polsce, jak również w całej UE, problem fałszowania leków był raczej marginalny. Ten problem w zasadzie dotyczył dużych koncernów farmaceutycznych, które mają bardzo drogie leki, były one fałszowane w krajach Trzeciego Świata. Na pewno ta sprawa negatywnie przełoży się na pacjentów, ponieważ ze względu na duże koszty wdrożenia nowego systemu, pacjenci nie mogą się spodziewać, że ceny leków spadną. To dla nas podwójny horror: z jednej strony w Polsce problem sfałszowanych leków niemal nie istniał, więc musimy płacić za coś, czego nie było, a z drugiej – uniemożliwi nam to elastyczną politykę w zakresie cen leków.

Niepokoi nas również to, że wciąż nie wiemy, jak będzie wyglądać polityka lekowa państwa, ponieważ taki dokument nie powstał, choć był zapowiadany. Dopóki go nie ma, nie wiadomo co naprawdę będzie finansowane, na jakie mechanizmy ułatwiania pacjentom dostępności do leków zdecyduje się ministerstwo. Od początku transformacji w Polsce polityka lekowa właściwie nie istnieje.

Trzecia niepokojąca rzecz to brak profilaktyki – skoordynowanych działań w celu zmniejszenia liczby zachorowań, a tym samym zmniejszenia wydatków na leczenie. Takie działania powinny być prowadzone wspólnie, tymczasem jeśli prowadzą je firmy, to zaraz pojawia się zarzut lobbowania na rzecz swoich produktów. Często mówimy, że ludzie powinni się badać, ale kto ich przyjmie, przy takich kolejkach do lekarzy? Cały system ochrony zdrowia jest w rozsypce, choć stale się go buduje. Ciągle pojawiają się nowe pomysły przeliczenia, rozliczania, wycen.

Ministerstwo Zdrowia zapowiada na rok 2017 duże zmiany w ochronie zdrowia…

Zmiany można zapowiadać, tylko jest pytanie, z kim te zmiany były uzgadniane. Przy „krótkiej kołdrze” albo nos jest zmarznięty, albo pięty zimne. Oczywiście, sporo różnych projektów znajduje się w konsultacjach, jednak projektów zmian systemowych nie można dyskutować w ciągu miesiąca, to wymaga długotrwałych rozmów, analizowania koncepcji. A proszę spojrzeć, w jakim tempie pojawiają się projekty zmian. Często widzę, że w konsultacjach nie uczestniczą osoby, które najlepiej znają się na danym problemie. Np. nikt nie pytał hurtowników, jak należy prowadzić hurt i tak powstało rozporządzenie nieprzystosowane do realiów. Na szczęście sami, we współpracy z Głównym Inspektorem Farmaceutycznym, wypracowaliśmy dobrą praktykę dystrybucyjną i MZ zatwierdziło ją. To była nasza inicjatywa i bardzo dobre podejście GIF i MZ do naszych propozycji.

W ostatnim czasie pojawia się wiele pomysłów dotyczących branży, np. zakaz reklamy leków OTC i suplementów diety, zakaz sprzedaży kosmetyków w aptekach. Jak Pani na to patrzy?

Kosmetyki w aptekach były, i mam nadzieję, że będą. To nie są zwykłe kosmetyki, tylko kosmetyki dermatologiczne, apteczne, np. przeznaczone do cery wrażliwej, trądzikowej. One współgrają ze stosowanymi lekami. Inny przykład: farby do włosów – przy chemioterapii pacjenci tracą włosy, potem one odrastają. Nie można jednak w takim przypadku stosować zwykłej farby do włosów. Tego typu kosmetyki muszą być sprzedawane w aptekach, a nie w drogeriach. Uważam, że kosmetyki nikomu nie przeszkadzają, w aptekach znajdują się na wydzielonych półkach. Nikt przeciw temu nie protestuje: ani aptekarz, ani hurtownik, ani producent, ani pacjent. To po co to zmieniać?

A reklama suplementów?

Jeśli chodzi o reklamę, to – moim zdaniem – trzeba uregulować rynek. Nie może być takiej sytuacji, gdy niektórzy producenci uważają, że mogą na suplemencie napisać wszystko, że leczy on z przeziębienia, kataru, kaszlu, zatwardzenia. To po co są w takim razie leki, skoro na to wszystko mogą pomóc suplementy? Poza tym suplementy nie są badane pod kątem jakości.

Osobiście uważam, że leków nie należy reklamować. Gdyby nie było reklam, to pacjenci częściej odwiedzaliby lekarza i aptekę, i pytali specjalistów, co warto stosować. Gdy zobaczą reklamę w telewizji, to uważają, że jest to najlepszy produkt. Jeśli reklamy leków OTC i suplementów miałyby pozostać, to na pewno trzeba by je ograniczyć i tak zaostrzyć przepisy, by producent nie mógł mówić w reklamie nieprawdy, wprowadzać w błąd. Są np. reklamy mówiące, że dany środek działa dokładnie w punkt bólu. Jedną osobę boli lewe kolano, a inną – prawe, a lek „ma wcelować dokładnie w punkt bólu”. Ludzie w to wierzą! Albo reklama mówi, że dany środek działa w ciągu 15 minut. Nie ma na to dowodów, bo u jednego pacjenta efekt może się pojawić po 15 minutach, u innego – po 25. Takich reklam nie powinno być.

Moim zdaniem, w aptekach można sprzedawać suplementy – ale dobre, sprawdzone, potwierdzonej jakości. Poza tym konsument musi mieć świadomość, że suplement nie leczy. Rozumiem kwestię biznesową, że producent chce sprzedać produkt, jednak na pierwszym miejscu powinna być etyka.

Rok 2017 będzie dla branży rokiem dobrym?

Raczej trudnym. Moim zdaniem, pewne nowości trzeba wprowadzać eksperymentalnie. Miliony złotych zostało wydanych na system eWUŚ, teraz się z niego wycofaliśmy. A może trzeba było zastanowić się nad receptą elektroniczną, bo wtedy mielibyśmy kontrolę nad wydawaniem leków?

Teraz wprowadzono zasadę, że osoby nieubezpieczone też mają być leczone za darmo. Ale kto zapłaci za ich recepty? Wiem, że nigdzie na świecie system ochrony zdrowia nie jest idealny, jednak zanim podejmie się pewne kroki, warto się nad nimi dobrze zastanowić.

Rozmawiała Katarzyna Pinkosz

Szykuje się trudny rok
Oceń ten artykuł

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza