Fot. Arch. prywatne

Trzeba stawiać na medycynę regeneracyjną – dr hab. Justyna Drukała

Rozmowa z dr hab. Justyną Drukałą z Zakładu Biologii Komórki Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.

dr hab. Justyna Drukała

Honorowa Nagroda Zaufania Złoty OTIS 2017 za osiągnięcia w dziedzinie inżynierii tkankowej

W tym roku została Pani wyróżniona nagrodą „Złoty OTIS”. Jak Pani przyjęła tę wiadomość?

Nie spodziewałam się, że taka nagroda może trafić do biologa. Biotechnologia medyczna, w szczególności inżynieria tkankowa to interdyscyplinarne dziedziny wiedzy, a ich obszar nieco odbiega od badań podstawowych, choć przecież na nich bazuje, ma natomiast charakter aplikacyjny. Stosowanie wytwarzanych przez nas produktów ma bardzo konkretny, terapeutyczny wymiar.

Od lat zajmuje się Pani hodowlą komórek ludzkiej skóry. Jak narodziła się ta pasja?

Marzyłam, by zostać lekarzem. W liceum przestraszyłam się jednak trochę medycyny, ponieważ dużo czasu pochłaniała zabawa w sport. Nie sądziłam, że mogłabym dostać się na medycynę, wybrałam obszar niedaleki i bezpieczny, w którym można rozwijać swoje marzenia – biologię molekularną. Podjęłam studia biologiczne na Uniwersytecie Jagiellońskim, na Wydziale Biologii i Nauk o Ziemi. Na IV roku studiów zetknęłam się z biologią komórki w Instytucie Biologii Molekularnej i z nią związałam swoje losy. W ramach pracy magisterskiej, którą przygotowywałam pod kierunkiem Pana Profesora Włodzimierza Korohody, robiłam eksperymenty na zwierzęcych komórkach skóry badając ich oddziaływania z podłożami polimerowymi, co już wtedy wpisywało się w nurt nowej dyscypliny, jaką jest inżynieria tkankowa.

Cudownym zbiegiem okoliczności w tym czasie do naszego laboratorium trafił dr Kazimierz Cieślik, ówczesny ordynator Oddziału Leczenia Oparzeń i Chirurgii Plastycznej Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. L. Rydygiera w Krakowie. W trakcie spotkania z prof. Korohodą, zainspirowany wykładami na międzynarodowej konferencji, na której pokazywano wyniki leczenia oparzeń z wykorzystaniem produktów komórkowych, zapytał o możliwość współpracy w tym zakresie. Mój promotor doceniając moje zdolności manualne, po rozmowie z dr. Cieślikiem uznał, że skoro pracowałam na izolowanych komórkach skóry kurczęcia, to może ludzką też uda mi się wyhodować i rozpoczęliśmy próby izolacji i hodowli komórek skóry ludzkiej.

Kiedy udało się odnieść pierwszy sukces w Pani zawodowej karierze?

Mniej więcej rok prowadziłam próby izolacji i hodowli komórek naskórka i ostatecznie udało się zoptymalizować metodę. To skłoniło dr. Cieślika do przeprowadzenia pierwszej próby przeszczepienia komórek. Pacjentka cierpiała z powodu wieloletniego owrzodzenia podudzia, którego żadną konwencjonalną metodą nie udało wcześniej wyleczyć. Z małej biopsji skóry, w ciągu 2 tygodni namnożyłam komórki naskórka pacjentki. Do laboratorium przewiozłam je w maleńkim naczynku schowanym w torebce. Przeszczep się udał, rana się szybko zagoiła. To było 21 lat temu i wciąż mam kontakt z tą pacjentką.

Co było dalej?

Nasz pierwszy przeszczep wywołał ogromną euforię. Kolejnym etapem naszych badań było Dziecięce Centrum Leczenia Oparzeń Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie. Wyniki naszych prób zachęciły tamtejszych klinicystów do podjęcia współpracy i w 1996 roku po raz pierwszy przeszczepiono komórki skóry w tym ośrodku. Pacjentem był 18-miesięczny, ciężko poparzony chłopiec. Przeszczep się przyjął i rana zagoiła się w bardzo krótkim czasie. Myślę, że te pierwsze próby, a właściwie ich wyniki utorowały drogę o ministerialne dotacje na stworzenie pierwszego profesjonalnego laboratorium hodowli komórek, które udało nam się zorganizować w Szpitalu im. Rydygiera.

Dlaczego tak ważna jest hodowla skóry? Jakim pacjentom jest ona dedykowana?

Celem inżynierii tkankowej skóry jest ratowanie życia ludziom bardzo poparzonym. W przypadku obszernych i głębokich poparzeń, konwencjonalne metody są niewystarczające. Dostarczenie wyhodowanej skóry i przeszczepienie jej umożliwia w wielu ciężkich przypadkach przeżycie. Co więcej, autologiczny przeszczep wyhodowanej skóry jest bezpieczny i nie immunogenny, bo przygotowany jest z własnych komórek pacjentów. Drugą grupą, której dedykowane są przeszczepy komórek skóry są pacjenci z trudnymi ranami, u których inne metody i próby wygojenia nie przynoszą oczekiwanych rezultatów.

W jaki sposób skóra, jest pobierana od pacjenta?

Chirurg pobiera niewielki wycinek skóry, około pół centymetra kwadratowego, z którego później w warunkach laboratoryjnych izoluje się enzymatycznie pojedyncze komórki skóry i poddaje się je hodowli.

Jak wyglądała droga do oficjalnej rejestracji banku komórek?

Wszystkie próby przeszczepu komórek skóry, jakie udało się nam zrealizować w latach 1999-2010 odbywały się w ramach projektów naukowych za zgodą Komisji Bioetycznej UJ. Najwięcej prób wykonaliśmy we współpracy z prof. Jackiem Puchałą w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie.Przełomem był 2005 rok, gdy zgodnie z zaleceniem Krajowego Centrum Bankowania Tkanek i Komórek zostaliśmy zobowiązani do zastosowania się do przepisów ustawy transplantacyjnej, co było związane z koniecznością poważnej modernizacji laboratorium i ostatecznie w 2010 roku powstała nowa pracownia w Zakładzie Biologii Komórki Wydziału Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii UJ.

W 2013 roku Główny Inspektor Farmaceutyczny i Dyrektor Krajowego Centrum Bankowania Tkanek i Komórek wystosowali komunikat w sprawie zasad uzyskania zgody na wytwarzanie produktów leczniczych terapii zaawansowanych, którymi są wykorzystywane przez nas hodowle komórek. Staranie się o uzyskanie zgody Ministra Zdrowia i Głównego Inspektora Farmaceutycznego było dla nas, a dla mnie w szczególności, nie lada wyzwaniem. Naukowcom ciężko jest odnaleźć się w uporządkowanym i – jak dla nas – nadmiernie zbiurokratyzowanym systemie, jaki obowiązuje wytwórcę produktów leczniczych. Mamy jednak świadomość, że jest to nieodłącznie związane z najwyższą jakością i bezpieczeństwem produktów, które wytwarzamy. Obecnie posiadamy zgodę GIF na wytwarzanie kilku produktów leczniczych terapii zaawansowanej dla wyłączeń szpitalnych.

Jestem szczęśliwa, że od 2010 roku na Uniwersytecie Jagiellońskim funkcjonuje Bank Komórek, że pomagamy pacjentom, zdobywamy wiedzę i doświadczenie w wykorzystywaniu produktów inżynierii tkankowej i że możemy szkolić młodzież, która chce związać się zawodowo z tą obiecującą dziedziną.

Jakie są Pani plany i wyzwania zawodowe?

Bardzo się cieszę, że udało się nam przez te lata doprowadzić do tego etapu, na którym obecnie jesteśmy. Inżynieria tkankowa dynamicznie się rozwija, cieszy się coraz większym zainteresowaniem i uznaniem wśród klinicystów. Myślę, że trzeba stawiać na medycynę regeneracyjną, o której już dziś wiemy, że może stać narzędziem dla rozwiązywania problemów klinicznych, które dotychczas takiego rozwiązania nie znajdowały.

Obecnie mamy świetny warsztat na Wydziale Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii nowoczesny Bank Komórek w Zakładzie Biologii Komórki, specjalizujący się w wytwarzaniu komórek dla pacjentów, dlatego cieszę się, że zapotrzebowanie na produkty lecznicze na rynku medycznym jest coraz większe. Chciałabym, żeby te produkty były szeroko dostępne, a leczenie z ich wykorzystaniem znalazło się w rejestrze procedur refundowanych. Na obecnym etapie naszych badań GIF udzielił nam zgodę na wytwarzanie produktów dla wyłączeń szpitalnych.

Aby wykorzystywać produkty rutynowo, muszą one zostać zarejestrowane przez Europejską Agencję Leków. A to wymaga kilkuetapowych, kosztownych badań klinicznych. Inny, dość istotny problem z tym związany, to wciąż wysokie koszty ich wytwarzania.

A co z kosmetologią, chirurgią estetyczną? Czy w przyszłości będzie można wykorzystywać inżynierię tkankową w takich celach?

Kosmetologia i chirurgia estetyczna to te obszary, w których produkty inżynierii tkankowej błyskawicznie znalazłyby odbiorców. Muszą jednak poczekać na zmiany w regulacjach prawnych, ponieważ obecnie, zgodnie z prawem można je wykorzystywać tylko w leczeniu.

Trzeba stawiać na medycynę regeneracyjną – dr hab. Justyna Drukała
Oceń ten artykuł

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza