VIPy i medycyna

Biznesmeni, menadżerowie, wielcy świata sztuki i kultury w znakomitej większości sądzą, że są Very Important Person, czyli VIP-ami. Jak wygląda ich medycyna „rodzinna”?

Spróbujmy odpowiedzieć na niełatwe pytanie. Kto jest, w danej chwili Bardzo Ważną Osobą, czyli VIP-em? Na pewno za takich uważa się Prezydenta, Premiera, Ministrów i Członków Rządu. Do tej grupy zaliczyć pewno też można Wojewodów, Marszałków Województwa, Senatorów czy Posłów. Za VIP-ów uważają się też ludzie bogaci: biznesmeni, menadżerowie, wielcy świata sztuki i kultury.

Spróbujmy spojrzeć na VIP-a od strony medycyny. Stare, bogate, dobre rody w tzw. Zachodniej Europie, mają swojego jednego lekarza. Jego rolą jest odpowiednie kierowanie ewentualnych pacjentów z rodziny do właściwych specjalistów i kumulowanie w jednym miejscu wiedzy na temat zdrowia członków rodu. Wiadomo, że jeden przypisany do VIP-a lekarz najlepiej potrafi całościowo spojrzeć na pacjenta. Podczas mojego pobytu w USA miałem okazję być gościem lekarskiej, profesorskiej, bogatej rodziny, która mimo profesji medycznej również miała swojego (przypisanego na stałe do rodziny) lekarza.

Polscy biznesmeni, a więc ludzie, którzy należą do wyższej średniej, czy nawet wyższej klasy społecznej, takie rozwiązania mają jeszcze przed sobą. W naszym kraju pokutuje mit, że wykupienie dodatkowego ubezpieczenia zdrowotnego (czytaj wniesienie miesięcznej opłaty) w jednej z dość licznych firm typu „MEDI…” rozwiązuje problem. Otóż nie, ponieważ nawet najlepsi specjaliści, jeśli spojrzeć generalnie, skupiają się głównie na swojej dziedzinie. I tak np. po wypadku komunikacyjnym, którego skutki leczą m.in. ortopedzi, neurochirurdzy, nawet zakończenie etapu rehabilitacji pozostawia pacjenta w medycznej pustce. Instytucja lekarza rodzinnego, która miała pełnić rolę lekarza stale opiekującego się jedną rodziną, z różnych powodów w tym względzie się nie sprawdziła. Zapracowani lekarze rodzinni, pracujący często w wielu miejscach, nie są w stanie obserwować członków rodziny w zdrowiu i w chorobie. Powtórzę i podkreślę, że lekarz, niekoniecznie superspecjalista, będący lekarzem przypisanym do rodziny, w mojej ocenie, powinien pełnić rolę koordynatora badań specjalistycznych, po części recenzenta tych badań, a na samym końcu lekarza podejmującego ostateczne decyzje. Oczywiście, taki lekarz jest opłacany przez rodzinę. Zwykle jest to systematyczne regulowanie w pewnym sensie miesięcznej należności, niezależnie od stanu zdrowia czy choroby.

Na koniec chińska anegdota, sądzę, że prawdziwa. Cesarz chiński płacił osobistemu lekarzowi tylko wtedy, gdy był zdrowy. Gdy chorował, nic nie płacił, a jak umarł, to lekarz towarzyszył mu w ostatniej drodze. Mam nadzieję, że to ostatnie rozwiązanie nie będzie obligatoryjne dla polskich lekarzy.

VIPy i medycyna
Oceń ten artykuł

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza