dr Barbara Zegarska
fot. archiwum prywatne

W medycynie estetycznej jest ogromna luka prawna

ROZMOWA Z PROF. DR HAB. N. MED. BARBARĄ ZEGARSKĄ, DERMATOLOGIEM, ALERGOLOGIEM Z KATEDRY KOSMETOLOGII I DERMATOLOGII ESTETYCZNEJ, COLLEGIUM MEDICUM UNIWERSTETU
MEDYCZNEGO W TORUNIU.

Pani Profesor, odnoszę wrażenie, że w medycynie estetycznej dzieje się coś niedobrego. Przybywa gabinetów oferujących rozmaite zabiegi upiększające, odmładzające, ale jednocześnie coraz częściej słychać o powikłaniach będących konsekwencją takich zabiegów. rozumiem, że w czasach, kiedy piękna twarz staje się wizytówką, otwierającą wiele drzwi, popyt na tego typu usługi musi rosnąć. Ale jeśli za wykonywanie takich zabiegów zabiera się… górnik, który postanowił się przebranżowić i ma za sobą jedynie kilkugodzinny kurs, to coś jest zdecydowanie nie tak…

Zdecydowanie nie tak. Oczywiście powikłania pozabiegowe mogą się przydarzyć każdemu, także lekarzowi, bo błędów nie popełnia tylko ten, kto nic nie robi. Ale lekarz za swoje błędy odpowiada, może być nawet pozbawiony prawa wykonywania zawodu. Tymczasem w medycynie estetycznej mamy dziś wiele nieprawidłowości, wynikających głównie stąd, że brakuje odpowiednich regulacji prawnych, co sprzyja wielu nadużyciom. Zabiegi inwazyjne medycyny estetycznej (iniekcje, osocze, nici) powinny yć wykonywane wyłącznie przez lekarzy – dermatologów, chirurgów, chirurgów plastycznych (w ramach specjalizacji trwającej 5 lat mają szkolenia) czy lekarzy innych specjalności, ale po odpowiednim szkoleniu, Jeśli zabieg ma dotyczyć konkretnego obszaru. Czyli np. okulista wykonuje te zabiegi, które są związane z okolicą oczu, laryngolog będzie wykonywał te, które dotyczą uszu itd.

Tymczasem dziś, właśnie na skutek luk w prawie, zabiegi medycyny estetycznej mogą wykonywać nie lekarze, głównie zajmują się nimi kosmetyczki i kosmetolodzy, ale także osoby absolutnie niezwiązane z medycyną czy kosmetologią.

Fryzjerzy, manikiurzystki, a słyszałam nawet o kelnerze, który robił to gdzieś na zapleczu salonu tatuaży…

Niestety, takie przypadki się zdarzają i nic z tym nie możemy zrobić, choć mieliśmy na ten temat spotkania z posłami, senatorami, piszemy pisma do urzędów państwowych. W ubiegłym roku w marcu spotkaliśmy się w komisji senackiej, poruszając te problemy, zwracając uwagę, że prawo nie nadąża za medycyną estetyczną, niestety nic z tego spotkania nie wynikło. O to, że należy jak najszybciej wprowadzić odpowiednie rozporządzenia, monitują od lat trzy działające na terenie kraju towarzystwa dermatologiczne – Polskie Towarzystwo Dermatologiczne, Stowarzyszenie Lekarzy Dermatologów Estetycznych oraz Polskie Towarzystwo Medycyny Estetycznej i Anti-Aging. Mam nadzieję, że nasze głosy zostaną wreszcie wzięte pod uwagę przez Ministerstwo Zdrowia.

Nie może być tak, że ktoś kończy kilkugodzinny kurs, organizowany niestety również przez lekarzy, otrzymuje certyfikat i już może przeprowadzać zabiegi medycyny estetycznej. Takie certyfikaty są kompletnie bezwartościowe. Wielu potencjalnym klientom jednak wystarczają, by nabrać zaufania do kogoś, kto ma całą ścianę gabinetu wytapetowaną takimi certyfikatami. A oddzielnym problemem jest sam gabinet. To nierzadko zaplecze jakiejś innej placówki, sama widziałam taki „gabinet” na tyłach myjni samochodowej. Tak więc nierzadko te zabiegi są wykonywane nie dość, że nie przez lekarzy specjalistów, to w niehigienicznych warunkach. O powikłania w takich sytuacjach nietrudno.

A jeśli już się pojawią, to wtedy interwencja lekarza jest oczywiście konieczna…

To zależy od rodzaju powikłań. Czasami brak efektu albo niewielkie powikłanie powoduje, że pacjenci szukają innego gabinetu, gdzie inny „specjalista” może dokonać poprawek. Czasami są one jednak na tyle widoczne i dokuczliwe, że trzeba udać się do lekarza. A czasami powikłania ujawniają się kilka miesięcy później i może się zdarzyć, że pacjent nie kojarzy ich nawet z dokonanym wcześniej zabiegiem, ale szuka pomocy u lekarza. Wiele z tych powikłań może być naprawdę poważne, to nie tylko jakieś powierzchniowe zmiany na skórze, ale poparzenia, guzy zniekształcające twarz, infekcje wirusowe czy bakteryjne. Bo każdy zabieg wykonany z naruszeniem ciągłości skóry jest ryzykowny i dlatego powinien być zarezerwowany wyłącznie dla lekarzy. Tak popularne dziś zabiegi jak wypełnianie kwasem hialuronowym, zabiegi z botuliną czy, dziś tak modna trichologia, nieumiejętnie wykonane, mogą zagrażać nawet życiu.
Zagrożenie jest związane także z preparatami stosowanymi w medycynie estetycznej. Te najtańsze, używane w „gabinetach”, nie dość, że mogą okazać się nieskuteczne, to mogą zaszkodzić.

Nie wylewajmy jednak dziecka z kąpielą. Część placówek medycyny estetycznej jest prowadzona zgodnie ze sztuką lekarską, zapewniając pacjentom wysoką skuteczność i bezpieczeństwo. A jednak to nie one są najbardziej popularne, najczęściej odwiedzane…

Niestety, ale to wynika z ceny. Te pseudogabinety z pseudofachowcami przyciągają ceną. Dobra jakość musi kosztować, zwłaszcza materiały. Poza tym na pacjentów działają nieuczciwe chwyty reklamowe. Jeśli przeczytają, że „Tu tanio, szybko i skutecznie usuniesz zmarszczki”, to działa na wyobraźnię. I decydują się, zamiast udać się do renomowanych gabinetów.

Podsumowując, co, Pani zdaniem, jest najpilniejszego do zrobienia, żeby medycyna estetyczna stała się dziedziną bezpieczną dla pacjentów?

Przede wszystkim regulacje prawne, a więc konieczność zajęcia stanowiska przez odpowiednie urzędy administracji państwowej.

Rozmawiała Bożena Stasiak
Oceń ten artykuł

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza