prof. Bogusław Machaliński
FOT. FOTO EVEREST STUDIO FOTOGRAFICZNE

W życiu warto stawiać sobie cele, których jeszcze nie dostrzeżono

ROZMOWA Z PROF. DR. HAB. N. MED. BOGUSŁAWEM MACHALIŃSKIM, REKTOREM POMORSKIEGO UNIWERSYTETU MEDYCZNEGO, KIEROWNIKIEM KATEDRY FIZJOPATOLOGII I ZAKŁADU PATOLOGII OGÓLNEJ, SPECJALISTĄ CHORÓB WEWNĘTRZNYCH, TRANSPLANTOLOGII KLINICZNEJ, HEMATOLOGII.

Panie Profesorze, prowadził Pan i nadal prowadzi szereg badań, dotyczących biologii komórek macierzystych, mechanizmów ich proliferacji i różnicowania, terapii komórkowo-genowej w leczeniu chorób degeneracyjnych i uwarunkowanych genetycznie oraz chorób
hematologicznych – szpiczaka plazmocytowego i białaczek. Jednocześnie jest Pan specjalistą chorób wewnętrznych, transplantologiem. Co spowodowało, że zainteresował się Pan obszarem, który ma tak duży potencjał – mam na myśli komórki macierzyste, ale jest raczej dość daleki od chorób wewnętrznych?

W połowie lat 90. pojechałem do Filadelfii na Uniwersytet Pensylwania, gdzie miałem możliwość uczestniczenia w badaniach związanych z nowatorską metodą leczenia przewlekłej białaczki szpikowej metodą oligomerów antysensowych. Dziś ta metoda nie jest już nowatorska, ale wówczas byłem pod wielkim wrażeniem. Postanowiłem iść w tym kierunku i już w kraju kontynuować badania nad chorobami hematoonkologicznymi, w szczególności w aspekcie krwiotwórczych komórek macierzystych. Jednocześnie zainteresowałem się innymi obszarami, w których takie komórki można wykorzystać – w okulistyce, neurologii.

Komórki macierzyste od kilkunastu lat są już wykorzystywane w terapiach wielu chorób, m.in. układu krwiotwórczego i chłonnego, w medycynie regeneracyjnej. Ale, co widać na przykładzie Pańskich prac i zainteresowań, wciąż jest w nich jeszcze sporo do odkrycia?

Jak najbardziej. Ich biologia, sposób pozyskiwania wymaga dalszych badań. Ich źródłem jest krew pępowinowa, szpik, ale znajdują się też w krwi obwodowej, także w skórze, tłuszczu, wątrobie, zębach, mieszkach włosowych, ośrodkowym układzie nerwowym. Metody pozyskiwania i wykorzystywania komórek macierzystych mogą być różne, różnie też mogą się one potem zachowywać, właśnie w zależności od metody. I to jest spore pole dla naukowca.

Mówiąc o metodach pozyskiwania komórek macierzystych, chyba przez skromność nie wspomniał Pan o prototypowym urządzeniu do pobierania krwi pępowinowej, które zostało już wdrożone, za co w ubiegłym roku otrzymał Pan Zachodniopomorskiego Nobla…

Istotnie, moje badania podstawowe i ten zestaw zostały wyróżnione w konkursie Zachodniopomorskiego Klubu Liderów Nauki. Ponieważ komórki macierzyste z pewnością kryją w sobie jeszcze wiele tajemnic, ich pozyskiwanie jest bardzo ważne. A te z krwi pępowinowej odznaczają się dużym potencjałem proliferacyjnym, mogą być wykorzystywane zarówno w przeszczepach auto-, jaki allogenicznych. I co istotne, krew pępowinowa zawiera nie tylko krwiotwórcze komórki macierzyste, dające początek komórkom krwi, ale także tkankowe komórki macierzyste, np. komórki mezenchymalne, dające początek innym tkankom, np. komórkom tkanki nerwowej, kostnej, mięśniowej, nerwowej.

Ten Nobel jest przykładem, że Pańskie badania mają bardzo praktyczny wymiar, to nie jest „sztuka dla sztuki”, co niestety wśród naukowców wcale nie jest rzadkim zjawiskiem. Kolejny przykład – zastosowanie krwi pępowinowej u noworodków przedwcześnie urodzonych.

Udało nam się, to znaczy całemu mojemu zespołowi, określić pewne mechanizmy związane z komórkami krwiotwórczymi. Im więcej znajdowałoby się ich w krwi pępowinowej, tym mniejsze szanse na rozwinięcie się powikłań u dzieci przedwcześnie urodzonych, także tych ze strony ośrodkowego układu nerwowego. Wcześniaki, na skutek niedojrzałości, stosunkowo szybko rozwijają niedokrwistość. Zamiast jednak podawać takiemu niedojrzałemu noworodkowi erytrocyty osoby dorosłej z banku krwi, podajemy mu jego własną, uprzednio pozyskaną, pełną krew pępowinową, zawierającą oprócz krwinek czerwonych mieszaninę komórek macierzystych. W ten sposób po paru dniach w organizmie noworodka krążą ponownie wszystkie jego własne komórki macierzyste, utracone z łożyskiem tuż po urodzeniu, zapewniając mu fizjologiczną odporność i lepszy rozwój naczyń oraz tkanki nerwowej.

Tę metodę wdrażamy teraz we współpracy z neonatologami na oddziałach noworodkowych, staramy się o pozyskanie środków na jej realizację. Już teraz mogę powiedzieć, że jest to metoda unikalna na skalę światową.

W hematoonkologii, na co zwracają uwagę eksperci, w ostatnich latach dokonał się ogromny postęp. Szpiczak mnogi, białaczki – to choroby, które ze śmiertelnych mogłyby stać się chorobami przewlekłymi. I w wielu krajach, w których chorzy mają dostęp do nowoczesnych terapii, czas przeżycia bardzo się wydłużył. W Polsce dostęp do takich leków wciąż jest ograniczony. I na to Pan, jak również inni naukowcy, nie macie wpływu. Ale na odkrywanie nowych cząsteczek jak najbardziej. Czy takie cząsteczki bądź nowe mechanizmy działania już odkrytych leżą w Pana zainteresowaniach?

Na początek chciałbym zwrócić jednak uwagę, że w hematologii faktycznie możemy dziś mówić o wręcz niewiarygodnym postępie, jednak obszar schorzeń neurodegeneracyjnych pozostaje wciąż wyzwaniem dla medycyny. Nie mamy skutecznych leków, ale cień nadziei dają właśnie terapie komórkowe. A  jako hematolog, badacz, jestem jak najbardziej tymi problemami zainteresowany. Jeśli chodzi np. o szpiczaka, jedną z najczęstszych chorób hematoonkologicznych, na którą coraz częściej zapadają młodsi, choć do niedawna była ona diagnozowana głównie u osób po 65. roku życia, chcę się skupić na podłożu molekularnym, prześledzić postęp choroby, określić, dlaczego ta choroba tak różnie się rozwija. Może uda się ustalić markery, dzięki którym z wyprzedzeniem będzie można przewidzieć jej postęp. Interesuje mnie również problem angiogenezy w nowotworach rozproszonych, bo ta, w przeciwieństwie do angiogenezy w guzach litych, jest inna. A przywracając prawidłową angiogenezę, zapewnimy lepsze dotarcie leków, co już ma bardzo praktyczne przełożenie. Teraz, we współpracy z kilkoma ośrodkami klinicznymi w  Polsce, realizujemy projekt poświęcony szpiczakowi plazmocytowemu.

A jeśli już jesteśmy przy praktycznych aspektach… Dzięki Pana staraniom w zeszłym roku w Szpitalu Klinicznym Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego został uruchomiony pierwszy w Zachodniopomorskiem Oddział transplantologii szpiku.

To wielkie ułatwienie dla chorych, którzy przedtem musieli jeździć do innych, często odległych placówek. Zamierzamy przeprowadzać ok. 100 przeszczepień rocznie.

Niektórzy naukowcy przez całe życie pozostają jedynie naukowcami, inni – i Pan do nich należy – łączą, na dodatek perfekcyjnie, teorię z praktyką. To tędy droga?

Praktyka kliniczna jest dla badacza bardzo ważna. Mówię o  tym, bazując na swoich doświadczeniach, bo kolejno zdobywane specjalizacje – z  chorób wewnętrznych, I i II stopnia, transplantologii, hematologii, wiązały się z kontaktem z pacjentami. Właśnie praca z chorymi pozwala, z jednej strony, na weryfikację kwalifikacji, a z drugiej – stanowi prawdziwe spełnienie powołania lekarskiego.

Szczera rozmowa z pacjentami umożliwia nie tylko nawiązanie dobrych relacji, ale również nieustanne pogłębianie własnego doświadczenia. Każdy chory jest przecież indywidualnym przypadkiem. Kiedy więc podążam do pracy w Klinice Hematologii i Transplantologii Szpiku, zawsze zadaję sobie pytanie, czego nowego nauczę się dziś dzięki rozmowom z moimi pacjentami. I rodzą się pomysły, kolejne cele. A w życiu warto stawiać sobie cele, których jeszcze nie dostrzeżono.

Kim jest dla Pana pacjent?

Dla mnie, ale i dla każdego lekarza, powinien być najwyższym podmiotem, istotą człowieczeństwa.

Rozmawiała: Bożena Stasiak 
Oceń ten artykuł

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza