fot. archiwum prywatnie

Ziołolecznictwo sprawdza się w praktyce kardiologicznej

Z DR. KRZYSZTOFEM BŁECHĄ, INTERNISTĄ, SPECJALISTĄ REHABILITACJI
MEDYCZNEJ, CZŁONKIEM SEKCJI FITOTERAPII PTL, ROZMAWIA KATARZYNA PINKOSZ.

Wielu lekarzy z dużym dystansem podchodzi do medycyny naturalnej, uważając, że to metody niesprawdzone i nie jest to medycyna oparta na faktach. Jakie powinno być miejsce ziołolecznictwa w medycynie?

Naturalne metody leczenia, w tym ziołolecznictwo, faktycznie nie mają tak dobrze udokumentowanego działania leczniczego jak leki syntetyczne, dlatego często spotykają się z dystansem ze strony lekarzy. Brakuje solidnych badań opartych o EBM, lekarze obawiają się też, że nie mają one odpowiedniego profilu bezpieczeństwa. Jednak takie podejście nie jest zgodne z aktualnym trendem. Badania Światowej Organizacji Zdrowia pokazały, że medycyna tradycyjna ma swoje miejsce w terapii. WHO na podstawie badań, które prowadziła przez wiele lat na świecie, doszła do wniosku, że naturalne, tradycyjne sposoby leczenia powinny być implementowane do tych procedur medycznych, które są obecnie szeroko stosowane. To dobrze się sprawdza zwłaszcza na poziomie POZ.

Jakie jest zdanie WHO odnośnie do medycyny naturalnej?

Dyrektor generalny WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus powiedział, że medycyna tradycyjna jest „zasobem, z którego powinniśmy korzystać, rodzajem aktywów, które mamy i powinniśmy wykorzystywać dla dobra ludzkości”. Wnioskiem z przeprowadzonych na całym świecie badań epidemiologicznych było, że jeśli zastosuje się naturalne metody leczenia, to pacjenci rzadziej trafiają do szpitala, jest mniejszy współczynnik zgonów, a system opieki zdrowotnej jest tańszy. To wnioski ujęte w raporcie WHO dotyczącym medycyny tradycyjnej. WHO stworzyła strategię rozwoju medycyny naturalnej na świecie, którą zaczęła realizować w 2014 roku. Zdaniem WHO, medycyna naturalna powinna być łączona z tzw. medycyną konwencjonalną. Została nawet zmieniona nazwa jednego z departamentów WHO na „departament medycyny integracyjnej”. WHO uważa, że należy połączyć te dwa sposoby leczenia. Twierdzenie, że medycyna naturalna nie ma podstaw naukowych, okazuje się błędne. WHO uznała, że terapie naturalne są korzystne i powinny zostać wprowadzone do medycyny głównego nurtu. Zarówno na wschodzie, jak i na zachodzie Europy istnieją katedry naturolecznictwa – np. w Niemczech, Białorusi, Rosji, Ukrainie. Podczas obrad parlamentarnego Zespołu ds. Polskiego Zielarstwa dr Dariusz Szabela, wiceprezes sekcji Fitoterapii Polskiego Towarzystwa Lekarskiego, wręcz sugerował odbudowanie – na bazie ostatnich katedr balneologii, które jeszcze w Polsce pozostały – katedr naturolecznictwa.

Dr Paloma Cuchi, dyrektor biura WHO w Polsce, powiedziała, że WHO jest w stanie udzielić wszelkiej pomocy, aby naturalne metody implementować do medycyny głównego nurtu. To się dzieje w Europie i na świecie, natomiast Polska pozostała wyspą, gdzie się z takich metod wyśmiewa. Świat mówi coś innego. Raport WHO liczy 70 stron, w tym 20 to przypisy naukowe, na podstawie których stworzono tę strategię.

To znaczy: czy przeprowadzono badania dotyczące ziołolecznictwa, czy nie? Czy istnieją randomizowane badania naukowe, które potwierdzają skuteczność stosowania leków ziołowych?

Są, jednak niewiele surowców zielarskich ma takie monografie. Nie ma niestety dobrej jakości badań dla preparatów złożonych z kilku surowców, a istotą ziołolecznictwa jest stosowanie mieszanek ziołowych. Z tradycji wynika, że to one działają najlepiej.

Wynika z tradycji, czyli badań nie ma?

Tradycyjna medycyna chce iść w kierunku badań klinicznych, są one jednak bardzo kosztowne. Niektóre surowce roślinne mają swoje monografie, np. liść miłorzębu japońskiego, ziele dziurawca. Są też produkty, które można zaliczyć do żywności prozdrowotnej. Wiedzą o tym szczególnie kardiolodzy: np. czerwone wino ma właściwości prozdrowotne. Na jednym z kongresów kardiologicznych była nawet sesja naukowa „Wino jest dobre dla serca”. Powstała też publikacja prof. Władysława Sinkiewicza „Wino dobre dla serca”, nasycona przypisami naukowymi nt. wina bogatego w resweratrol, recenzowana przez prof. Krzysztofa Filipiaka. Moda na czerwone wino rozpoczęła się po badaniu MONICA, które w kilkunastu krajach objęło 8 mln osób. Dowiedziono w nim, że czerwone wino hamuje rozwój chorób serca. Powstało wtedy słynne sformułowanie o francuskim paradoksie: Francuzi, którzy spożywają wiele produktów bogatych w tłuszcze, nie mają aż tak dużo incydentów sercowo-naczyniowych jak Niemcy, którzy preferują zamiast wina picie piwa.

Z drugiej strony onkolodzy twierdzą, że nawet niewielkie ilości alkoholu wypijane często mogą działać pronowotworowo.

Dlatego należy do tego podejść w sposób medyczny. Można mówić o prozdrowotnych właściwościach wina, ale można też zrobić ekstrakt ze skórek winogron, dokonać standaryzacji na zawartość resweratrolu i podawać jako krople podjęzykowe. Efekt prozdrowotny zażycia w ten sposób 10-20 kropli będzie odpowiadał wypiciu 3-4 lampek czerwonego wina.

Co jest dobrego w resweratrolu?

Główne własności resweratrolu to działanie ochronne na śródbłonek naczyń krwionośnych. Resweratrol działa antyoksydacyjnie i przeciwzapalnie, zapobiega incydentom sercowo-naczyniowym. Utrudnia tworzenie się zakrzepów w naczyniach krwionośnych i zapobiega incydentom niedokrwiennym. U niektórych pacjentów jest w stanie łagodnie obniżyć ciśnienie. Hamuje te uszkodzenia nerek, które są wywołane nadciśnieniem. Są też badania, które pokazują, że hamuje rozwój nefropatii cukrzycowej. Dowiedziono również, że resweratrol działa przeciwstarzeniowo. W badaniach na zwierzętach wykazano, że aktywuje on sirtuiny. Te białka są również aktywowane w wyniku stosowania diety niskokalorycznej. Już wiele lat temu zauważono, że mieszkańcy japońskiej wyspy Okinawa wolniej się starzeją i rzadziej zapadają na choroby cywilizacyjne. Ich dieta jest o ok. 40 proc. mniej kaloryczna niż nasza. Badania epidemiologiczne potwierdziły, że osoby, które mają niskokaloryczną dietę, żyją dłużej. Przypuszcza się, że jednym z mechanizmów jest właśnie to, iż dieta niskokaloryczna stymuluje białka – sirtuiny, które uczestniczą w naprawie DNA. Okazało się jednak, że podobnie działa resweratrol. Mamy więc ten sam efekt biochemiczny, ale nie na skutek głodzenia, tylko picia wina lub stosowania resweratrolu.

Resweratrol nie jest jednak w formie leku, tylko suplementu diety. Skąd mamy wiedzieć, czy faktycznie jest on w suplemencie w takiej ilości jak to jest podane na opakowaniu i wywiera efekt prozdrowotny?

Kupując suplementy diety, trzeba zwrócić uwagę na to, czy są to produkty standaryzowane. Producenci suplementu diety nie mają obowiązku standaryzowania ekstraktów na zawartość substancji czynnych, jeśli jednak zamieszcza się taką informację na opakowaniu, to musi ona być przestrzegana. Dlatego powinno się wybierać produkty standaryzowane. Sądzę, że zdecydowana większość producentów suplementów to producenci farmaceutyczni, którzy opierają się na systemie kontroli jakości. Warto więc zwrócić uwagę na to, czy producent deklaruje na opakowaniu zawartość substancji czynnych.

Resweratrol stosuje się w zapobieganiu chorobom serca?

Nie tylko; oprócz profilaktyki można go również stosować podczas leczenia chorób sercowo-naczyniowych.

To bezpieczne? Nie będzie wchodzić w interakcje ze stosowanym leczeniem?

Ważna jest forma podania. Najlepiej przyswajalny jest resweratrol w kroplach podjęzykowych, w których stężenie alkoholu wynosi ok. 20%. Wówczas wchłanianie substancji czynnej do krwi obwodowej ma miejsce już w jamie ustnej. Dzięki temu nawet małe dawki, tożsame z ilością resweratrolu obecną w 2-3 lampkach wina, działają efektywnie. Resweratrol w kapsułkach, które się połyka, wchodzi w metabolizm wątrobowy i faktycznie może zaburzyć metabolizm innych przyjmowanych leków, np. stosowanych statyn.

Czy oprócz resweratrolu warto polecić kardiologom do stosowania jeszcze inne substancje ziołowe?

Bardzo dobrze udokumentowanym surowcem jest kwiatostan głogu, który może się sprawdzać zwłaszcza na początku leczenia kardiologicznego oraz u pacjentów starszych. Działa antyoksydacyjnie, dzięki czemu hamuje rozwój miażdżycy, łagodnie uspokajająco, zmniejsza pobudliwość mięśnia sercowego, może być stosowany w profilaktyce zaburzeń rytmu pracy serca. U osób, które mają zwolnioną akcję serca, łagodnie ją przyspiesza. Usprawnia przewodnictwo potencjału czynnościowego w mięśniu sercowym. Wspomaga pracę serca, zwiększa jego kurczliwość oraz wydolność. Obniża obwodowy opór naczyniowy, dzięki czemu przyczynia się do stabilizacji ciśnienia tętniczego krwi. To jest surowiec, który można zarówno pić pod postacią herbatki, jak i przyjmować w postaci kropli. Można również stosować mieszanki połączone z innymi surowcami działającymi korzystnie, takimi jak np. ziele serdecznika.

A działania uboczne kwiatostanu głogu, jeśli chory przyjmuje inne leki?

Na pewno nie można go przyjmować w przypadku nadwrażliwości na surowiec. Pacjenci, którzy stosują ekstrakty z kwiatostanu głogu, mogą wymagać nieco większych dawek betablokerów.

To oznacza, że pacjenci nie powinni surowców ziołowych stosować na własną rękę.

Oczywiście, leki zawsze powinni polecać lekarze. Niestety, nie są kształceni w kierunku używania leków ziołowych. Włączenie do medycyny głównego nurtu surowców zielarskich o dobrze udokumentowanych działaniach może być czymś, co otworzy medycynę na nowe metody terapeutyczne. Świat tak robi. WHO nie ma wątpliwości, czy medycyna naturalna działa, czy nie. W takich krajach jak Japonia modna jest medycyna kampo, w Chinach leczy się akupunkturą i ziołami, a pacjent zawsze jest pytany, jak chciałby być leczony. W Polsce od wieków znane jest ziołolecznictwo. Niestety, na studiach lekarskich dziś się go nie uczy, dlatego młodzi lekarze podchodzą do tych metod z dystansem.

Są uczelnie medyczne w Polsce, które mają w programie ziołolecznictwo?

Takim ośrodkiem jest UM w Poznaniu, gdzie odbywają się fakultatywne zajęcia z leku roślinnego. Są tam też studia podyplomowe z ziołolecznictwa prowadzone przez prof. Irenę Matławską i prof. Wiesławę Bylkę – ja również mam tam zajęcia jako praktyk ziołolecznictwa. W czasie obrad Zespołu Parlamentarnego ds. Polskiego Zielarstwa jako Sekcja Fitoterapii PTL, złożyliśmy uwagi do ustawy o szkolnictwie wyższym. Zrobili to również posłowie i senatorowie wchodzący w skład zespołu. Postulowaliśmy 15-godzinny program edukacyjny dotyczący leków roślinnych dla studentów medycyny. Farmaceuci są szkoleni w tym kierunku, ale lekarze nie. Jeśli jednak nie nauczymy studentów medycyny i lekarzy, by stosowali leki ziołowe, to pacjenci pójdą się leczyć do nie-lekarzy.

Wielu pacjentów chce się leczyć w sposób naturalny.

Zauważono to na świecie. W Szwajcarii w referendum większość osób zagłosowała za wprowadzeniem naturalnych terapii do systemu gwarantowanych świadczeń zdrowotnych. Pacjenci mają refundowane świadczenia z zakresu ziołolecznictwa, akupunktury.

Jak to się stało, że zainteresował się Pan metodami naturalnymi?

Jako student medycyny doświadczyłem problemów zdrowotnych, trafiłem do zielarza zakonnego, o. Grzegorza Sroki. Odzyskałam zdrowie. O. Grzegorz zapytał mnie wtedy, czy studenci są uczeni na temat ziół. Odpowiedziałem, że jestem dopiero na drugim roku, więc jeszcze nie, ale na pewno będą takie zajęcia. Wtedy faktycznie jeszcze były, jednak w bardzo ograniczonym wymiarze. Ja jednak tym się zainteresowałem. Jestem internistą, specjalistą rehabilitacji medycznej, stosuję te metody w swojej praktyce. Kontaktują się ze mną młodzi lekarze, pytając, jak tę wiedzę pogłębiać. Łatwo im nie będzie, jesteśmy jednak pod skrzydłami WHO, to wytrąca oręż prześmiewcom.

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza