Waldemar Kraska
fot. Tomasz Adamaszek

Znaleźć lek na niedostatek kadr

Z senatorem Waldemarem Kraską, przewodniczącym senackiej Komisji Zdrowia, rozmawia Katarzyna Pinkosz.

Co według Pana jest sukcesem, jeżeli chodzi o pracę senackiej Komisji Zdrowia i Pana osobiście w tym półroczu?

Jeżeli chodzi o prace legislacyjne, to zdominowała je ustawa o ratownictwie medycznym, która była odwlekana i przekładana w Sejmie. To ustawa oczekiwana przez środowisko ratowników medycznych, spełniała naszą obietnicę wyborczą, czyli upaństwowienie ratownictwa medycznego. Pod koniec przyszłego roku na rynku ratownictwa medycznego będą mogły funkcjonować już tylko podmioty publiczne. Ustawa w zasadniczy sposób porządkuje działalność centrów dyspozytorskich, które przyjmują wezwania. Od 2021 roku zostaną one przejęte przez wojewodów, którzy będą odpowiadali za ich działalność.

Wszystkie zmiany są po to, żeby skrócić czas od momentu, kiedy dzwonimy po pogotowie, do czasu otrzymania pomocy. Sieć informatyczna jest tak rozwinięta, że nie ma znaczenia, czy dyspozytornia znajduje się w małej miejscowości, czy w dużym mieście. Ta ustawa była naszym głównym zadaniem w tym półroczu. Bój toczył się przez kilka miesięcy.

Przeciw nacjonalizacji pogotowia protestował m.in. Falck.

Trudno wyobrazić sobie prywatne podmioty w policji, dlatego również ratownictwo medyczne zostało upaństwowione. Państwo bierze w 100 proc. odpowiedzialność za dostęp do ratownictwa medycznego. Wcześniej zdarzały się przypadki, kiedy podmiot prywatny z dnia na dzień wypowiadał umowę, ponieważ doszedł do wniosku, że jest to dla niego nieopłacalne. A trudno sobie wyobrazić, żeby pacjent na danym terenie nie miał dostępu do karetki pogotowia. I właśnie obawa przed taką sytuacją determinowała proces upaństwowienia. Kilka podmiotów prywatnych, które działają na polskim rynku (szczególnie firma Falck, która ma ponad 100 ambulansów), nie będzie mogło świadczyć usług pogotowia. Będą jednak mogły świadczyć inne usługi w sferze medycznej – np. transporty dla oddziałów szpitalnych. Tak więc nie znikną z rynku.

Ich potencjał nie przepadnie?

Myślę, że nie. Lekarze ratownicy znajdą na pewno pracę w innych podmiotach. A jeśli chodzi o bazę sprzętową, to będzie wykorzystana w inny sposób.

Co jeszcze uważa Pan za sukces?

Uruchomienie pilotażu e-recepty w Siedlcach i w Skierniewicach. Wielokrotnie krytykowała to opozycja, uważając, że będzie to utrudnieniem dla ludzi starszych. Nie ma takiego ryzyka, gdyż jeśli ktoś jest przyzwyczajony do wersji papierowej recepty, to ją dostanie. Idąc do apteki, pokażemy tylko wydruk. Odpadnie problem z nieczytelnością recepty, co stwarzało niebezpieczeństwo, że zostanie wydany inny lek niż został zapisany, oraz problem z jej zagubieniem. Nawet jeżeli wydruk zostanie zagubiony, to e-recepta będzie znajdowała się w systemie, lekarz rodzinny będzie widział, czy pacjent zgłaszający się po kolejną dawkę leków wykupił te poprzednie. Myślę, że kontrola stanie się dokładniejsza.

Pilotaż, który będzie działał do końca września w Siedlcach i Skierniewicach, być może pokaże jakieś słabe punkty tego rozwiązania, myślę jednak, że kierunek jest dobry. Jest jeszcze jeden pozytywny aspekt tego rozwiązania. Bywa, że nie wszystkie leki przepisane na recepcie dostępne są w danej aptece. Dzięki e-recepcie nie trzeba będzie czekać, aż zostaną sprowadzone, tylko można iść do innej placówki i tam je zakupić.

Wszyscy czekamy, aż informatyzacja pójdzie dalej. Chcielibyśmy, żeby np. lekarz mógł podejrzeć wyniki badań, które wykonaliśmy w innej przychodni.

Idziemy w tym kierunku. Już wprowadzamy e-zwolnienie. Do tej pory korzystało z tego ok. 1/4 lekarzy w Polsce, teraz jest ich już więcej. Odczuwalny jest lekki opór mentalny ze strony lekarzy starszych. Młodzi lekarze mówią jednak, że już by nie wrócili do wersji papierowej, ponieważ nie trzeba chodzić po druki do ZUS, a w przypadku pomyłki nie trzeba ponownie wypisywać zwolnienia i go wysyłać. Można to od razu poprawić w systemie i tego samego dnia zwolnienie jest w ZUS. Uszczelni to też system, gdyż do tej pory krótkie zwolnienia były poza kontrolą ZUS.

W tym półroczu działa już pełną parą sieć szpitali. Jak Pan ją ocenia? Opozycja ocenia ją bardzo źle.

Są już pierwsze podsumowania zrobione przez ministerstwo. Szpitale, które znalazły się w sieci, dostały więcej pieniędzy niż wcześniej. Muszą pilnować wykonania procedur, ponieważ inaczej NFZ zmniejszy im fundusze. Jest tendencja, żeby wykonywać procedury w 100 proc., okazało się, że niektóre szpitale to nawet przekroczyły. Myślę, że dostaną za to dodatkowe pieniądze. Niewykonanie ryczałtu powoduje, że pieniądze idą do tych szpitali, które wykonały więcej procedur.

Co chciałby Pan, żeby w ochronie zdrowia zmieniło się w drugim półroczu?

Nie wszystko da się zrobić od razu z dnia na dzień, a obecnie największym problemem są jednak braki kadrowe. To determinuje problemy w całej ochronie zdrowia. Widać wszędzie niedostatek lekarzy, ratowników medycznych i pielęgniarek. Często zaburza to działalność poszczególnych jednostek, np. POZ, gdzie lekarz rodzinny jest na wagę złota. Wiele oddziałów szpitalnych ma także problemy kadrowe. My, jako rząd Prawa i Sprawiedliwości, jako Ministerstwo Zdrowia, zwiększyliśmy ilość przyjęć na studia na kierunki medyczne. Zmiana jednak nie dokona się z dnia na dzień.

Chcemy jeszcze zwiększyć kształcenie na uniwersytetach medycznych i zatrzymać młodych lekarzy kończących studia, aby nie wyjeżdżali z Polski.

Chcemy także, aby do Polski przyjeżdżali lekarze w ramach repatriacji. Byliśmy ostatnio z wizytą w Kazachstanie i rozmawialiśmy z tamtejszą Polonią. Na spotkanie przyszło wielu lekarzy, którzy chętnie wróciliby do Polski, muszą jednak zdać egzamin z języka polskiego i certyfikować swoje dyplomy. Rozmawiamy z rektorami naszych uczelni o kursach przygotowawczych, żeby ci lekarze mogli w nasz system łatwiej wejść.

Cały czas szukamy sposobów, aby zasilić kadry medyczne.

Dla tych ludzi, którzy byli przez lata zapomnieni przez Polskę, to szansa na powrót.

Nasz wyjazd do Kazachstanu był niezwykle wzruszający. Polacy tam mieszkający cały czas pamiętają o ojczyźnie. Chcą wrócić do Polski zarówno osoby starsze, jak i młodzi ludzie. Chwytało za serce, że pomimo tylu lat tam przeżytych, trudności i takiej odległości cały czas kultywują polskie tradycje i cały czas czują się Polakami. Mam nadzieję, że każdy, kto będzie chciał, wróci do Polski.

Z brakami kadry medycznej jest też związany problem kolejek.

Tak, to bardzo doskwiera pacjentom i jest wyznacznikiem skuteczności reform w ochronie zdrowia. Jest jednak już pewien postęp: ostatnio NFZ opublikował dane dotyczące liczby wszczepionych endoprotez stawów biodrowych i kolanowych. Liczba tych zabiegów zdecydowanie wzrosła, a tym samym kolejka oczekujących na zabiegi zmniejsza się. Podobnie jest z operacjami zaćmy, na które czeka wiele osób. Ministerstwo będzie przeznaczać sukcesywnie większe środki tam, gdzie kolejki są najdłuższe.

A jakie zmiany są dla Pana najbliższe sercu? Czym chciałby się Pan zająć?

Jestem lekarzem i cała ochrona zdrowia jest mi bliska, bo służy pacjentom. Dwa oddziały są jednak dla mnie szczególne – w szpitalu w Sokołowie Podlaskim, gdzie pracuję jako chirurg, oraz w szpitalu uniwersyteckim WUM na Banacha. Jest tam doskonała kadra, są świetni chirurdzy, wyposażenie światowej klasy, niestety infrastruktura oddziałów – stan łóżek, stan pomieszczeń – uwłacza godności pacjenta. Przez wiele lat nie było tam żadnych remontów. Bardzo bym chciał pomóc tym dwóm oddziałom i znaleźć środki finansowe na ich modernizację.

Cały czas Pan operuje?

Z bólem serca muszę przyznać, że coraz mniej. Staram się jednak przynajmniej raz w tygodniu być na oddziale chirurgicznym szpitala, w którym pracuję.

Lubię być na bloku operacyjnym. To niesamowite przeżycie, jak ma się przed sobą pacjenta, któremu trzeba pomóc. W chirurgii fascynujące jest to, że efekty operacji widać od razu – pacjent już na drugi dzień jest w innej dyspozycji. Daje to dużą satysfakcję, dlatego wybrałem chirurgię. Wiąże się to jednak z ogromnym stresem, ponieważ czynności, które wykonujemy, są czasami nieodwracalne. Niekiedy trzeba kilka razy zastanowić się, jak postąpić.

Co Pan ostatnio operował?

Specjalizuję się w chirurgii miękkiej, ogólnej. Operuję tarczycę, pęcherzyki żółciowe, przepuklinę, żołądek. Ostatnio operowałem pęcherzyk żółciowy.

Pracuje Pan jako chirurg, jeździ też w pogotowiu. Czy dzięki temu widzi Pan skutki działań legislacyjnych, które wprowadza w parlamencie?

To jest zupełnie inne spojrzenie. Widzimy, jakie odzwierciedlenie mają akty prawne, które tutaj tworzymy, czy są dobre dla pacjentów i pracowników ochrony zdrowia. Czy one działają, czy coś trzeba poprawić. Widzę też, jak bardzo rozwinięta jest biurokracja w ochronie zdrowia. Obciąża ona lekarzy i pielęgniarki. Podobno rezydent w szpitalu poświęca 60 proc. czasu na wypełnianie dokumentacji medycznej, lekarz – 30 proc. Dotyczy to także pielęgniarek. Szkoda tego czasu, powinno się go poświęcić pacjentowi. To też ma się zmienić, dzięki temu, że pojawią się nowe zawody, jak sekretarka medyczna czy asystent medyczny, co znacznie ułatwi pracę.

Znaleźć lek na niedostatek kadr
Oceń ten artykuł

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza