Inteligencja w czasach gorączki wyborczej

Idą wybory. Cała seria. Jesienią – samorządowe, wiosną – do Parlamentu Europejskiego, za rok do Sejmu i Senatu, a na koniec – prezydenckie.

To będą czasy obietnic bez pokrycia, odwoływania się do stereotypów, myślenia życzeniowego, manipulowania danymi statystycznymi oraz powtarzanych w nieskończoność politycznych zaklęć, które mają – zgodnie z zasadą Goebbelsa, że sto razy powtórzone kłamstwo staje się prawdą – stać się aksjomatem politycznej wiary, czy jak kto woli – oczywistą oczywistością.

Polityczni medialni gladiatorzy będą nas teraz wszelkimi sposobami przekonywali do racji swoich partii. Ich ruchem będą starowali spece od wizerunku i kampanii wyborczych. To oni będą przekazywali politykom tak zwane wytyczne oraz propagandowe hasła, które mają dotrzeć do jak największej liczby odbiorców i zapaść im jak najgłębiej w świadomość. Założenie jest następujące: ludzie w swojej masie niewiele wiedzą, bardzo mało pamiętają, a jeszcze mniej kojarzą. Można więc wcisnąć im do głowy każdą bzdurę. Tak zwany „ciemny lud” nie chce prawdy. Chce potwierdzenia swoich przekonań. Nie chce wiedzy, analiz, wątpliwości. Chce zapewnień, że jego przekonania są najsłuszniejsze i że ma prawo nawet do najbardziej haniebnych poglądów. Chce prostych recept na najbardziej skomplikowane problemy i chce ich natychmiast.

W tej sytuacji podczas kampanii wyborczej ludzie o skłonnościach do samodzielnego myślenia i poddawania analizie dyskursów politycznych przeżywają silny stres oraz inteligenckie wyobcowanie. Popadają w nerwowość i często nie wierzą własnym uszom. Nerwowo szukają mniejszego zła i mają poczucie, że nikt ich w polityce nie reprezentuje. Z łatwością potrafią wskazać opcje, które im nie odpowiadają i uzasadnić dlaczego, ale nie potrafią wskazać nikogo, kto by im w pełni odpowiadał. Przeżywają nerwowo sondaże, które utwierdzają ich w poczuciu wyobcowania. Zniechęcają się do aktywności społecznej i politycznej. Gdy ich wzburzenie sięga zenitu – niektórzy próbują udziału w rozmaitych manifestacjach przeciwko czemuś. Oferta manifestacji za czymś pozytywnym jest dużo uboższa. Glowy im puchną od jazgotu politycznych sporów oraz informacyjnego szumu w coraz bardziej tabloidowych mediach. Patrzą z przerażeniem, jak giną wdeptywane w wyborcze błoto kolejne autorytety. Jak zły pieniądz polityki wypiera lepszy. Jak się panoszy ignorancja, pycha, brak szacunku do myślących inaczej lub choćby tylko wątpiących albo obawiających się. Jak padają pod ciosami politycznych cepów takie wartości, jak dobre wychowanie i szacunek dla czyichś dokonań, wiedzy i doświadczenia.

W tej sytuacji próby przeciwstawiania się politycznej chucpie wydają się skazane na niepowodzenie. Czasami rodzi się pokusa, żeby zaangażować się w debatę polityczną, ale jej zasady coraz bardziej przypominają wolnoamerykankę i premiują populistów i demagogów.

Na koniec powstaje pytanie: Jak to możliwe, że skoro tak wielu mądrych, wartościowych ludzi jest skazanych na egzystowanie w formie wyobcowanego, zagubionego inteligenta – tak niewiele z tego wynika dla polskiej polityki? A może polska inteligencja struła się po prostu nieświeżą polityczną kiełbasą i nie ma sił na to, żeby spełniać swoją społeczną rolę…

Inteligencja w czasach gorączki wyborczej
Oceń ten artykuł

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza