fot. Tomasz Adamaszek

Drapieżne konferencje, czyli ciąg dalszy na temat komercjalizacji pseudonauki

Drapieżne konferencje (predatory conferences) to komercyjne przedsięwzięcia o wątpliwym wkładzie w rozwój lub popularyzację nauki, a wykorzystujące potrzebę zaistnienia i prezentacji wyników przez niektórych naukowców. Przyjrzymy się mechanizmom stojącym za takimi kongresami i zaproponujemy, jak się przed nimi bronić.

Na łamach „Świata Lekarza” poruszaliśmy już problematykę drapieżnych czasopism: periodyków nastawionych wyłącznie na zysk, bez względu na jakość publikowanych doniesień. Ale jest to jedynie jeden z aspektów wątpliwych etycznie, czy wręcz nagannych praktyk promocji bezwartościowej pseudonauki w pogoni za zyskiem. Innym aspektem tego zjawiska są drapieżne konferencje.

Invited speaker

Nie ma tygodnia, żeby autorzy niniejszego artykułu nie otrzymali zaproszenia na konferencję w jakimś ciekawym miejscu świata, głównie w Azji, aby wygłosić wykład jako „gość honorowy”. Zjazdy te promują organizatorzy o chwytliwych nazwach, ale całkowicie nierozpoznawalni w tzw. „środowisku”, często też zupełnie nietrafiający w zakres zainteresowań i wiedzy adresatów. Któregoś razu odpowiedziałem na dosyć sensownie wyglądające zaproszenie, poprawne merytorycznie i promujące kongres w pięknej części południowych Chin, tytułujące mnie „honorary invited speaker”. Jakie było moje zdziwienie, kiedy organizatorzy na moje zainteresowanie przyjazdem odpowiedzieli mailem ze szczegółowym kosztorysem udziału w zjeździe opiewającym na kilkaset dolarów, jeszcze przed uwzględnieniem fakultatywnych wycieczek. Na grzeczną sugestię, że w naszych stronach „invited speaker” jest gościem organizatorów i w żaden sposób nie ponosi kosztów uczestnictwa, przyznano mi rabat, 20 proc.

Zagrożenia związane z drapieżnymi konferencjami

Powyższą anegdotkę przytaczam jako ilustrację działania drapieżnych konferencji w praktyce. Zjazdy takie są organizowane tylko i wyłącznie celem zebrania opłat zjazdowych od uczestników, którymi z kolei mogą być głównie wykładowcy. Co więcej, często opłaty zjazdowe dla prezenterów są wyższe od opłat dla pozostałych uczestników. Również sposób kwalifikacji prac do prezentacji nie odpowiada ogólnie przyjętym standardom: potwierdzenie przyjęcia pracy może przyjść na długo przed przewidzianym deadline, czasem nawet w kilka godzin od zgłoszenia. O jakiejkolwiek wiarygodnej ocenie tych prac nie może oczywiście być mowy. Konferencje takie bazują na kilku negatywnych mechanizmach działających w środowisku naukowym: potrzebie zaistnienia, promocji kontrowersyjnych lub z gruntu nieprawdziwych tez i „badań” lub zwykłej chęci wyjazdu w ciekawe miejsce za pieniądze pracodawcy.

Udział w takich konferencjach nie jest natomiast pozbawiony zagrożeń. Organizatorzy mają tendencję do nadużywania wizerunku uczestników w promocji sympozjum oraz wykorzystywania go, bez zgody zainteresowanych, do uwiarygodnienia innych swoich zjazdów. W takich przypadkach, straty wizerunkowe w środowisku mogą być duże i wymagać długotrwałego odbudowywania pozycji. Często zdarza się, że doniesienia zjazdowe są następnie kierowane do publikacji w drapieżnych czasopismach, co dalej podkopuje wiarygodność autora. Innym, bardziej namacalnym efektem wyjazdu mogą być konsekwencje dyscyplinarne w pracy, z ryzykiem zwolnienia włącznie – w końcu pieniądze pracodawcy są wydawane niezgodnie z przeznaczeniem.

Jak rozpoznać podejrzaną konferencję?

Tak jak w przypadku drapieżnych czasopism, czujność i zdrowy rozsądek są najlepszymi doradcami.

Należy zwrócić uwagę przed wszystkim na stronę organizacyjną konferencji. Jeżeli pojedyncza, nieznana w środowisku organizacja prowadzi konferencje na wielu różnych, często niezwiązanych polach, zakres tematyczny spotkań jest nieadekwatnie szeroki, a wszystkie zjazdy odbywają się w jednym miejscu i czasie, jest to jasny sygnał, że coś nie gra.

Dodatkowo, miejsce konferencji i sposób promocji może przypominać raczej wakacyjny wyjazd niż poważną konferencję naukową. W warstwie naukowej, podejrzany jest bardzo krótki i uproszczony system akceptacji prac do prezentacji oraz wysokie opłaty dla aktywnych uczestników, często zdecydowanie wyższe niż dla reszty zainteresowanych. W końcu, należy zwracać uwagę kto właściwie organizuje sympozjum, czy strony internetowe organizatora są przejrzyste, a opłaty zjazdowe wpływają do oficjalnych organizatorów czy organizacji zewnętrznych. Warto też posiłkować się informacjami z internetu, niekoniecznie na stronach związanych z organizatorem.

To wszystko oczywiście w przypadkach, innych niż opisane w powyższej anegdocie, gdzie wszystko widać jak na dłoni.

Podsumowanie

Jak widać, trzeba być coraz bardziej ostrożnym i wybrednym w wyborze konferencji do prezentacji swoich dokonań. Drapieżne konferencje, podobnie jak drapieżne czasopisma, pomimo wątpliwej wartości, a niewątpliwego kosztu, mają się dobrze. Udział w takich przedsięwzięciach może jednak wiązać się z nieprzyjemnymi stratami wizerunkowymi i innymi, mniej lub bardziej wymiernymi stratami dla uczestników.

tekst:

dr n. med.  Michał M. Farkowski  | Sampi Research Sp. Z o.o.
dr n. med. Waldemar Wierzba  | REDAKTOR NACZELNY  „ŚWIATA LEKARZA”

 

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza