Więcej

    Komercjalizacja publikacji naukowych

    Tym razem skupimy się na zagadnieniu tzw. czasopism „drapieżnych”, relatywnie młodym, ale ekspansywnym tworze na mapie nauki, pozwalającym na publikację wątpliwej jakości badań naukowych pod warunkiem wniesienia stosownej opłaty.

    Typowa ścieżka publikacji naukowej w uznanym czasopiśmie wiedzie przez biurko redaktora naczelnego, kolejnych recenzentów, odpowiedzi na recenzje, ponownie recenzentów, aż do szczęśliwego końca w postaci przyjęcia do druku lub odrzucenia artykułu – wtedy ścieżka rozpoczyna się na nowo. Im bardziej prestiżowy periodyk, tym trudniej opublikować badanie. Ponadto, tradycyjna publikacja nie pociąga za sobą kosztów rozpatrzenia lub ogłoszenia drukiem, a celem periodyku jest dostarczenie odbiorcom jak najwyższej jakości doniesień naukowych.

    Czym jest czasopismo „drapieżne”?

    Odwróćmy kolejność: czasopismo jest zainteresowane jedynie pobraniem opłaty za rozpatrzenie i publikację pracy, bez względu na jakość publikacji. Co więcej, dopuszcza się nadużyć w procesie oceny pracy (peer-review) lub całkowicie omija ten etap, aby przyspieszyć cały proces. Oczywiście ceną, jaką płaci za takie postępowanie, jest utrata prestiżu i siły oddziaływania, ale tutaj chodzi tylko i wyłącznie o pieniądze. Do tego, taki periodyk agresywnie reklamuje się w formie elektronicznej, zasypując potencjalnych autorów mailami klasy spam. To jest właśnie czasopismo „drapieżne” (predatory journals), zwane inaczej pseudo-czasopismem.

    Problem czasopism „drapieżnych” jest nowością na rynku usług wydawniczych. Uwagę świata naukowego na to zagadnienie zwrócono na początku XXI wieku serią eksperymentów i prowokacji polegających na wysyłaniu bezsensownych lub całkowicie błędnych prac naukowych do wybranych, podejrzanych periodyków, które w rekordowo krótkim czasie były przyjmowane do druku pod warunkiem uiszczenia opłaty za rozpatrzenie wniosku (article processing charge, APC). Zjawisko narodziło się wraz z możliwościami publikacyjnymi typu „open access”, gdzie tradycyjne wydania papierowe czasopism zostają zastąpione elektronicznymi wersjami publikacji, co znacząco przyspiesza cykl wydawniczy i jeszcze bardziej znacząco obniża koszty działania redakcji.

    Jak rozpoznać czasopismo „drapieżne”?

    Oczywiście żadne z „drapieżnych” czasopism nie reklamuje się jako takie, często próbując zachować pozory powagi i prestiżu, przy okazji wprowadzając odbiorcę w błąd. Zaproponowane kryteria kwalifikacji danego periodyku jako „drapieżnego” są dosyć rozbudowane, ale z grubsza obejmują pewien model postępowania i zarządzania czasopismem nastawiony na maksymalizację ilości publikacji i, co za tym idzie, zysku.

    Przede wszystkim, trzeba zwrócić uwagę na skład kolegium redakcyjnego. Mgliste informacje nt. składu osobowego, stopni naukowych, dublowanie składu w czasopismach o różnej tematyce w obrębie tego samego wydawnictwa, wreszcie brak jasno określonego redaktora naczelnego i redakcji są wyznacznikami niskich standardów wydawniczych. Kolejna sprawa zwracająca uwagę, to oparcie całego modelu finansowego czasopisma lub całego wydawnictwa wyłącznie na wpływach z APC, czyli de facto opłatach za publikację.

    Celem próby podniesienia prestiżu czasopisma, często zdarza się podawanie fałszywych informacji nt. indeksowania w uznanych bazach danych, przyznanego impact factor lub podawania innych, nie mających żadnego znaczenia wskaźnikach (np. indeks wyświetleń), wreszcie używanie określeń geograficznych nie mających nic wspólnego z miejscem wydawania czasopisma.

    Analiza strony internetowej czasopisma „drapieżnego” zwykle przedstawia obraz na poły amatorskiej domeny, z dużą liczbą pustych zakładek lub niedziałających odnośników oraz licznymi czasopismami o szerokim spektrum zainteresowania, ale małej liczbie artykułów. Na takich stronach internetowych należy również zwrócić uwagę na informacje kontaktowe, i czy w ogóle takowe można odnaleźć!

    Dużo poważniejszą sprawą, której niestety zwykle nie można ocenić tylko na podstawie strony internetowej, są naganne praktyki dotyczące procesu oceny jakości publikacji, czyli peer-review. Bardzo szybki, kilkudniowy proces redakcyjny, wątpliwej jakości recenzenci lub brak weryfikacji proponowanych przez autorów recenzentów, wreszcie możliwość recenzji własnej (!) pracy są wadami dyskwalifikującymi dane czasopismo jako nawet „pół wiarygodne”.

    Przedstawione kryteria stanowią jedynie wierzchołek góry lodowej, ale pokazują jak intuicyjnie rozpoznać potencjalnego nieuczciwego wydawcę lub czasopismo.

    Kto wydaje i kto publikuje w czasopismach „drapieżnych”?

    W 2015 roku opublikowano bardzo ciekawą analizę poświęconą zagadnieniu „drapieżnych” czasopism znajdujących się na tzw. liście Beall’a. Analiza obejmowała lata 2010-2014 i miała na celu oszacowanie skali problemu. Okazało się, że lista zawierała prawie 12 tysięcy tytułów, z czego aż 33 proc. nie zawierało żadnego artykułu. Od 2010 liczba aktywnych czasopism „drapieżnych” wzrosła z około 1800 do około 8 tys. Liczba opublikowanych artykułów również wzrosła z 53 tys. w 2010 roku do 420 tys. w 2014. Najwięcej artykułów publikowano w czasopismach określanych jako „ogólne” 160 tys., ale już kolejne 97 tys. w periodykach dotyczących inżynierii, a 70 tys. w pozycjach biomedycznych.

    Niemal 40 proc. czasopism „drapieżnych” wydaje się w Azji, przede wszystkim w Indiach, a w przypadku kolejnych 29 proc. nie udało się w ogóle ustalić kraju pochodzenia; 17,5 proc. analizowanych czasopism wydawano w Ameryce Północnej.

    Jeżeli chodzi o autorów publikujących w takich czasopismach, 35 proc. pochodziło z Indii, nieco ponad 25 proc. z innych krajów Azji, a 16 proc. z Afryki. Odsetki autorów z północnej Ameryki i Europy były znacząco niższe, odpowiednio 9,2 proc. i 8,8 proc. Jest to o tyle ciekawe, że wbrew pozorom publikowanie w czasopismach „drapieżnych” nie jest tanie. Co prawda średni koszt publikacji ponoszony przez autora wynosił około 178 dolarów, ale średni koszt publikacji w dużym wydawnictwie (powyżej 100 tytułów czasopism) dochodził do 800 dolarów, a chętnych nie brakowało. W latach 2013-2014, stosunek liczby artykułów opublikowanych w „drapieżnych” czasopismach do „tradycyjnych” wyniósł 6 proc. dla USA, 277 proc. dla Indii i aż 1580 proc. dla Nigerii.

    Chyba najciekawsza w tym wszystkim jest mediana czasu oczekiwania na publikację – 2,7 mies. Biorąc pod uwagę, że w tradycyjnych czasopismach czas ten wynosi 9-18 mies., trudno jest obronić tezę o podobnej jakości procesu oceny tych artykułów.

    Autorzy analizy dostrzegając zagrożenia płynące z działalności czasopism „drapieżnych” nie potępiają jednak bezkrytycznie chętnych do takich publikacji. Zwracają oni uwagę na istnienie niejako „rynku” naukowego dla takich działań tworzonego przez jednostki akademickie w niektórych krajach wymuszające publikowanie w „międzynarodowych” czasopismach z naciskiem na ilość, a nie jakość publikacji. Ponadto przypominają, że autorom z Azji i Afryki często dużo ciężej opublikować badania w uznanych czasopismach bez względu na jakość prowadzonych badań.

    Podsumowując, obserwuje się obecnie rosnące grono czasopism „drapieżnych”, obniżających standardy jakości akceptowanych doniesień naukowych za cenę opłaty publikacyjnej. Wielokrotnie już pobieżna analiza strony internetowej i oferty takiego periodyku stawia pod znakiem zapytania wiarygodność publikowanych treści i potencjalny prestiż dla autora.

    tekst: dr n. med. Michał M. Farkowski Sampi Research Sp. z o.o. , dr n. med. Waldemar Wierzba red. naczelny „Świata lekarza”

    Więcej od autora

    Podobne artykuły

    ŚWIAT LEKARZA 3Dspot_img

    Najnowsze artykuły

    Nagrody, wyróżnienia i honorowy tytuł Edukatora Zdrowia dla dziennikarek Świata Lekarza. Ogólnopolski konkurs Dziennikarz Medyczny Roku 2021

    Anna Kopras-Fijołek, Sonia Młodziankowska, Katarzyna Pinkosz i Bożena Stasiak zostały wyróżnione w ogólnopolskim konkursie Dziennikarz Medyczny Roku 2021. W konkursie wzięło udział 117 dziennikarzy. -...

    Debata Świata Lekarza: Nowe leki dają szansę na wyleczenie ostrej białaczki szpikowej

    Nowe leki dodane do klasycznej chemioterapii już na początku leczenia pozwalają  na wyleczenie znacznej części pacjentów z ostrą białaczką szpikową (AML)

    „Cukrzyca. Wszystko, co musisz wiedzieć, by planować zdrowe życie”,

    Czy można uniknąć cukrzycy? Na to pytanie, a także, jak żyć z tą chorobą odpowiadają autorki poradnika pt. „Cukrzyca. Wszystko, co musisz wiedzieć, by...

    Chcesz być na bieżąco z informacjami ze świata medycyny?

    Zaprenumeruj bezpłatnie ŚWIAT LEKARZA 3D