Przeczytaj teraz Zaprenumeruj bezpłatnie
Longin Marianowski
fot. Tomasz Adamaszek

Profesor Longin Marianowski

Profesor Longin Marianowski sam o sobie mówi, że jest lekarzem kobiet, a narodziny to jego specjalność.

Urodził się 1 stycznia 1934 roku. A przynajmniej tak ma podane w dowodzie. Nie jest to bowiem do końca oczywiste. Mama – Bronisława z Kłosiewiczów, ojciec
– Stefan Marianowski pobrali się dość młodo, w roku 1933. Dwanaście miesięcy po ślubie na świat przyszło dziecko płci męskiej.

Longin zamiast Leonard

Dla syna wybrano imię Leonard, jednak dziadek przy zapisywaniu w księgach zapomniał, jakie imię miał podać i tak mu ten Longin przyszedł na myśl. Data narodzin także jest zbiegiem okoliczności. Choć może trafniej byłoby powiedzieć, że pewnej obyczajowości. W tym czasie, a nawet później – do lat 50. XX wieku, dzieci urodzone pod koniec roku (zwłaszcza chłopców), przepisywano na styczeń, aby opóźnić nieco służbę wojskową. Trudno więc przyjąć ją za pewnik.

Longin wychował się w domu otwartym na życie towarzyskie, ale także pełnym pracy, zasad i pewnej systematyczności. Od najmłodszych lat pomagał, stosownie do wieku, rodzicom w gospodarstwie. Gospodarstwo mieściło się w osadzie Nowy Służew, która składała się z trzech domów. Położona była w połowie drogi między Służewcem a Ursynowem, gdzie znajdowała się szkoła podstawowa. Sam mówi o sobie: „jestem człowiekiem systematycznym, zorganizowanym i w takim też domu wyrosłem, rytm dobowy mojego życia był zawsze wyrazisty”.

Ślub wziął młodo – na trzecim roku studiów medycznych. Zresztą dla obojga był to wczesny ślub – małżonka miała zaledwie siedemnaście lat. Razem dorośleli. Ze związku przyszło na świat troje dzieci. Pierwsza córka Małgosia zmarła na białaczkę w wieku 6 lat. Po jakimś czasie Marianowscy zdecydowali się zostać rodzicami: Agnieszka i Piotr, tak jak ojciec związani są z medycyną.

Studia i profesura

W 1958 roku ukończył studia medyczne w Akademii Medycznej w Warszawie. Dziesięć lat później uzyskał stopień doktora nauk medycznych, w 1974 roku habilitował się, w 1982 roku uzyskał tytuł profesora nadzwyczajnego, w 1996 roku – profesora zwyczajnego, w 2002 roku – doktora honoris causa Uniwersytetu w Łodzi.

W latach 1958-1962 pracował jako asystent w III Klinice Położnictwa i Ginekologii SDL (Studium Doskonalenia Lekarzy) w szpitalu przy ul. Madalińskiego. W 1962 roku pracował w I Klinice Położnictwa i Ginekologii AM w Warszawie (pl. Starynkiewicza). W 1977 roku został detaszowany do Oddziału Położniczo-Ginekologicznego w Szpitalu Bielańskim, który w roku 1981 uzyskał status II Kliniki Położniczo-Ginekologicznej II Wydziału Lekarskiego AM w Warszawie. W latach 1977-1992 był kierownikiem, zaś w 1992-2004 kierownikiem I Katedry i Kliniki Położnictwa i Ginekologii AM przy pl. Starynkiewicza.

Uznanie środowiska naukowego wyrażone zostało w powołaniu Longina Marianowskiego do władz uczelni: prodziekan II Wydziału Lekarskiego AM w Warszawie (1984-1987), dziekan II Wydziału Lekarskiego (1987-1994), dziekan Wydziału Nauki o Zdrowiu AM w Warszawie (1999-2002).

Osiągnięcia i odznaczenia

Osiągnięć naukowych profesora nie sposób wymienić. Znaleźć je można w około 350 publikacjach (z których 50 ukazało się w czasopismach zagranicznych), wielu rozdziałach podręczników, w redagowanych pod jego kierunkiem monografiach. Podobnie z listą pełnionych przez niego funkcji czy działalności w towarzystwach naukowych. To tylko niektóre z nich: sekretarz, wiceprezes i prezes Zarządu Głównego PTG (1970-1994), redaktor naczelny „Ginekologia Polska”, redaktor „Nowa Medycyna – Ginekologia i Położnictwo, redaktor naczelny „Medipress” Ginekologia i Położnictwo, Członek Komitetu Redakcyjnego „Medical Science”, Członek Rady Naukowej „BMJ” – British Medical Journal – wydanie polskie, Członek Europejskiego Towarzystwa Medycyny Perinatalnej, Koordynator Programy Poprawy Opieki Perinatalnej w regionie warszawskim, Członek Zarządu Światowego Towarzystwa Medycyny Perinatalnej, Przewodniczący Rady Naukowej Instytutu Położnictwa i Ginekologii Akademii Medycznej w Łodzi, V-ce Przewodniczący Rady Naukowej Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie, V-ce Prezes Fundacji Polsko-Niemieckiej Edukacja w Położnictwie i Ginekologii, członek towarzystw naukowych: niemieckiego, czeskiego i amerykańskiego w zakresie położnictwa i ginekologii.

Spod profesorskiej ręki Longina Marianowskiego wyszło 130 specjalistów pierwszego i drugiego stopnia, 30 doktorów nauk medycznych, pięciu doktorów habilitowanych, jeden profesor zwyczajny.

W 2003 roku w uznaniu osiągnięć naukowych i dydaktycznych profesor Longin Marianowski odznaczony został Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, który zwieńczył poczet przyznanych mu orderów i odznaczeń.

Szczęście do ludzi

W 2011 roku na rynek wydawniczy trafiła książka autorstwa prof. dr. hab. n. med. Longina Marianowskiego „Narodziny to moja specjalność”. Autobiografia będąca zapisem wspomnień lekarza kobiet, jak sam się określił prof. Marianowski, w której zawarta jest „opowieść o dumie, rozpaczy, ciężkiej pracy, radości i nadziei warszawiaka, lekarza i nauczyciela, męża i ojca”. Książka jest również podsumowaniem i oceną dokonań zawodowych w Szpitalu Bielańskim, przy pl. Starynkiewicza, w pracy dydaktycznej i naukowej w Warszawskiej Akademii Medycznej. „Narodziny to moja specjalność” to także bardzo prywatne wspomnienia profesora i sylwetki osób, z którymi się zetknął.

A miał szczęście do ludzi. Już od początku swojej kariery pracował z najznamienitszymi osobistościami polskiej medycyny: prof. Marcin Kacprzak (rektor Akademii Medycznej w Warszawie), prof. Adam Ferdynand Czyżewicz (jeden z twórców tak zwanej Warszawskiej Szkoły Ginekologii), profesorskie małżeństwo: prof. Tadeusz Bulski i jego żona, prof. Małgorzata Serini-Bulska. Profesor Edmund Waszyński w zapisanej rozmowie z profesorem Marianowskim stwierdził: „Miałeś szczęście do dobrych ludzi”. Marianowski odparł: „Uświadamiam sobie, że tym samym w życiu nikt mnie nie skrzywdził”.

Także podlegli mu współpracownicy mówią o nim z dużym szacunkiem. Profesor Mirosław Wielgoś wspomina: „Przez te lata współpracy, na wszystkich jej etapach, starałem się być bacznym obserwatorem sposobu pracy i cennych umiejętności Profesora, np. balansowania, w kierowaniu zespołem, między przysłowiowym kijem a marchewką. Wyciąganie konsekwencji, ale i docenianie, nagradzanie, pozytywna stymulacja – umiejętność wyważenia tego – tak, jest to sztuka, którą staram się uprawiać, naśladując nierzadko mojego Mistrza. Dzięki Niemu wiem, jak ważny jest Zespół i ludzie, którzy go tworzą. (…) W najtrudniejszych sytuacjach, jako szef Kliniki, Profesor potrafił opanować emocje i spokojnie, z klasą, w białych rękawiczkach, stawiać czoło wyzwaniom. A to decyduje, że ma się charyzmę i szacunek. Gdybym, wspominając wspólne czasy, miał posłużyć się obrazem, byłaby to fotografia, jak omawiając poważny problem Profesor przykładał rękę do twarzy, przymykał oczy, jakby szukał wewnętrznej inspiracji, a także mądrości i siły do rozwiązywania trudnych sytuacji, potem ukrywał twarz w dłoniach, cały czas mówiąc. Taki właśnie mam jego obraz”.

Powołanie wymaga wyrzeczeń

Na taki szacunek pracuje się latami. Jednak misja, czy też powołanie – jak sam zwykł mawiać, wymaga wielu poświęceń. Będąc niezwykle pracowitym, nie szczędząc czasu i wiedzy dla innych, nie potrafiąc jednak rozciągać czasu w nieskończoność, musiał tym samym uszczuplić go dla rodziny. „Powołanie wymaga wyrzeczeń, bo nie ma nic za darmo – napisał. – Często, tak jak w moim przypadku, ucierpi rodzina, gdyż czas, który powinienem jej poświęcić, przeznaczałem na leczenie. Ale taka bywa kolej rzeczy, nie da się wszystkiego osiągnąć, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę także konieczność ciągłego uczenia się, co pozwoliło mi przejść kolejne szczeble, do profesury włącznie. Medycyna dała mi wszystko, dzięki niej czułem się potrzebny. Niczego nie żałuję. Jestem przekonany, że poza popełnionymi błędami, które nazwałbym pozamedycznymi, osiągnąłem w życiu to, co mogłem”.

Jako posłowie w swojej książce profesor zamieścił przesłanie do młodych lekarzy, jakże znamienne w kontekście jego osoby. „Powiem dobitnie, kardynalną cechą lekarza jest chęć uprawiania zawodu, wynikająca z empatii, nie z nadmiaru ambicji czy przyczyn komercyjnych. Jest różnica między wykonywaniem pracy lekarza a traktowaniem tego jako powołania. Lekarzem może zostać każdy, kto zda egzaminy i przejdzie przez studia, aż wreszcie zacznie wykonywać ten zawód. Ale lata świetlne będą go dzielić od misji, jaką jest odpowiedzialność za zdrowie drugiego człowieka. I udźwignięcie jego bezgranicznego zaufania”.

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza