fot. arch. Świat Lekarza

Zawsze do usług

Mój cudowny ojciec często mi powtarzał: „Nie musisz być wybitnym uczonym i specjalistą. Bądź dobrym lekarzem, dobrym człowiekiem”, ale ja chłonąłem nauki Asklepiosa z całym młodzieńczym zapałem, wierząc w duchu, że będę najlepszym lekarzem i w końcu zasłużę na Nagrodę Nobla.

Wzorując się na znakomitych skeczach Ewy Szumańskiej „Z pamiętnika młodej lekarki”, nadawanych w magazynie „60 minut na godzinę”, które się zwykle zaczynały słowami „będąc młodą lekarką”, winienem stwierdzić, że „będąc młodym lekarzem”, praktycznie mieszkałem w klinice. Osiem ostrych dyżurów na urazówce i co najmniej drugie tyle „tępych”… W efekcie w domu bywałem tylko kilka dni w miesiącu. Medycyna jest zaborcza, a ja z jednej strony zdawałem sobie sprawę, że po ukończeniu studiów niewiele wiem, z drugiej – chłonąłem medycynę jak gąbka wodę, wiedząc, że lekarz musi się dokształcać przez całe życie. Mój cudowny ojciec często mi powtarzał: „Nie musisz być wybitnym uczonym i specjalistą. Bądź dobrym lekarzem, dobrym człowiekiem”, ale ja przyjmowałem nauki Asklepiosa z całym młodzieńczym zapałem, wierząc w duchu, że będę najlepszym lekarzem i w końcu zasłużę na Nagrodę Nobla. Czy w domu (mieszkałem blisko kliniki), czy w szpitalu, zawsze byłem na każde wezwanie. Przez 25 godzin na dobę. Ale tym razem chcę wspomnieć parę nietypowych wezwań i próśb, niemających zbyt wiele wspólnego z medycyną.

*
Kiedyś, ledwie zasnąłem zadzwonił telefon. Była druga w nocy. Odezwał się znany powszechnie autor tekstów piosenek: „Właśnie się kąpię i zobaczyłem, że mi w stopie wrasta paznokieć. Co ty na to?”

*
Jeżeli wrastający paznokieć można od biedy powiązać z usługą medyczną, to następna prośba sprawiła mi sporo kłopotu. Pewnego dnia wezwano mnie w szpitalu do kadr. Zaciekawiony pobiegłem tam natychmiast, bojąc się, że może coś przeskrobałem. – Panie doktorze – odezwała się kadrowa. – Podobno pan wszystko potrafi. Potrzebny mi kostium mnicha, bo mój syn ma bal kostiumowy w szkole. Załatwi pan? Załatwiłem. Wystarczyła wizyta w rekwizytorni Teatru Dramatycznego.

*
Jechałem na kongres do Poznania i na dworcu PKP zjawiłem się o 6 rano. Podeszła do mnie dziewczyna, prosząc o kilka złotych, bo jest głodna. Znając różnych kolejowych naciągaczy, którym „brakuje kilku złotych do biletu”, by kupić „działkę”, poprosiłem „głodną” dziewczynę do baru i poleciłem zapakować dwie bułki z szynką. Na to „wygłodzona” wyraziła życzenie: „A czy mogę prosić zamiast bułek ciastko?”
*
Gdy moje córki szły do Pierwszej Komunii, widząc, że w kaplicy sióstr urszulanek są niewykorzystywane organy, zdradziły: „a nasz tatuś umie grać”. Od tej pory przez wiele lat byłem niedzielnym organistą, ale gdy zachodziła potrzeba, służyłem pomocą medyczną urszulankom. Pewnego dnia powiedziano mi, że pewna zakonnica chciałaby mnie pilnie zobaczyć, bo za dwa dni wraca za granicę. „Nie, jestem zdrowa” – odezwała się młoda i nie da się ukryć piękna zakonnica, po czym rozwinęła chustę w której było sporo klejnotów. „To jest moja rodzinna biżuteria. Proszę mi pomóc to sprzedać, bo chcę zbudować kaplicę na Ukrainie”.
Pomogłem. Przypomniałem sobie, że jeździłem z pewnym jubilerem na nartach. Kupił wszystko i przez długi czas wspierał finansowo budowę kaplicy.

*
Jechałem na odsłonięcie ławeczki poświęconej dr. Władysławowi Biegańskiemu. Po drodze, zaciekawiony małym orszakiem weselnym, wstąpiłem do wiejskiego kościółka. Zdenerwowany pan młody tłumaczył przyszłej żonie: „Nie zapłaciliśmy organiście i nie przyjdzie. Nikt nie zagra nam marsza weselnego”. „A chór otwarty?”, spytałem. „A pan umie grać?”, spytała w duecie młoda para. Za chwilę zabrzmiało w drewnianym kościele Bachem i Mendelssohnem w wykonaniu pewnego medyka, który w dzieciństwie chciał być lekarzem okrętowym i koncertować w każdym odwiedzanym porcie.

*
Jednej prośby nie udało mi się spełnić, nie z mojej winy. Stałem na przystanku, gdy podeszła do mnie młoda kobieta i zapytała: „Czy to pan profesor Woy…?”. Gdy potwierdziłem, przypomniała, skąd mnie zna. „Brał pan udział w audycji TV. Można było zadzwonić. Przez telefon błagałam o pomoc, bym mogła urodzić dziecko. Mąż był starszy o 20 lat i wiedziałam, że jak nie urodzę dziecka – to mnie zostawi. Pomógł mi pan, kierując do położnika. Urodziłam synka. Ma na imię Jerzy. Do TV wysłałam całe snopy kwiatów dla pana i list z prośbą, by zechciał pan być ojcem chrzestnym”. – Żałuję – odparłem. – Pal sześć kwiaty, ale gdybym wiedział, na pewno byłbym ojcem chrzestnym małego Jerzyka.

*
Wspomniałem, że będąc po studiach wierzyłem, iż odkryję cudowną metodę leczenia i otrzymam Nagrodę Nobla. W 1985 roku przyznano Pokojową Nagrodę Nobla Ruchowi Lekarzy Przeciw Wojnie Jądrowej. Z profesorem Franciszkiem Kokotem mieliśmy honor uczestniczyć w uroczystej gali z udziałem króla Olafa V. Tak to los sprawił, że w 1:180 000 (tylu lekarzy uczestniczyło w ruchu, w tym 150 w PTL) jestem noblistą. W Oslo wtedy była drożyzna i ani prof. Kokota, ani mnie nie stać było na hotel, gdzie się zatrzymali wszyscy uczestnicy uroczystości, ani tym bardziej na wytworną kolację. „Mróz jak diabli, a warto by coś kupić na kolację”. „Jestem młodszy, ja pójdę” – zaofiarowałem się. Dzięki zakupom w sąsiednim sklepiku mieliśmy „wytworną” kolację – bagietka i topione serki. Ile razy spotykam prof. Kokota, wspominamy naszą „kolację noblistów”.

*
Nigdy nie ukrywałem, że tuż po medycynie, moją wielką miłością była muzyka. Przez wiele lat towarzyszyłem na fortepianie kabaretowi „60 minut na godzinę”. Nieraz, siedząc w kulisach, by ewentualni pacjenci nie stracili zaufania do lekarza – pianisty. Autokar zatrzymał się przed hotelem w mieście nad Odrą, gdzie mieliśmy dać kilka przedstawień. W autokarze cierpliwe czekali: Ewa Wiśniewska, Andrzej Zaorski, Marian Opania, Jacek Fedorowicz i inni, a Marcin Wolski wyskoczył, by załatwić nam pokoje. Po chwili powrócił i zwracając się do mnie, poprosił: „Jurek, załatw nam pokoje. Jest taka brzydka recepcjonistka. Jesteś lekarzem, a lekarz się niczego nie brzydzi.”
Słusznie. Jestem zawsze do usług.

Zawsze do usług
Oceń ten artykuł

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza