Mariusz Nowak
for. archiwum prywatne

Dobra jakość leczenia ran musi kosztować

ROZMOWA Z MARIUSZEM NOWAKIEM, DYREKTOREM CENTRUM LECZENIA OPARZEŃ (CLO) W SIEMIANOWICACH ŚLĄSKICH.

Przyznana CLO Nagroda Zaufania Złoty OTIS zobowiązuje. Czy przyciągnie do Centrum nowych specjalistów?

Każda nagroda to docenienie pracy naszego zespołu, uświadomienie społeczeństwu, jak ważnymi kwestiami dla ratowania życia i zdrowia się zajmujemy. Czy nagroda przyciągnie specjalistów? Czas pokaże. Jesteśmy otwarci na inwestowanie w młodych, którzy chcieliby popracować naukowo, specjalizować się w CLO. Wyzwań tu nie brakuje.

CLO dysponuje komorą hiperbaryczną, funkcjonuje Bank Tkanek i Hodowla Komórek i Tkanek in vitro, prowadzona jest działalność naukowo-badawcza, a od niedawna istnieje lądowisko dla helikopterów. Czy to sprzyja rozwojowi placówki, czy raczej ją zadłuża?

Jeżeli pozyskujemy granty naukowe na badania naukowe, które umożliwiają nam zastosowanie ich efektów w bezpośrednim leczeniu, to jestem spokojny o rozwój placówki. Natomiast jeśli uda nam się wymyślić coś, za czym nie idzie finansowanie – projekt niestety upada. Od dłuższego czasu rozmawiamy z NFZ o zastosowaniu owodni ludzkiej jako biologicznego opatrunku. Jest to metoda tańsza w porównaniu z zagranicznymi opatrunkami – niebiologicznymi. Dysponujemy własnym
bankiem tkanek i możemy preparować ją na miejscu. Jest już stosowana w okulistyce. Dzięki swoim właściwościom nie wymaga przeprowadzenia prób zgodności tkankowej, nie ma też ryzyka odrzucenia. Brakuje nam rozporządzenia Funduszu, by owodnię ludzką potraktować jako przeszczep.

Na leczenie jakich ran nastawione jest Centrum?

Leczymy każdy ich rodzaj. Nasi specjaliści doprowadzają ranę do całkowitego zagojenia lub do końcowego jego etapu. Nie myślimy o poświęconym czasie terapii – pacjent ma wyjść od nas zadowolony. Dlatego w CLO średni czas pobytu wynosi miesiąc. Natomiast dane z Polski mówią o tygodniowym leczeniu. Problem w tym, jak rozliczyć przewlekłą ranę. Nie wystarczy położyć opatrunek i wypisać receptę na leki. Tak postępując, nie zrobilibyśmy niczego dla poprawy jakości i komfortu życia pacjenta.
A jakość w leczeniu wszelkich ran jest warunkiem uniknięcia powikłań.

Jakie rany przytrafiają się Polakom najczęściej? Które z nich leczy się najtrudniej?

Olbrzymim nierozwiązanym problemem są właśnie rany przewlekłe, w tym odleżyny. Nie ma w Polsce ośrodka, który zajmowałby się nimi w sposób systemowy. To ważne w opiece nad pacjentami po porażeniach mózgowych, udarach, urazach neurologicznych, a przede wszystkim nad osobami starszymi, u których skóra nie ma już odpowiedniego uwodnienia i ma słabsze właściwości obronne i regeneracyjne. Tych pacjentów ciągle przybywa. Rany przewlekłe są najczęściej pochodzenia cukrzycowego, naczyniowego, niedokrwiennego. Najtrudniej leczy się rany powikłane różnymi rodzajami infekcji. Trzeba też pamiętać, że dla ran u osób z cukrzycą sposób leczenia wymaga szczególnej staranności i cierpliwości.

Ale tym zajmuje się program ambulatoryjnego leczenia stopy cukrzycowej.

To bardzo dobry kierunek. By te placówki dobrze funkcjonowały, muszą mieć możliwość konsultacji z ośrodkami, które je monitorują. Dlatego chcemy taki monitoring wprowadzić. Mamy do tego celu metody, a NFZ potrzebne środki. Nie ma innej drogi – trzeba zapłacić za jakość, by system zaczął sprawnie funkcjonować. Patrzę na tę sytuację jak potencjalny pacjent, który może się znaleźć w szpitalu z powodu rany i zadaję sobie pytanie, co chciałby dostać od systemu ochrony zdrowia, na który płaci składki.

Rozmawiał Waldemar Nowak



Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza