Więcej

    Udar mózgu – prewencyjna rola antagonistów wapnia

    W Ontario, jednej z prowincji Kanady, w ciągu kilku lat udało się poprawić skuteczność leczenia nadciśnienia z 16 do… 66 proc. Dzięki temu choroby układu krążenia przestały być tam pierwszą przyczyną zgonów. Czy ten „cud” jest możliwy także w Polsce? – zastanawialiśmy się wspólnie ze specjalistami podczas debaty zorganizowanej przez redakcję „Świata Lekarza”.

    W debacie „rola antagonistów wapnia w prewencji udaru mózgu” głos zabrali:

    prof. Zbigniew Gaciong – kierownik Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych, Nadciśnienia Tętniczego i Angiologii Warsza-wskiego Uniwersytetu Medycznego
    prof. Andrzej Januszewicz – kierownik Kliniki Nadciśnienia Tętniczego Instytutu Kardiologii im. Prymasa Tysiąclecia Stefana Kardynała Wyszyńskiego w Warszawie
    Barbara Misińska – dr n. med. Jacek Paszkiewicz
    eksperci ds. zdrowia
    dr n. med. Stanisław Karczewski – wicemarszałek Senatu, lekarz chirurg
    Dr n. med. Wojciech Matusewicz – prezes Agencji Oceny Technologii Medycznych
    oraz ze strony redakcji:
    dr n. med. Waldemar Wierzba – redaktor naczelny
    red. Paweł Kruś – wydawca
    red. Katarzyna Pinkosz – Moderator

    Ponad 10 mln Polaków choruje na nadciśnienie – tak wynika z danych projektu badawczego NATPOL 2011. Ilu z nich leczy się skutecznie?

    Prof. Zbigniew Gaciong:

    31-33 proc. Polaków ma nadciśnienie, czyli rzeczywiście około 10 mln osób. 30 proc. z nich w ogóle nie wie, że je ma, 9 proc. wie, ale się nie leczy, 35 proc. leczy się, ale nieskutecznie, a tylko 26 proc. jest skutecznie leczonych, czyli osiąga się u nich wartości ciśnienia poniżej 140/90. Dlaczego tak się dzieje? To złożony problem. Po pierwsze, niestety nie mamy w genach systematyczności i leczenie chorób przewlekłych, które wymaga przestrzegania codziennie pewnego reżimu, jest trudne. Po drugie, skuteczna walka z nadciśnieniem wymaga modyfikacji stylu życia: aktywności fizycznej, zmiany diety. Tymczasem zmiany cywilizacyjne powodują, że ruszamy się coraz mniej, a jemy coraz więcej. Powoduje to otyłość, która jest czynnikiem w największym stopniu wpływającym na pojawienie się nadciśnienia. Po trzecie, występuje inercja terapeutyczna, czyli sytuacja, w której lekarz widzi, że chory nie uzyskuje pożądanych wartości ciśnienia, jednak nie podejmuje żadnych działań terapeutycznych – tak niestety dzieje się często. Kolejna sprawa to utrudniony dostęp pacjentów do niektórych preparatów złożonych ułatwiających terapię, które nie są refundowane.

    Prof. Andrzej Januszewicz:

    Jeżeli spojrzymy na przyczyny niesystematycznego przyjmowania leków przez chorych, to w 50-60 proc. jest to wynik różnych przykrych działań niepożądanych. W zasadzie każda grupa leków obniżających ciśnienie może je powodować. Inhibitory konwertazy mogą powodować suchy kaszel, antagoniści wapnia – obrzęki nóg, zaczerwienienie twarzy (zwłaszcza u kobiet w młodym wieku), leki moczopędne – nadmierne wydalanie moczu. W zasadzie, może poza sartanami, nie ma leków, które byłyby idealnie tolerowane przez pacjenta.

    Brak dobrych efektów w leczeniu nadciśnienia wynika też z tego, że się starzejemy, a wraz z wiekiem wzrasta częstość tzw. izolowanego skurczowego nadciśnienia tętniczego, które wynika ze wzrostu sztywności aorty. To postać nadciśnienia, która w wieku podeszłym jest bardzo trudna do leczenia, gdyż póki co nie mamy możliwości odwrócenia tej sztywności. U starszych pacjentów dołącza się też szereg dolegliwości, które powodują, że nadciśnienie jest leczone niesystematycznie lub nieskutecznie. To np. depresja, narastające upośledzenie funkcji nerek i ich niewydolność, współistniejący zespół metaboliczny (a ma go co piąty Polak), cukrzyca. Wszystko to powoduje, że nadciśnienie skutecznie leczy zaledwie jedna piąta pacjentów.

    DR Stanisław Karczewski:

    Problem nadciśnienia jest mi bardzo bliski, ponieważ po pierwsze sam od wielu lat na nie choruję, a po drugie jako chirurg często widzę, jak wielu pacjentów nie może mieć operacji z powodu nieleczonego lub źle leczonego nadciśnienia. Bywa i tak, że nadciśnienie jest rozpoznawane u pacjenta dopiero w momencie, gdy zgłasza się do szpitala – nieraz z całkiem innego powodu. Nadciśnienie jest ogromnym problemem społecznym: już dziś cierpi na nie 9,5-10 mln Polaków, a prognozuje się, że w 2035 roku będzie to aż 15 mln. Zmniejsza się liczba osób palących, ale wzrasta – otyłych, tak więc problem nadciśnienia i innych chorób związanych z otyłością będzie narastać. To ogromne wyzwanie i dla lekarzy, i dla organizatorów ochrony zdrowia, którzy podejmują decyzje, gdzie będą kierowane pieniądze.

    Z danych wynika, że w ostatnich latach poprawiła się skuteczność leczenia nadciśnienia: z 12 do 26 proc. osób. Jako lekarz muszę jednak powiedzieć, że przyjmując chorych do szpitala, niejednokrotnie stwierdzam, że są źle leczeni. I nie wynika to tylko z braku dyscypliny pacjenta, lecz także z nieprawidłowego ordynowania leków przez lekarzy. Zdarza się np. zalecenie przyjmowania diuretyków wieczorem. Mówię to ze smutkiem. Mogę zrozumieć pewien brak dyscypliny u chorego, jeśli chodzi o przyjmowanie leków, ale nie mogę zrozumieć tego, że lekarz wypisuje niewłaściwe leki. Niestety, obecnie nie ma żadnej kontroli merytorycznej nad lekarzem podstawowej opieki zdrowotnej. Jest tylko nadzór NFZ, ale pod kątem finansowym. Nie ma kontroli jakości leczenia.

    Czy pacjenci są właściwie edukowani przez lekarzy jeśli chodzi o skutki uboczne nadciśnienia, takie jak udar mózgu czy zawał?

    Prof. Andrzej Januszewicz:

    Z wcześniejszych badań NATPOL wynika, że na 100 chorych na nadciśnienie tętnicze 20 nie kojarzy go z żadnym konkretnym zagrożeniem. Z jakąś chorobą kojarzyło je jedynie 20-40 proc. osób, najczęściej był to udar mózgu lub zawał serca.

    Dr Waldemar Wierzba:

    Mam osobisty przykład ilustrujący jeden z największych problemów w leczeniu nadciśnienia. Otóż mój przyjaciel miał zapisywane nowoczesne leki, ale ich nie brał. Dostał wylewu. Na szczęście wyszedł z tego. Wykorzystując grono tak wybitnych specjalistów, chciałbym spytać, czy my wszyscy nie robimy zbyt mało w celu edukacji społeczeństwa? Bo nadciśnienie ma to do siebie, że nie boli. Często nie zwraca się na nie uwagi, dopóki nie zdarzy się tragedia, jak ta, która dotknęła mojego przyjaciela.

    Prof. Zbigniew Gaciong:

    Tak, tylko jest pytanie, kto powinien edukować. Kiedy jeszcze była możliwość finansowania programów medycznych, to często okazywało się, że lepszymi edukatorami niż lekarze były pielęgniarki. Wielu pacjentów w obecności lekarza czuło skrępowanie, a z pielęgniarkami rozmawiało i zgłaszało swoje wątpliwości. Problem polega też na tym, że nikt nie zajmuje się edukacją społeczeństwa, nikt nie czuje się do tego zobowiązany. Takie próby edukacji były podejmowane w ramach programu POLKARD „Szansa dla młodego serca”, który był kierowany do szkół. Jednak żeby tego typu przekaz był skuteczny, musi być widoczny, powtarzalny, poparty przykładem osobistym: lekarza, nauczyciela, polityka. Inaczej nie działa. A co się dzieje w naszych mediach? W telewizji publicznej prawie nie ma programów o zdrowiu, cały dzień za to mamy reklamy chipsów, a potem miła pani prezenterka zapowiada, że będzie super program – koniecznie zostańcie z nami, nie odchodźcie od telewizora aż do nocy, nie wstawajcie z foteli. Jeżeli już jakiś przekaz się pojawi, to jego hipokryzja jest koszmarna.

    Prof. Andrzej Januszewicz:

    W Ontario, jednej z prowincji Kanady, kilka lat temu zwrócono uwagę, że skuteczność leczenia nadciśnienia jest fatalna, bo wynosi niecałe 16 proc. To znaczy: na 100 leczonych pacjentów tylko 16 osiągało docelową wartość ciśnienia. Rozpoczęto wtedy wielki program poprawy skuteczności leczenia nadciśnienia. Jednym z jego celów była edukacja: lekarzy rodzinnych, pielęgniarek, pacjentów. Efekty wprowadzenia tego programu okazały się znakomite i w tej chwili jest on rozszerzany na większość obszaru Kanady. Po raz pierwszy na świecie udokumentowano, że tak zintegrowany program daje efekt. W ciągu kilku lat poprawiono skuteczność leczenia nadciśnienia z 16 do 66 proc.! Tego nikt inny na świecie nie osiągnął! Pewnie pana znajomy miałby znacznie większą szansę na uniknięcie udaru, gdyby mieszkał w Ontario.

    dr Stanisław Karczewski:

    Muszę się przyznać, że niestety nie jestem w grupie osób, która dobrze kontroluje ciśnienie. To znaczy: rzuciłem palenie 6 lat temu, jestem aktywny fizycznie, biegam, uprawiam też inne sporty, zwracam uwagę na to, co jem. Wiem, że to na pewno spowodowało redukcję liczby leków, które muszę zażywać. Przyznaję jednak, że jeśli chodzi o mierzenie ciśnienia, to często brakuje mi na to czasu. Choć myślę, że może po tej rozmowie będę robić to częściej…

    Jak wygląda w tej chwili dostęp pacjentów do nowoczesnych terapii nadciśnienia?

    Prof. Andrzej Januszewicz:

    Obecnie pacjent ma dostęp prawie do wszystkich nowoczesnych leków. Betablokery, diuretyki, sartany, inhibitory konwertazy, antagoniści wapnia – w zasadzie wszystkie klasy leków na nadciśnienie, które stanowią podstawę leczenia, zarówno w monoterapii, jak i w politerapii, są w Polsce dostępne. Jednak nie wszystkie nowe leki z tych grup są refundowane.

    Prof. Zbigniew Gaciong:

    Ja się zawsze trochę wzdrygam, gdy słyszę słowo „nowoczesny”. Zakłada ono, że „nowoczesny” znaczy „lepszy”. A nie zawsze to, co nowsze, jest rzeczywiście lepsze. Na przykładzie terapii hipotensyjnej widzimy, że preferowane są najstarsze diuretyki. Nie zawsze postęp daje więc zmianę jakościową.

    dr Stanisław Karczewski:

    Polscy pacjenci często nie mają dostępu do nowoczesnych, sprawdzonych terapii, bo nie są one refundowane. A nie są refundowane, bo nikt nie bierze pod uwagę tego, że skuteczniejsze leczenie spowodowałoby np. mniejszą absencję w pracy. Początkowo co prawda wydawalibyśmy więcej pieniędzy na leczenie, ale w perspektywie to by się nam opłacało, ponieważ chorzy dobrze leczeni nie mają powikłań, mogą dłużej pracować, nie przechodzą na rentę. Rozmawiałem na ten temat z wieloma profesorami medycyny. Wszyscy powtarzali to samo: trzeba zwrócić uwagę na leczenie innowacyjne, które de facto przynosi lepszy efekt finansowy dla całej gospodarki. Jeśli chcemy leczyć dobrze, skutecznie, nowocześnie, to nie możemy leczyć tanio. To tak, jakby ktoś chciał jeździć komfortowym samochodem za niewielkie pieniądze. Nie da się: trzeba zapłacić więcej, ale w efekcie będzie się to opłacało. Są innowacyjne terapie w reumatologii, cukrzycy, nadciśnieniu. Jest jednak kwestia zmiany mentalności polityków, którzy odpowiadają za finanse. Powinni zacząć myśleć perspektywicznie. Trzeba im uświadomić, jak ważne jest zdrowie i jak wysokie powinny być na nie nakłady. Warto byłoby wprowadzić pomysł prof. Zbigniewa Religi, a mianowicie, żeby składkę chorobową dołączyć do zdrowotnej, jak to jest np. w Niemczech. To by stymulowało zwracanie uwagi na to, o czym często się zapomina: że pacjent źle leczony pójdzie na zwolnienie, będzie musiał dostać świadczenie chorobowe, rentę, a przez to my też tracimy pieniądze w systemie. Połączenie składki chorobowej i zdrowotnej stanowiłoby prosty mechanizm, który mógłby spowodować zmianę sposobu myślenia osób zajmujących się ochroną zdrowia.

    A jak wygląda dostęp pacjentów do leków, które są w stanie chronić przed skutkami nadciśnienia, takimi jak udary?

    Prof. Zbigniew Gaciong:

    Jeśli patrzymy na wyniki różnego rodzaju mega-metaanaliz, to wydaje się, że lekami, które najskuteczniej chronią pacjenta przed udarem w prewencji pierwotnej, są długodziałające pochodne dihydropirydyny z grupy antagonistów wapnia. W wielu krajach, w tym w Wielkiej Brytanii, jest to grupa zdecydowanie preferowana. Z największego opracowania opublikowanego do tej pory – w 147 badaniach wzięło udział ponad 900 tysięcy pacjentów – w którym porównywano różne metody leczenia, bez wątpienia antagoniści wapnia wyprzedzili wszystkie inne grupy leków.

    Dr Wojciech Matusewicz:

    Według mnie dostęp pacjentów w Polsce do leków na nadciśnienie jest w tej chwili bardzo dobry: chorzy mają dostęp do wszystkich grup – antagonistów wapnia, inhibitorów konwertazy angiotensyny, antagonistów receptora angiotensyny, betablokerów, leków diuretycznych. W leczeniu nadciśnienia ważna jest jednak nie tylko farmakoterapia, ale przede wszystkim zmiana trybu życia pacjenta. Przede wszystkim powinien on schudnąć (pacjenci z nadwagą mają dwa razy większe ryzyko zachorowania na nadciśnienie niż osoby o prawidłowej masie ciała). Druga sprawa to ograniczenie ilości spożywanej soli kuchennej (dzienna norma to 5 g, tymczasem Polacy często spożywają i 30 g soli). Już samo ograniczenie ilości spożywanej soli mogłoby spowodować redukcję ciśnienia o 10 mm HG. Również stosowane leki będą bardziej skuteczne przy ograniczeniu spożycia soli. Ogromnym problemem jest jednak brak edukacji chorych: pacjenci często nie stosują się do zaleceń lekarzy: nie przyjmują zaleconych leków lub przyjmują je o złych porach dnia. W efekcie leki nie działają tak, jak powinny.

    Na czym polega przewaga preparatów najnowszej, trzeciej generacji?

    Prof. Andrzej Januszewicz:

    W zasadzie, jeśli chodzi o efekt hipotensyjny, czyli stopień obniżenia ciśnienia tętniczego, to w przypadku wszystkich tych grup leków, tzn. diuretyków, betablokerów, inhibitorów konwertazy, sartanów, antagonistów wapnia, jest on porównywalny. Są natomiast różnice jeśli chodzi o choroby współistniejące z nadciśnieniem tętniczym oraz o wpływ na tzw. twarde punkty końcowe, czyli udar mózgu, zawał. Okazuje się, że nie zawsze porównywalne obniżenie ciśnienia tętniczego przez te leki przekłada się na porównywalne zmniejszenie ryzyka udaru czy zawału serca. Różnice pomiędzy lekami są widoczne. Na tym tle w dużych opracowaniach najlepiej wypadają antagoniści wapnia. Leki te różnią się jednak od siebie. Można je podzielić na trzy grupy farmakologiczne albo np. pod względem generacji. Generalnie różnica pomiędzy nimi polega na tym, w jaki sposób wiążą się z receptorami w ścianie naczynia, a dokładnie z elementami, które decydują o rozkurczu naczynia. To przekłada się na objawy niepożądane.

    Skoro te pięć grup leków w taki sam sposób obniża ciśnienie, to dlaczego antagoniści wapnia najskuteczniej zapobiegają udarom?

    Prof. Zbigniew Gaciong:

    Tego jeszcze dokładnie nie wiemy. Ostatnio jednak zwraca się coraz większą uwagę na nowy parametr: tzw. zmienność ciśnienia tętniczego. Większe ryzyko udarów dotyczy pacjentów, u których występują duże różnice ciśnienia. Okazało się też, że poszczególne leki różnią się wpływem na zmiany ciśnienia. Najbardziej korzystnie w badaniach wypadli właśnie antagoniści wapnia. Dlaczego? Być może dlatego, że istotnym elementem ryzyka udaru jest ciśnienie centralne, czyli takie, które panuje najbliżej mózgu, a którego wartość jest w znacznej mierze pochodną sztywności dużych naczyń. Wraz z wiekiem wszystko nam włóknieje, duże naczynia też. Okazuje się jednak, że można w pewien sposób tę sztywność zmniejszyć. I w tym przypadku wydaje się, że antagoniści wapnia działają skuteczniej niż inne klasy leków obniżających ciśnienie.

    Prof. Andrzej Januszewicz:

    Dwa europejskie towarzystwa – leczenia nadciśnienia tętniczego oraz kardiologiczne – wskazały, że antagoniści wapnia powinni być stosowani u osób w wieku podeszłym oraz u chorych, którzy mają udokumentowaną miażdżycę tętnic szyjnych i wieńcowych. Te wskazania zostały wpisane do europejskich zaleceń, gdyż badania wykazały, że przyjmowanie antagonistów wapnia nie powoduje pogrubienia błony wewnętrznej i środkowej w obrębie tętnic, m.in. doprowadzających krew do mózgu. Grubość tętnic nie powiększa się, a z niektórych badań wynika nawet, że ulega umiarkowanemu zmniejszeniu. To samo dotyczy jednego z najpoważniejszych następstw nadciśnienia, a mianowicie przerostu mięśnia sercowego, zwłaszcza lewej komory. Antagoniści wapnia bardzo skutecznie mu przeciwdziałają. Tak więc te leki powodują cofanie się powikłań nadciśnienia, zarówno w sercu, jak i w naczyniach. To zostało udokumentowane w dużych badaniach prowadzonych w ciągu ostatnich 15 lat.

    Dr Wojciech Matusewicz:

    Antagoniści kanałów wapniowych odgrywają bardzo dużą rolę w zapobieganiu powikłaniom nadciśnienia, jakimi przede wszystkim są zawały serca oraz udary mózgu. Ich skuteczność, szczególnie u osób starszych, została udowodniona w trwającym 10 lat wielkim badaniu EUROPA. Jest to w tej chwili grupa leków z wyboru jeśli chodzi o zapobieganie skutkom nadciśnienia tętniczego, zwłaszcza u osób starszych, z podwyższonym ciśnieniem skurczowym.

    Jednak mimo tak jednoznacznych wyników badań chorzy w Polsce często nie są nimi leczeni…

    Prof. Zbigniew Gaciong:

    W Polsce nadal dominującą grupą leków są preparaty blokujące układ renina-angiotensyna, czyli głównie inhibitory konwertazy. Wytyczne europejskie mówią: pierwszy lek może być dowolnym spośród tych pięciu grup, o ile pacjent nie ma szczególnych wskazań lub przeciwwskazań. Jedynie Anglicy wprowadzili ściślejsze kryteria, czyli zawęzili początkowy wybór do dwóch leków.

    Prof. Andrzej Januszewicz:

    Wytyczne brytyjskie jasno mówią: u osób powyżej 55. roku życia leczenie nadciśnienia tętniczego powinno się rozpoczynać od antagonistów wapnia. Wytyczne brytyjskie, oprócz wieku, uwzględniają jeszcze płeć oraz rasę chorego.

    Dr Waldemar Wierzba:

    W XXI wieku warto wreszcie zacząć w Polsce myśleć o liczeniu kosztów społecznych. Z wielu badań wynika, że finansowanie najnowszych, sprawdzonych technologii po prostu się opłaca. U nas jednak wciąż nie liczy się kosztów społecznych. A przecież wiele osób po zawałach czy udarach przechodzi na garnuszek ZUS. Gdyby policzyć te koszty, można by jasno wykazać, że naprawdę opłaca się finansować nowoczesne terapie.

    Dr Jacek Paszkiewicz:

    Zapotrzebowanie na lepsze, skuteczniejsze – a co za tym idzie droższe – usługi medyczne zawsze będzie wyprzedzało wzrost PKB czy środki, które przeznaczamy na usługi medyczne. Szybkość przyrostu oczekiwań zawsze będzie wyższa niż przyrost dochodu narodowego. Wszystkie kraje, które wchodzą w etap dynamicznego rozwoju, mają podobne problemy. Kwestia liczenia kosztów społecznych jest bardzo istotna. Niestety, wszystkie programy promocji zdrowia, które powinny być finansowane z budżetu, są finansowane słabo bądź wcale.

    Barbara Misińska:

    Nie jest prawdą mówienie przez polityków zajmujących się zdrowiem, że będziemy mieć wszystko, kiedy na zdrowie będziemy przeznaczać 5 proc. PKB. Od 14 lat nie możemy w Polsce zdecydować się na liczenie kosztów, choć wiele się o tym mówi. Nikt tak naprawdę nie potrafi określić, ile pieniędzy nam brakuje: 1 proc. PKB, 1,5 proc., a może 2 proc.? Ciągle wracamy do pomysłu ubezpieczeń zdrowotnych. I możemy sobie odpowiedzieć na pytanie: czy w Polsce stać nas na te leki najnowszej, trzeciej generacji na nadciśnienie? Myślę, że nas na nie stać, tylko że nie ma takiego mechanizmu, by pacjentowi pomóc. Mamy chory system. I trzeba go jak najszybciej zmienić.

    Red. Paweł Kruś:

    Czy NFZ wydaje jakiekolwiek pieniądze na profilaktykę nadciśnienia?

    Dr Jacek Paszkiewicz:

    Za to odpowiada Ministerstwo Zdrowia, a nie NFZ. Ja nie mam wątpliwości, że w tej kwestii jest bardzo wiele do zrobienia. W wielu krajach pochylono się nad tym problemem, w ślad za Kanadą. Zastanawiano się, jakie są przyczyny zaniechania leczenia nadciśnienia czy też jego niewłaściwego leczenia. Część osób, zwłaszcza młodych, traktuje nadciśnienie jak chorobę typu grypa: wziąłem leki, więc mi przeszło. Wracają potem do lekarza po wielu latach. Pacjenci nie wiążą otyłości, zespołu metabolicznego, braku ruchu z nadciśnieniem. Jeśli zapytamy chorego, powie, że ma tak wysokie ciśnienie, bo go żona zdenerwowała, w pracy jest nerwowo, a jak będzie spokojniejszy, to wszystko się unormuje. Taka jest wiedza społeczeństwa. Na promocję zdrowia muszą być przeznaczone określone pieniądze z budżetu państwa. I muszą być określone nowoczesne programy promocji zdrowia. Miałem okazję czytać kilka takich programów promocji zdrowia z krajów anglosaskich. Wyglądały jak kampania reklamowa i dlatego były skuteczne. U nas takich mechanizmów nie ma.

    dr Stanisław Karczewski:

    Nie jestem za tym, by tworzyć kolejny narodowy program, tym razem profilaktyki nadciśnienia. Bo takie akcje kiedyś się kończą. Jestem za rozsądkiem i zrównoważonym rozwojem medycyny. Lekarz podstawowej opieki zdrowotnej powinien znać problem nadciśnienia, ale też pamiętać o innych problemach, np. cukrzycy, hipercholesterolemii, chorobach nowotworowych. Marzę, by minister zdrowia nie był ministrem od choroby i gaszenia pożarów, tylko od zdrowia, miał wizję rozwoju, był autorytetem. Powinien raz w tygodniu, w dobrym paśmie telewizyjnym, mieć pogadanki na temat zdrowia i profilaktyki. Jak kiedyś minister Jacek Kuroń.

    Pani dyrektor Barbara Misińska powiedziała, że stać by nas było na nowoczesne leki na nadciśnienie. Czy leki trzeciej generacji antagonistów wapnia są chorym potrzebne?

    Prof. Andrzej Januszewicz:

    Tak. Można przytoczyć proste argumenty oparte na wyliczeniach i doświadczeniach krajów, które udowodniły, że te leki działają. Z raportu kanadyjskiego wynikało, że spowodowały one zmniejszenie liczby zawałów. Efekt? W tej chwili w Kanadzie choroby układu krążenia nie są już pierwszą przyczyną zgonów! Musimy jednak pamiętać, że w zależności od generacji antagonistów wapnia są między nimi duże różnice jeśli chodzi o częstość występowania działań niepożądanych. Mają one ogromne znaczenie dla pacjentów – często to właśnie z ich powodu przerywają oni leczenie lub leczą się niesystematycznie. Dlatego tak ważne jest, by pacjenci mieli dostęp do tych leków, które mają najmniej działań niepożądanych. Takimi lekami są antagoniści wapnia trzeciej generacji. Niestety, tak jak wspominaliśmy, spośród leków z tej grupy, jak na razie refundowany jest w Polsce tylko jeden. Na pewno dopuszczenie do refundacji także innych leków z tej grupy, np. lerkanidypiny, byłoby korzystne dla pacjentów.

    Dr Waldemar Wierzba:

    Od wielu lat jestem zwolennikiem takiego podejścia do nowoczesnych terapii, by każdy nowy lek, który ma udowodnione bezpieczeństwo i efektywność kliniczną, na okres próbny znajdował się na liście leków refundowanych. I wtedy moglibyśmy rzeczywiście przekonać się, czy jest efekt. Są jednak w tej chwili duże szanse, że te leki najnowszej generacji z grupy antagonistów wapnia wejdą do refundacji. To tylko kwestia czasu.

    Dr Wojciech Matusewicz:

    W kardiologii dokonuje się prawdziwy przełom, wciąż pojawiają się nowe leki. Jeśli chodzi o grupę antagonistów wapnia i pochodnych dihydropirydyny, pacjenci w Polsce mają dostęp do refundacji wielu leków z tej grupy. Z 30-procentową odpłatnością są sprzedawane leki zawierające amlodypinę, felodypinę, lacydypinę, a nimodypina jest na ryczałt. W październiku będzie rozpatrywana przez AOTM i zostanie wydana decyzja w sprawie nowego leku z tej grupy – lerkanidypiny. Jeśli chodzi o ocenę leków dokonywaną przez Agencję, to bierze się pod uwagę trzy elementy. Pierwszy to skuteczność terapii – w tym przypadku chodzi nie o samo obniżenie ciśnienia, lecz o tzw. twarde punkty, czyli zmniejszenie powikłań nadciśnienia, to znaczy zawałów serca i udarów. Druga kwestia to bezpieczeństwo pacjenta, a trzecia – aspekt ekonomiczny. Jeśli lek jest drogi, to sugerujemy działającej w Ministerstwie Zdrowia Komisji Ekonomicznej negocjacje cenowe z producentem. A ostateczną decyzję o refundacji podejmuje minister zdrowia.

    Więcej od autora

    Podobne artykuły

    ŚWIAT LEKARZA 3Dspot_img

    Najnowsze artykuły

    Pierwsze Muzyczne Spotkania Mistrzów Medycyny: Uzyskaliśmy 6 600 zł na stypendia dla młodych naukowców!

    Podczas koncertu Muzyczne Spotkania Mistrzów Medycyny miała miejsce niezwykła aukcja na rzecz II stypendium naukowego Nagrody Zaufania Złoty OTIS. Gości oczarowały pięknie arie w...

    Szkoła, gmina, system – partnerstwo przeciw epidemii otyłości i cukrzycy

    Podczas konferencji prasowej, która odbyła się 22 czerwca br., zaprezentowany został raport Cities Changing Diabetes (CCD). To tzw. raport otwarcia programu w Polsce. Szkoła,...

    Koniec roku szkolnego. Zbadaj wzrok dziecka

    Końcówka czerwca to dla dzieci koniec roku szkolnego i długo wyczekiwany początek wakacji. Zanim jednak na dobre rozpoczniemy błogie lenistwo, warto sprawdzić kondycję wzroku...

    Chcesz być na bieżąco z informacjami ze świata medycyny?

    Zaprenumeruj bezpłatnie ŚWIAT LEKARZA 3D