Prof. dr hab. med. Aleksander Sieroń dr h.c. multi
fot. Tomasz Adamaszek

Błędy w sztuce lekarskiej

Z prof. dr. hab. n. med. Aleksandrem Sieroniem, dr. hc. multi. z Uniwersytetu Jana Długosza w Częstochowie, wieloletnim kierownikiem Katedry i Oddziału Klinicznego Chorób Wewnętrznych, Angiologii i Medycyny Fizykalnej Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Bytomiu, Krajowym Konsultantem w dziedzinie angiologii, rozmawia Paweł Kruś.

Błąd medyczny” to tytuł wykładu prof. Aleksandra Sieronia
inaugurującego rok akademicki 2019/2020 na Uniwersytecie Humanistyczno-Przyrodniczym im. Jana Długosza w Częstochowie.

Panie Profesorze, co to jest błąd medyczny?

Sądzę, że są dwie definicje błędu medycznego. Pierwsza to definicja pacjenta, która mówi o każdym działaniu lub zaniechaniu działania diagnostycznego i/lub terapeutycznego przez personel medyczny każdego szczebla (a więc popełnionym przez lekarza, pielęgniarkę, diagnostę, fizjoterapeutę) skutkujący pogorszeniem się stanu zdrowia pacjenta. Druga definicja, kodeksowa, określa błąd medyczny jako nieumyślne działanie, zaniedbanie lub zaniechanie lekarza, lekarza dentysty, pielęgniarki, położnej bądź osoby wykonującej inny zawód medyczny powodujące szkodę u chorego.

Jakie są najczęstsze przyczyny błędu medycznego?

W mojej ocenie można wskazać trzy główne przyczyny błędów w sztuce lekarskiej. Pierwsza to błąd systemu, druga – błąd człowieka, a trzecia to błąd techniki użytej do diagnostyki lub terapii. Błąd systemu może wynikać z dramatycznego braku kadry medycznej. Liczba lekarzy na 1000 mieszkańców w Polsce to 2,4, a średnia w Europie to 3,6. Dlaczego brakuje tak wielu lekarzy w Polsce? Wymienia się kilka przyczyn, ale o jednej niewiele się mówi – to system weryfikacji lekarzy. Na przykład w tegorocznej sesji Lekarskiego Egzaminu Końcowego (LEK) nie zdało prawie 1000 absolwentów studiów lekarskich na około 6600 zdających. I co roku sytuacja się powtarza. To jest dramat nie tylko tych młodych ludzi, ale także dramat nas – pacjentów. Jeszcze gorzej przedstawiają się dane dotyczące pielęgniarek. Liczba pielęgniarek przypadająca na 1000 mieszkańców w Polsce wynosi 4,6, podczas gdy w innych krajach jest ich nawet kilka razy więcej. To są błędy systemu, efekt kilkudziesięciu lat braku myślenia o ochronie zdrowia. Mówię to z pełną odpowiedzialnością.

Powszechnie uważa się, że błąd medyczny to błąd człowieka.

Błędem medycznym może być błąd merytoryczny oraz błędy wynikające ze zmęczenia, ale i z niedoboru informacji. Błąd merytoryczny to niewiedza w określonej dyscyplinie medycznej. Znana Góra Błogosławieństw w Izraelu symbolizuje Kazanie Na Górze, podczas którego Jezus wygłosił osiem błogosławieństw. Mnie brakuje jeszcze dziewiątego: „Żebyś chorując, trafił do tego lekarza, który się zna na twojej chorobie”. Żadne tytuły naukowe nie pomogą, jeśli lekarz nie ma wiedzy i właściwego podejścia do choroby. Zmęczenie, które towarzyszy lekarzom dyżurującym przez 4-5 dni w tygodniu, nadmierny stres, obciążenie pracą, brak snu – tak również rodzą się błędy lekarskie. Niedobór informacji także może wpływać na przebieg leczenia. Ilu lekarzy słyszało na przykład o „Laserobarii S” w Bytomiu? Jak mają wysłać tam na leczenie pacjenta zagrożonego amputacją na skutek owrzodzeń podudzi, skoro nie znają tej metody? Jeśli wiedzieliby, dokąd skierować pacjenta, być może liczba amputacji byłaby mniejsza.

Czy podobnie ma się sprawa z wiedzą o nowych terapiach, które są w trakcie uzyskiwania refundacji?

Obawiam się, że tak. Informację najczęściej przekazują reprezentanci firm farmaceutycznych, ale dopiero po zakończeniu procedur i najczęściej lekarzom wybranych specjalności. „Świat Lekarza” powinien stworzyć ogólnodostępną, profesjonalną platformę informacyjną dla lekarzy. Przedstawiać na niej terapie, które istnieją i mogą być refundowane. Potrzebujemy wielotematycznego, syntetycznego przekazu dla lekarzy, Panie Redaktorze. Proszę o nim pomyśleć.

Na czym polega błąd techniki użytej do diagnostyki i/lub terapii?

Medycyna nie „może”, ale „musi” korzystać z postępów techniki. Jesteśmy na to skazani, bo postęp to szansa dla medycyny. Cesarz Neron polecił, żeby w miejsce brakującej mu jedynki lekarz wstawił oszlifowany diament. Niestety po dwóch nieudanych próbach i złości cesarza, lekarz został zmuszony do wypicia trucizny. Tak czasem w starożytności wyglądały skutki błędu medycznego. W XVIII wieku dobrym przykładem jest sztuczna szczęka George’a Washingtona. Mimo że została zbudowana ze złota, metalowych sprężyn, zębów ludzkich, zębów hipopotama i kości słoniowej, to skutki były niezbyt dobre. Trzykrotnie próbowano zlikwidować błąd medyczny techniką, która w efekcie spowodowała progenię, czyli wysunięcie brody i ogromny ból.

Czy to oznacza, że każdy postęp techniki zmniejsza lub zwiększa ryzyko powstania błędu medycznego, np. aparaturowego?

Można zadać inne pytanie: Czy zastosowanie starszej techniki i wynikające z tego różnice w diagnostyce lub terapii to błąd lekarski? W Stanach Zjednoczonych liczba lekarzy się zmniejsza i są bardzo drodzy, dlatego coraz częściej ich niektóre funkcje przejmują nie-lekarze, którzy potrafią, oceniając dane obrazowe, uzyskać niektóre potrzebne do diagnozy parametry. Wynika to z faktu, że przy użyciu nowoczesnej techniki nie trzeba czasem wiedzy medycznej, żeby dokonać pomiaru. Bez techniki i dokładnych pomiarów można popełnić błąd, który bywa dramatyczny i skraca życie. Na przykład CEUS to badanie ultrasonograficzne polegające na podaniu pacjentowi dożylnie gazu, który tworzy w krwi pęcherzyki, a te odbijając i rozpraszając fale akustyczne powodują wzmocnienie obrazu badanego obszaru. Np. USG bez kontrastu u pacjenta z rakiem jelita grubego wykazuje prawidłowy obraz wątroby, co może być wskazaniem do operacji, ale gdy po wykonaniu badania techniką CEUS na obrazie pojawiają się przerzuty w wątrobie, może to być istotnym przeciwwskazaniem do operacji.

Czyli błąd lekarski rozciąga się znacznie dalej w technice, niż do tej pory myśleliśmy?

Jest jeszcze jeden aspekt – to ekonomia. PET to modne badanie, które kosztuje kilka tysięcy złotych. Jego czułość wynosi 90 proc., a CEUS, który kosztuje „tylko” 300 zł – 86 proc. Tu wkrada się również błąd ekonomiki zdrowia.

Czy technika, która ma służyć zwiększeniu liczby danych, może mieć wady?

Tak. Rezonans magnetyczny 1,5 T daje bardzo dobre wyniki. Współcześnie używamy także rezonansu magnetyczny o indukcji 3 T, który pozwala na uzyskanie obrazów o wyższej rozdzielczości i dokładności. Wiedza inżynierska umożliwiła także zbudowanie MRI o B = 7 T, jednak jego czułość jest zbyt wysoka. Obserwuje się zbyt wiele artefaktów, ergo, istnieje granica zastosowania techniki w medycynie.

Zatem nie każda maszyna wspomaga działanie człowieka? A co ze sztuczną inteligencją?

Dotąd nikt jeszcze nie powiedział, że dzięki sztucznej inteligencji będzie znakomicie w medycynie. Nie ma bowiem wielu twardych dowodów na jej przydatność w leczeniu lub diagnostyce. Na dodatek w Polsce 24,7 proc. lekarzy jest w wieku emerytalnym i późniejszym. Czy lekarz w tym wieku poradzi sobie z komputerem i sztuczną inteligencją? Powiedzmy otwarcie, starość powoduje zmniejszenie percepcji.

Jak ustrzec się błędów medycznych?

Niestety, nie ma możliwości całkowitej ich eliminacji. Świat medyczny robi wszystko, żeby ich liczba, ranga i skutki były jak najmniejsze. Ale, aby je zmniejszyć, powinno nam przyświecać przesłanie cesarza Franciszka Józefa II skierowane do kongresu lekarzy w Krakowie: „In unione salus”. Dlatego my, medycy, powinniśmy działać wspólnie z humanistami, inżynierami, technikami, ale także z naszymi pacjentami.

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza