Więcej

    Karaibskie Niderlandy

    Mała Holandia w tropikach – tak najkrócej można by opisać specyfikę stawiającej ostatnio mocno na turystów wyspy Curaçao. Jej znak rozpoznawczy to likier o barwie wody z bajkowej laguny.

    Holenderskie Karaiby

    Curaçao – co miejscowi, posługujący się najczęściej językiem papiamento, mieszanką portugalskiego i holenderskiego, wymawiają „korsou” – to terytorium zależne Holandii, ale w dużej mierze cieszące się autonomią: jest premier, własna waluta, własne prawa, flaga, godło, hymn. Wyspa leży w archipelagu Małych Antyli, należących geograficznie do Karaibów. Zamieszkiwało ją pierwotnie indiańskie plemię Arawaków, ale kontakt z europejskimi odkrywcami zakończył się dla nich fatalnie… Po rządach hiszpańskich nastał na wyspie czas holenderski i – z krótkimi przerwami na panowanie Francji i Wielkiej Brytanii – stan ten trwa do dziś. Na niewielkiej, wielkością zbliżonej do obszaru Warszawy, Curaçao wszystko kręciło się zawsze wokół portów – idealne miejsca postoju statków i przeładunku towarów rekompensowały brak wielkich bogactw naturalnych i decydowały o rozwoju wyspy. Niestety, przez długi czas miejscowe porty były centrum handlu żywym towarem jadącym w stronę obu Ameryk. Najnowsza historia jest dość pogmatwana, bowiem najpierw doszło tu do nieudanego zrywu niepodległościowego, a później w referendum mieszkańcy opowiedzieli się za odrzuceniem niepodległości i pozostaniem w obrębie Królestwa Niderlandów. Na leżącej około 60 kilometrów od wybrzeży Wenezueli wyspie panuje klimat tropikalny, suchy, co ważne – nie docierają tutaj praktycznie żadne huragany. Powierzchnia jest pofałdowana, ale to krajobraz wybitnie nizinny; największa góra, Christoffelberg, wznosi się na zaledwie 372 m n.p.m.

    Błękit w butelce

    Z czym kojarzy się powszechnie nazwa wyspy? Oczywiście ze słynnym likierem o tej samej nazwie. Likier ten wyrabia się z tutejszej odmiany pomarańczy, zwanej laraha (konkretniej mówiąc, używa się w tym celu olejków ze skórki larahy). Owoce te są potomkami pomarańczy przywiezionych tutaj z okolic Sewilli przez hiszpańskich osadników w 1527 roku. Klimat nie służył ich uprawie, zdziczały więc i z czasem wyglądem przestały przypominać soczyste pomarańczowe kule – skórka zrobiła się pomarszczona, gruba, jej barwę zdominowały zielenie, a sam smak stał się tak gorzki, że laraha jest w zasadzie na surowo niejadalna. Ma jednak niesamowity aromat i to wykorzystano przy produkcji likierów. Kiedy wydestylowano pierwszą butelkę tego alkoholu, dokładnie nie wiadomo, prawdopodobnie w pierwszej połowie XVII wieku, być może za sprawą wytwórni Lucas Bols, szukającej na Karaibach nowych owocowych smaków dla swych trunków. W każdym razie to Lucas Bols w 1912 roku zaczęła sprzedawać błękitny likier nazwany „Niebiańskim kremem”. O palmę pierwszeństwa spiera się jednak z Bolsem Senior & Co., nieduża miejscowa rodzinna wytwórnia alkoholu założona przez żydowskich emigrantów, Edgara Seniora i Chaima Mendesa Chumaceiro, która jako jedyna na świecie od samego początku swego istnienia produkowała likiery z dodatkiem larahy, sprzedawane już od 1896 roku w aptekach. Wytwórnia, mieszcząca się w rezydencji Chobolobo, jest jedną z głównych turystycznych atrakcji wyspy: w ciągu godzinnego oprowadzania z przewodnikiem można tu zobaczyć chociażby 120-letnie miedziane naczynie do destylacji, wciąż będące w użytku, poznać krótką historię wyspy, zwiedzić coś w rodzaju muzeum poświęconego tradycyjnym wyrobom tubylców, zapoznać się z procesami produkcji, wreszcie dokonać degustacji i zakupów – do wyboru jest też likier z dodatkiem kawy, rodzynek lub czekolady. A zaspokajając ciekawość nadmieńmy, że likier – którego bazę stanowi 96-proc. koszerny alkohol – po destylacji jest bezbarwny; o jego błękicie decyduje prozaiczne dodanie bezsmakowego barwnika, najczęściej E133 Brilliant Blue. Inne rodzaje tego likieru mogą być zielone, żółte lub czerwone, ale smak każdej z odmian jest taki sam.

    Twierdza z koralowców

    Chobolobo można zwiedzić w stolicy wyspy, Willemstad, zwanym czasem Małym Amsterdamem. Miasto to leży nad naturalnym portem Schottegat, a jego początki sięgają 1634 roku, kiedy to założono dzisiejszą dzielnicę Punda. To w niej i w Otrobandzie znajdują się najważniejsze zabytki, a trzeba nad-mienić, że samych starych budynków – pięknie odrestaurowanych – znajdujących się na liście UNESCO jest w Willemstad około 700! Są zamieszkałe, co więcej, można w nich spędzić noc – przykładem Poppy Hostel. Obie dzielnice znajdują się po dwóch stronach zatoki Sint Anna, łączą je obecnie dwa mosty, w tym most Królowej Juliany, najwyższy na Karaibach (56,5 m nad wodą). W stolicy można zobaczyć najstarszą na Karaibach synagogę, liczne muzea (morskie, pocztowe, numizmatyczne, a także przybliżające dawną kulturę wyspy warte uwagi muzeum Kura Hulanda), siedzibę rządu, czyli Fort Amsterdam, a przede wszystkim Rif Fort, XIX-wieczną warownię, która strzegła portu przed atakami piratów. Jej mury zbudowano ze skamieniałych koralowców, bezpieczeństwa strzegło 56 wycelowanych w morze dział. Nieopodal miasta można zwiedzić zespół jaskiń Hato, w których ukrywali się Arawakowie (na ścianach widnieją ich petroglify sprzed ponad 1500 lat), a później zbiegli niewolnicy; bogate w fantazyjne stalaktyty, stalagmity i formacje skalne (np. Głowa Pirata, Żółw Morski) jaskinie zostały pięknie podświetlone. Nawiązując jeszcze do fortyfikacji, nie można zapomnieć o fortecy Beekenburg z 1703 roku, której charakterystyczne mury w kształcie wieży szachowej zrobiono z kamieni pochodzących z Walonii, a oryginalnie będących balastem na statkach. Fortecę od 2005 roku można zwiedzać.

    Okno na rafę

    Curaçao jest wyspą zurbanizowaną, namnożyło się też na jej wybrzeżach turystycznych resortów, niemniej można tutaj mieć i kontakt z naturą. Na przykład na plantacji aloesu Aloe Vera, gdzie przy okazji można nabyć z pierwszej ręki cenione na całym świecie kosmetyki na bazie tej rośliny. Jest i kawałek Afryki: farma strusi, po której odbywają się wycieczki safari (strusie nie są jedynymi mieszkańcami, znajdziemy też chociażby hodowane małpy i krokodyle). Turyści cenią też wizyty w Curaçao Seaquarium, gdzie przez szyby można podglądać życie morskich stworzeń żyjących tu w warunkach naturalnych. Okna znajdują się na głębokości ponad 5 metrów. Można tu także popływać z delfina-mi. Z dziką przyrodą zetkniemy się w Parku Narodowym Christoffelpark, największym na wyspie, położonym wokół wspomnianego już szczytu Christoffelberg. Tutaj zachowało się blisko 500 gatunków roślin. Wiele z nich to endemity. Żyje tu również wiele gatunków ptaków, a także pokaźne stado jeleni. Główne atrakcje wycieczki to jednak zdobycie najwyższej góry kraju (szczyt jest skalisty, wcale nie tak łatwy do zdobycia, jak można by sądzić, biorąc pod uwagę wysokość, a widok z niego przedni), a także odwiedzenie Savonet Museum, dawnych rezydencji plantatorów, bowiem park powstał na terenie trzech dawnych plantacji. Po parku odbywają się ponadto kilkugodzinne wycieczki jeepami. Kilka kilometrów dalej można odwiedzić Sheta Boka Park, a w nim punkt widokowy w miejscu, gdzie ogromne fale morskie uderzają z impetem w skaliste wybrzeże, pod którym znajdują się zalane groty. Dodatkową atrakcją są tu miejsca lęgowe żółwi morskich.

    Taaaka ryba!

    Większość turystów przybywających na karaibską wyspę marzy o trzech rzeczach: opalaniu, piaszczystej plaży, ewentualnie nurkowaniu. Wszystko to można znaleźć na Klein Curaçao, maleńkiej wysepce otoczonej rafą koralową, leżącej około 10 kilometrów od głównej wyspy. Na niezamieszkałą Klein Curaçao regularnie kursują łodzie i stateczki z turystami. Oprócz bogactwa podmorskiej fauny i białego drobnego piasku, na plażach na wyspie można zobaczyć uroczą latarnię morską, są tutaj także pozostałości budynków, w których niewolnicy przechodzili kwarantannę przed dobiciem do głównego portu. W 1932 roku złapano tu jedynego w historii Curaçao krokodyla – sztorm zapędził go tutaj z Wenezueli. Inne polecane miłośnikom nurkowania i snorkelingu miejsca to Blauwe Kamer, PortoMari i Tugboat. Miłośnicy morskich kąpieli i leżenia na piasku reklamują z kolei plaże Jan Thiel, Cas Abou, Daaibooibaai i Kokomo (miejsc o takiej nazwie jest kilkanaście; o którym śpiewali The Beach Boys dokładnie nie wiadomo, raczej o tym na Florydzie, choć w piosence pojawia się wszak i sąsiadująca z Curaçao Aruba…). Miejscowe biura turystyczne mają w ofercie również niezły haczyk na wędkarzy: łatwo tu o stateczek, który miłośników moczenia kija zawiezie na łowiska z tuńczykami, barakudami czy osławionymi marlinami. Łatwo tu podobno o imponujące trofea.

    Warto wiedzieć

    Kiedy jechać:

    cały rok, temperatura nigdy nie spada poniżej 20 stopni, latem jest upalnie, sucho

    Dojazd:

    loty z Polski, a także z wielu europejskich portów lotniczych (najlepsze okazje trafiają się z Amsterdamu, ale i Pragi)

    Waluta:

    gulden antylski; można płacić dolarami

    Zobacz koniecznie:

    zabytkowe dzielnice Willemstad, jaskinie Hato, Sheta Boka Park, Klein Curaçao

    Noclegi:

    bardzo szeroki cenowo wybór hoteli, apartamentów, pensjonatów, także hostele

    Szczepienia:

    nie są wymagane

    Przydatne informacje:

    choć formalnie to prawie Holandia, narkotyki są tutaj zakazane!; transport po wyspie miernie rozwinięty, najlepiej wypożyczyć samochód; paliwo, w przeciwieństwie do reszty produktów, jest tanie; standardem są wtyczki i gniazdka amerykańskiego typu; jest bezpiecznie, odradza się jedynie nocne spacery po Otrobandzie

    Jan Matul

    Więcej od autora

    Podobne artykuły

    ŚWIAT LEKARZA 3D

    Najnowsze artykuły

    Prof. Adam Witkowski, prof. Tomasz Hryniewiecki, prof. Piotr Jankowski, wiceminister zdrowia Waldemar Kraska, poseł Tomasz Latos w debacie Świata Lekarza: Jak skrócić kolejki do...

    Kilka miesięcy: tyle średnio trzeba czekać na wizytę do kardiologa. W niektórych ośrodkach trwa to jeszcze dłużej, choć są też miejsca, gdzie...

    Badam Się, Bo Chcę Żyć – ruszyła ogólnopolska kampania społeczna

    W ciągu ostatnich miesięcy doszło do alarmującego spadku wykonywanych badań profilaktycznych, diagnostycznych, wizyt kontrolnych. W obliczu narastającej epidemii chorób sercowo-naczyniowych, onkologicznych, neurologicznych,...

    Młodzi lekarze motorem napędowym wdrażania innowacji w medycynie. 2/3 wskazuje jednak na potrzebę szkoleń w zakresie nowych technologii

    Cyfrowe dane medyczne to hasło odmieniane w służbie zdrowia przez wszystkie przypadki. Od ich odpowiedniego wykorzystania zależy zarówno skuteczność diagnozowania i leczenia pacjentów, jak...

    Chcesz być na bieżąco z informacjami ze świata medycyny?

    Zaprenumeruj bezpłatnie ŚWIAT LEKARZA 3D