prof. Zbigniew Wolski
fot. archiwum prywatne

Nadreaktywny pęcherz moczowy

ROZMOWA Z UROLOGIEM, PROF. DR. HAB. N. MED. ZBIGNIEWEM WOLSKIM

Nadreaktywny pęcherz, na czym ta nadreaktywność polega?

Nadreaktywność czy też nadaktywność pęcherza moczowego, z ang. Overactive Bladder – OAB, to zespół takich objawów jak parcia naglące, niezależne od wypełnienia pęcherza, niemożliwe do opanowania potrzeby oddania moczu, często z popuszczaniem, częstomocz, czyli oddawanie moczu powyżej sześciu, ośmiu razy dziennie i nokturia, czyli częstomocz nocny. Najbardziej uciążliwy dla pacjentów jest tzw. pęcherz nadreaktywny „mokry”, kiedy pojawia się nietrzymanie moczu z parć. Pęcherz nadreaktywny rozpoznaje się na podstawie dokładnego wywiadu z dzienniczkiem mikcji, wykluczając inne schorzenia, przebiegające z podobnymi objawami. Należy wyeliminować takie choroby jak: zapalenie pęcherza moczowego i dróg moczowych, infekcje intymne u kobiet, przerost gruczołu krokowego i rak stercza u mężczyzn, kamica dolnych dróg moczowych, a także schorzenia neurologiczne, jak stwardnienie rozsiane czy choroba Parkinsona. Do rozpoznania tej jednostki chorobowej dziś nie jest już potrzebne inwazyjne badanie urodynamiczne, które obowiązywało jeszcze parę lat temu, a było wówczas niezbędne dla uzyskania refundowanych leków.

Jakie są przyczyny nadreaktywności pęcherza moczowego? Kogo ten problem bardziej dotyka – kobiet czy mężczyzn?

Najczęściej, zwłaszcza u kobiet, przyczyna nie jest znana, wówczas mówimy o nadreaktywnym pęcherzu idiopatycznym. U mężczyzn nierzadko jest on związany z chorobami gruczołu krokowego, stanami po operacjach na sterczu, po naświetlaniach narządów miednicy w związku z chorobą nowotworową. Nadaktywność pęcherza pojawia się, gdy dochodzi do pobudzenia i obkurczania mięśniówki pęcherza, nawet gdy pęcherz nie jest całkowicie wypełniony. Ocenia się, że problem nadwrażliwości pęcherza moczowego dotyka w Polsce od 10 do 17 proc. kobiet i od 7 do 30 proc. mężczyzn. Większość przypadków dotyczy osób starszych, a ponieważ społeczeństwo się starzeje, możemy się spodziewać więcej zachorowań. Nadreaktywność pęcherza chyba dla wielu osób zmagających się z tym problemem stanowi coś w rodzaju tabu. Wstydzą się iść do lekarza i powiedzieć, co im dolega, dopiero gdy choroba znacznie ogranicza ich codzienną aktywność, decydują się na to. A przecież wiadomo, że im wcześniej podejmie się terapię, tym większe szanse na uporanie się z chorobą. Oczywiście, to podstawowa zasada w przypadku każdej choroby: im wcześniej zostanie ona zdiagnozowana, tym lepsze rokowania. Terapia zależy więc od tego, na jakim etapie choroba zostanie rozpoznana. Jeśli objawy nie są nasilone, jeśli jeszcze nie utrudniają życia, często wystarczy zmiana stylu życia. A to sprowadza się do unikania kawy, mocnej herbaty, alkoholu, napojów gazowanych, które działają moczopędnie i podrażniają receptory pęcherza. Bardzo ważne jest utrzymywanie prawidłowej wagi ciała, a więc zrzucenie nadmiaru kilogramów. Osoby z nadwagą, otyłe, mają większy problem z opanowaniem naglących parć.

A fizjoterapia, ćwiczenia, niekonwencjonalne metody zalecane przez naturoterapeutów?

Ćwiczenia, które mogą wzmocnić mięśnie dna miednicy, jak najbardziej. To tzw. mięśnie Kegla, które, odpowiednio stymulowane, znacząco poprawiają pracę mięśni tej okolicy. Wskazany jest ponadto trening pęcherza, polegający na tym, że stopniowo wydłuża się czas między mikcjami, tak, żeby każdego tygodnia np. wytrzymać dłużej o pięć minut. W rezultacie można tak wytrenować pęcherz, że będzie mógł być bardziej wypełniony bez konieczności nagłego opróżnienia. Pomóc może także psychoterapia, to działa szczególnie wtedy, gdy do nadreaktywności pęcherza dochodzi na skutek stresu lub jest ona powodem depresji.

A co w takich przypadkach, kiedy te dostępne metody wczesnego reagowania nie zadziałają i pęcherz nadal się buntuje?

Jeśli po ok. trzech miesiącach takich działań nie widać poprawy, wówczas sięgamy po farmakologię. Tu mamy do dyspozycji kilka grup leków. Podstawę stanowią leki antycholinergiczne, inaczej antymuskarynowe, których zadaniem jest blokowanie receptorów muskarynowych w pęcherzu moczowym. Do tych starej generacji należy np. oksybutynina, jednak ma ona wiele objawów ubocznych, przede wszystkim suchość w jamie ustnej, zaparcia, bóle głowy, zaburzenia poznawcze. Dlatego wielu pacjentów, zwłaszcza starszych, nie toleruje tego leczenia i odstawiała lek. Sytuacja się poprawiła, kiedy zaczęły się pojawiać leki antymuskarynowe nowej generacji, niedające już tak uciążliwych objawów ubocznych. Należy do nich uroselektywna solifenacyna, lek antymuskarynowy IV generacji o wydłużonym czasie działania aż do 52 godz., refundowana częściowo przez NFZ. I to nie wszystko. Alternatywą dla leków antycholinergicznych jest lek o odmiennym mechanizmie działania, mirabegron. To agonista receptorów beta-3-andrenergicznych, w porównaniu z innymi lekami jest dobrze tolerowany, również przez osoby, które źle tolerowały leki przeciwmuskarynowe. I co istotne, można go łączyć również z lekami starej generacji, w tym także z solifenacyną.

A jednak, jak przypuszczam, może się zdarzyć, że nawet te najnowsze leki nie zadziałają. Na co w takiej sytuacji może liczyć pacjent?

Jest kilka możliwych rozwiązań. Możemy zastosować toksynę botulinową, którą wstrzykuje się w ścianę pęcherza podczas cystoskopii, w znieczuleniu. Botulina to neurotoksyna, powodująca porażenie połączeń nerwowo-mięśniowych w mięśniu wypieracza pęcherza, dzięki niej dochodzi do zniesienia lub znacznego zmniejszenia skurczów dodatkowych, a tym samym parć naglących i nietrzymania moczu. Efekt po takim zabiegu utrzymuje się od trzech do dziewięciu miesięcy.

Co, jeśli mimo już takiej, zapewne nieobojętnej, interwencji pacjent w dalszym ciągu boryka się z nadreaktywnym pęcherzem? Mało tego, jego objawy przybierają na sile.

Tak, takie sytuacje też się zdarzają. Wówczas możliwa jest neuromodulacja krzyżowa, która polega na elektrostymulacji nerwów krzyżowych i korzeni rdzeniowych w odcinku krzyżowym. Do otworów kości krzyżowej wszczepiane są elektrody połączone z zewnętrznym stymulatorem, który wytwarzając impulsy elektryczne, moduluje działanie nerwów krzyżowych i eliminuje lub znacznie zmniejsza dodatkowe skurcze mięśnia wypieracza pęcherza. Ale to jeszcze nie ostateczność w leczeniu nadreaktywnego pęcherza. W sytuacjach krańcowych pozostaje nam wycięcie pęcherza i wytworzenie zastępczego pęcherza jelitowego. I to już jest radykalna operacja. Niekiedy, zanim do tego dojdzie, proponujemy pacjentowi częściowe wycięcie pęcherza i zastąpienie tego fragmentu częścią wyciętego jelita.

Brzmi strasznie, ale rozumiem, że czasami jest to jedyne rozwiązanie, dzięki któremu nie trzeba będzie co pięć minut biegać do toalety.

Na szczęście zdecydowaną większość przypadków nadreaktywnego pęcherza stanowią takie, z którymi można sobie poradzić łagodniejszymi metodami. Tylko jeśli już zaczynamy odczuwać dyskomfort związany z pęcherzem, nie zwlekajmy z wizytą u lekarza.

Rozmawiała Bożena Stasiak

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza