Więcej

    Profesor Sieroń o medycynie i nie tylko: COVID – W OKU CYKLONU

    Wielu z nas zachorowało, wielu z nas przeszło przez infekcję, nie zauważając u siebie żadnych oznak choroby. Niestety, wielu zachorowało ciężko, zbyt wielu odeszło. To nie koniec. Przed nami kolejne opisane powyżej możliwości covidowej choroby. Podczas covidowego cyklonu dramatycznie wychodzi bezmyślność i zaniedbania. Jakie są to zaniedbania? Po której stronie? Przyjrzyjmy się temu bliżej w pandemicznej covidowej grozie. Może dzięki temu w przyszłości uda się uniknąć wielu ludzkich dramatów. Może przy następnej – nie daj Bóg – pandemii, będziemy mądrzejsi.

    Ale, po kolei.

    Znaczącą stroną zwiększającą koszmar COVID są ludzie. Wręcz chciałoby się powiedzieć – społeczeństwo. To zdrowe, jeszcze zdrowe, i niestety coraz bardziej liczna już chorująca jego część. Otóż świadomość społeczna, bez względu na wykształcenie, status społeczny czy zamożność, ale i narodowość, jest delikatnie mówiąc mizerna, a czasem wręcz świadomie durna. Podam przykład. Wśród moich znajomych są znakomicie sytuowani stomatolodzy. Z dumą informują wszystkich, którzy chcą słuchać, że przeszli wprawdzie dość ciężko objawy dokładnie pasujące do infekcji covidowej, ale nie badali się na wszelki wypadek, bo trzeba było przyjąć pacjentów. Po potwierdzeniu zakażenia musieliby zamknąć gabinety, no i stracić kasę. Choroba jeszcze zostawiła u nich trochę skutków, ale co tam… Takich jak oni możemy znaleźć wokół nas. Jak ich nazwać? Odważnymi głupcami? Używając starego, socjalistycznego nazewnictwa – szkodnikami społecznymi? Czy zdają sobie sprawę, że mają krew na rękach? Dzięki takim „odważnym” pandemia rozwija się znakomicie.

    Dramatycznie przeżywamy izolację. Ale co tam… Wpaść na chwilę do przyjaciół, do rodziny to przecież nic takiego. Być wprawdzie chorym, ale z głupim uśmiechem podkreślając, że przecież nie śmiertelnie, więc można zjeść wspólną kolację, wypić drinka, pośmiać się z tych, co siedzą w domu. Żaden problem. Dotąd wydawało się, że COVID-19 jest domeną starszych osób. Ale brytyjski wariant wirusa, w połączeniu z „odważnymi młodymi gniewnymi”, spowodował, że średni wiek zachorowania błyskawicznie się obniża. Ba, coraz więcej jest informacji o chorujących dzieciach. Coraz więcej jest też informacji o ponownych zachorowaniach, także u tych, którzy się zaszczepili. No bo szczepionka nie daje 100% odporności.

    Prawdziwa groza zaczyna się w momencie, gdy choroba wymusza pójście do szpitala. Na oddział covidowy. Objawy choroby, w jej tak zwanym naturalnym przebiegu, są dramatyczne. Być może część z Czytelników ma kłopoty z wyobrażeniem sobie duszności pacjenta z COVID-19. Proponuję bezpieczny eksperyment, do zrobienia w warunkach domowych. Proszę wziąć papierową, sklepową torebkę i po przyłożeniu do ust przez kilka minut oddychać przez nią. Gdy zacznie brakować tchu, proszę jeszcze pooddychać 5 minut, a wtedy zrozumie się istotę tej choroby. Tak oddychają i tak duszą się pacjenci. Pomocą dla chorego jest podanie mu tlenu, a poprzez różne sposoby jego podawania duszność może zniknąć albo się zmniejszyć. Oddech chorego się poprawia. Niestety, sam tlen czasem nie wystarcza. Trzeba przekazać oddychanie maszynie i powierzyć się ludziom w kombinezonach, czyli zastosować respirator. Gdy respirator nie wystarcza, ostatnim prawie ratunkiem zostaje ECMO, czyli pozaustrojowe utlenowanie krwi. Gdy jednak płuca przestają istnieć, czyli chory nie ma czym oddychać, to super szczęśliwiec może trafić do szpitala, gdzie może mieć szansę na przeszczep. Jeśli jednak żadna z medycznych metod pomocy nie skutkuje, to pozostaje puste miejsce przy stole, pamięć rodziny i przyjaciół.

    Groza w pandemii to także uświadomienie sobie, jak ogromne mamy braki ludzi w białych fartuchach, czyli personelu lekarskiego, pielęgniarskiego i ratowników medycznych. Wychodzą zaniedbania w kształceniu lekarzy, bo mamy ich praktycznie najmniej w Europie na głowę mieszkańca! Skutkują głupkowate powiedzenia, że lekarz i tak sobie dorobi, dlatego nie ma co mu płacić w państwowej służbie zdrowia zbyt dużo. Wychodzą w praktyce piękne poselskie słowa skierowane do emigrujących lekarzy „ A niech jadą!” oraz rozwiązanie problemu przez innego orła polskiej polityki: „Trzeba wziąć ich (lekarzy) w kamasze”. Skutki zaniedbań w tym zakresie są dramatyczne. Ciekawe, czy w przyszłości powiedzenie „Polak i przed szkodą, i po szkodzie głupi” będzie odnosić się polskiej rzeczywistości pocovidowej. Oby nie!

    Prof. dr hab. med. Aleksander Sieroń dr h.c. multi

    Więcej od autora

    Podobne artykuły

    Najnowsze artykuły

    Prof. Małgorzata Lelonek: Leczenie niewydolności serca w świetle najnowszych wytycznych Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego i najnowszych wyników badań

    W najnowszych wytycznych Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego pojawiło się wiele nowości. Najważniejsze jest nowe podejście do farmakoterapii pacjentów z niewydolnością serca i obniżoną frakcją wyrzutową...

    Europejskie wytyczne dotyczące prewencji chorób układu sercowo-naczyniowego w praktyce lekarskiej

    Wydane podczas tegorocznego Kongresu Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego wytyczne dotyczące prewencji chorób układu sercowo-naczyniowego w praktyce klinicznej są już 7. edycją tego dokumentu – pierwsze...

    Zalecenia 2021 Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego dotyczące stymulacji serca i terapii resynchronizującej

    Tegoroczny dokument ESC dotyczący stałej stymulacji i resynchronizacji serca ukazuje się 8 lat po poprzednich zaleceniach. Był on zatem oczekiwany, ale nie jest zaskakujący...

    Chcesz być na bieżąco z informacjami ze świata medycyny?

    Zaprenumeruj bezpłatnie ŚWIAT LEKARZA 3D