Więcej

    Sytuacja zdrowotna dzieci uchodźców syryjskich z prowincji Akkar w Libanie

    Od 2011 roku w związku z działaniami wojennymi prowadzonymi na terenie Syrii, do sąsiedniego Libanu napłynęła ponadmilionowa rzesza uchodźców syryjskich. Ponieważ są to w przeważającej liczbie rodziny, znajduje się tam kilkusettysięczna populacja dzieci. Wiele z nich urodziło się już na terenie Libanu.

    Od 2015 roku mam okazję, działając w ramach Zespołu Ratunkowego Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej, wizytować domy i obozy uchodźców oraz współprowadzoną przez PCPM klinikę znajdującą się w miejscowości Bire, w przygranicznej prowincji Akkar. Dało mi to możliwość uzyskania wglądu w sytuację zdrowotną dzieci.

    W przeciwieństwie do sytuacji w Kurdystanie czy Jordanii, syryjscy uchodźcy zamieszkujący Liban nie mieszkają w obozach. Dzięki pomocy m.in. międzynarodowych organizacji humanitarnych, takich jak PCMP, koordynowanej przez UNHCR, czyli ONZ-owską agendę ds. uchodźców, uchodźcy z Syrii mieszkają w domach, mieszkaniach, a nierzadko garażach zaadaptowanych do celów mieszkalnych. Nie przebywają na terenie zorganizowanych obozów. Liban jest krajem zamieszkiwanym przez ok. 4 mln własnych obywateli, co oznacza, iż napłynięcie 1,5-mln fali Syryjczyków niezwykle zmieniło tam sytuację demograficzną. W wielu miejscach, szczególnie w przygranicznych prowincjach, ludność napływowa stanowi 3 proc. ogółu. Prowadzi to do trudności i napięć, za równo o charakterze organizacyjnym, np. wywóz śmieci, jak i do niepokojów społecznych. Trzeba jednak podkreślić, iż Libańczycy okazali się niezwykle gościnni i wyrozumiali, a adaptacja społeczności syryjskiej przebiegała w zaskakująco harmonijny sposób.

    Zdrowie psychiczne

    Kondycja psychiczna dzieci uchodźców syryjskich jest bardzo zróżnicowana, na co mają wpływ rozmaite czynniki. W mojej ocenie – a mam porównanie z sytuacją dzieci zamieszkujących zamknięte obozy uchodźców – fakt, iż ludność napływowa jest przemieszana z miejscową stanowi czynnik korzystny. Nawet najlepiej zorganizowany obóz to miejsce dalekie od naturalnego środowiska i niekorzystnie wpływa na psychikę przebywających tam rodzin.

    Dzieci syryjskie mogą lepiej integrować się z libańskimi rówieśnikami, młodzież nierzadko łączy się w pary. Dzieci uczą się w systemie zmianowym: przed południem do szkoły przychodzą dzieci libańskie, natomiast po południu z tych samych klas korzystają dzieci syryjskie. Dzieci będące w wieku przedszkolnym w kulturze arabskiej przebywają najczęściej z matkami, spędzając jedynie okazjonalnie krótki czas w swego rodzaju klubach dziecięcych, do których uczęszczają z matkami i integrują się z miejscowymi rówieśnikami.

    Rodziny syryjskie są zazwyczaj wielodzietne. Jest to czynnik wspierający stan psychiczny dzieci. Oczywiście na sytuację mają wpływ warunki zamieszkania, stan zdrowia domowników, a w szczególności stan psychiczny dorosłych. Część rodzin liczyła na rychły powrót do domu – tymczasem nie wiadomo, czy w ogóle będą mogli powrócić w przewidywalnej przyszłości. Jest to czynnik bardzo niekorzystny. Szczególnie ludzie starsi podczas rozmów ujawniają silne emocje, tęsknią za krajem, boją się, iż nie będzie im dane nie tylko wrócić, ale nawet być pochowanymi w ojczyźnie. Często wspominają ciekawe i nierzadko zasobne życie w Syrii. Im pozycja społeczna uchodźcy była wyższa w kraju pochodzenia, tym trudniej jest mu przystosować się do mieszkania w niewykończonym domu lub zaadaptowanym garażu. Te emocje nieuchronnie przenoszą się na dzieci i młodzież, u których rozpoznajemy całe spektrum objawów depresji, począwszy od obniżonego nastroju, poprzez objawy bezsenności, zespoły lękowe, fobie po lęk separacyjny. Efektem tych problemów są trudności w nawiązywaniu i rozwijaniu relacji rówieśniczych, a także w nauce. U młodzieży pojawia się z czasem tendencja do sięgania po środki psychoaktywne, począwszy od alkoholu, a skończywszy na narkotykach.

    Bardziej skomplikowana jest sytuacja dzieci, które pamiętają swoje szczęśliwe dzieciństwo w Syrii. W wielu przypadkach tęsknią nie tylko za pozostawionymi w ojczyźnie krewnymi, z którymi nierzadko nie ma kontaktu, ale też za własnym pokojem, zabawkami, zwierzętami domowymi. Zwłaszcza małe dzieci nie są w stanie w pełni rozumieć takiego zjawiska jak wojna; szczególnie silnie przeżywają straty, które dorosłym wydają się nieistotne w zaistniałych okolicznościach. W najgorszej sytuacji są dzieci osierocone przez jednego lub czasem obydwoje rodziców. U części z tych, które doświadczyły bombardowań i ledwo uszły z życiem, rozwija się syndrom stresu pourazowego (PTSD). Natomiast dzieci, które bezpośrednio ucierpiały w wyniku działań wojennych – o ile nie doszło do znacznego uszczerbku na zdrowiu – potrafią docenić, iż w Libanie im i ich bliskim nie grozi śmierć.

    Osobną kategorię stanowią dzieci, które były leczone z powodu chorób przewlekłych i obecnie nie mogą kontynuować leczenia z uwagi np. na jego koszt. Jest to nierzadko sytuacja dramatyczna dla całej rodziny. Oczywiście reakcje rodzin są różne, począwszy od koncentracji na stanie zdrowia najsłabszego jej członka i podejmowaniu prób leczenia, skończywszy na wyjściu z założenia iż „ nie czas żałować róż, gdy płoną lasy”.

    Problemy somatyczne

    Liban jest krajem śródziemnomorskim, o łagodnym klimacie, jednak okolice zamieszkiwane przez uchodźców, z którymi miałem okazję pracować, są terenami górskimi, co oznacza, iż w zimie temperatura spada tam do kilku stopni powyżej zera. Panuje wilgoć. Dla dzieci mieszkających często w zaadaptowanych garażach, budynkach gospodarczych, a czasem i prowizorycznych foliowych namiotach nie są to korzystne warunki zdrowotne. W tych okolicznościach masowo zapadają na infekcje górnych dróg oddechowych. Nierzadko zdarzają się przypadki zapalenia płuc lub oskrzeli.

    Część dzieci nie została we właściwy sposób zaszczepiona, stąd wielokrotnie występujący krztusiec, a także częste przypadki świnki z bardzo dużym powiększeniem ślinianek. Występują również ospa, świerzb. Niemal wszystkie dzieci uchodźców, z uwagi na panujące złe warunki sanitarne, wymagają okresowego stosowania preparatów przeciwpasożytniczych.

    Poważnym problemem na tym obszarze jest antybiotykooporność. Wobec zbyt rzadkiego stosowania choćby steroidoterapii wziewnej, masowo stosowane są antybiotyki, zwłaszcza augmentin, co prowadzi do lekooporności. Antybiotyki są sprzedawane przez apteki bez konieczności okazywania recept – stąd opisywany problem. Z uwagi na warunki higieniczne często występują również salmonellozy.

    Bardzo zły jest stan uzębienia dzieci, a dostęp do dentysty – bardzo ograniczony.

    Dużym problemem są poparzenia dzieci w wyniku pożarów w domach – jest to spowodowane faktem suszenia ubrań w bezpośredniej bliskości piecyków olejowych. PCPM przeprowadził szereg ważnych szkoleń edukujących rodziny uchodźców w kwestiach profilaktyki przeciwpożarowej. Osobną kategorię pacjentów stanowią dzieci będące bezpośrednimi ofiarami działań wojennych. Miałem okazję badania dzieci poparzonych w wyniku działania broni. Spotkałem się również z kilkoma przypadkami uszkodzenia słuchu w wyniku eksplozji bomb.

    Ich leczenie i właściwa rehabilitacja są w warunkach libańskich bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe. Istotne wyzwanie terapeutyczne, z którym zetknąłem się podczas wizytowania miejsc zamieszkania uchodźców, stanowi cukrzyca typu 1. Niestety często nie jest stawiana prawidłowa diagnoza, nie ma możliwości stosowania pomp insulinowych, dostęp do endokrynologów dziecięcych jest bardzo ograniczony. Jak wiadomo, dawkowanie insuliny jest trudne, szczególnie w początkowym okresie choroby, a wyliczanie właściwych dawek i stosowanie odpowiedniej diety to duże wyzwanie dla rodziców pacjentów. Dlatego cukrzyca typu 1, która jest dobrze kontrolowana w Europie, bywa przyczyną licznych niepowodzeń terapeutycznych w warunkach życia uchodźców. Na mnie, jako na lekarzu, szczególnie duże wrażenie robiły spotkania z Syryjczykami, którzy mieszkając w swoim kraju w okresie pokoju korzystali z dobrodziejstw nowoczesnej medycyny, a w nowych okolicznościach zostali tego pozbawieni. Zastanawiałem się, jak wytłumaczyć matce zasady stosowania mleka antyrefluksowego u niemowlęcia z refluksem, a okazało się, że ona doskonale zna ten rodzaj żywienia, gdyż karmiła tym mlekiem swoje starsze dzieci, gdy mieszkali w Damaszku. To chwile dramatyczne, ponieważ pobudzają do refleksji, że nic nie zostało nam dane na zawsze. Wszędzie może wybuchnąć wojna i sami możemy niespodziewanie znaleźć się w trudnych okolicznościach.

    dr Paweł Kukiz-Szczuciński
    Poprzedni artykułMamy już 33 procent!
    Następny artykułFiordy po arabsku

    Więcej od autora

    Podobne artykuły

    ŚWIAT LEKARZA 3D

    Najnowsze artykuły

    Przełomowa technologia mapowania serca 3D: CARTOPRIME™

    Pierwsze polskie ośrodki korzystają z innowacyjnego modułu do trójwymiarowego mapowania serca CARTOPRIME™. W opinii kardiologów system pomaga w bezpieczniejszym, efektywniejszym i bardziej...

    Prof. Adam Witkowski, prof. Tomasz Hryniewiecki, prof. Piotr Jankowski, wiceminister zdrowia Waldemar Kraska, poseł Tomasz Latos w debacie Świata Lekarza: Jak skrócić kolejki do...

    Kilka miesięcy: tyle średnio trzeba czekać na wizytę do kardiologa. W niektórych ośrodkach trwa to jeszcze dłużej, choć są też miejsca, gdzie...

    Badam Się, Bo Chcę Żyć – ruszyła ogólnopolska kampania społeczna

    W ciągu ostatnich miesięcy doszło do alarmującego spadku wykonywanych badań profilaktycznych, diagnostycznych, wizyt kontrolnych. W obliczu narastającej epidemii chorób sercowo-naczyniowych, onkologicznych, neurologicznych,...

    Chcesz być na bieżąco z informacjami ze świata medycyny?

    Zaprenumeruj bezpłatnie ŚWIAT LEKARZA 3D