Partner
Partner
Więcej
    Partner
    Partner

    Agnieszka Liszkowska-Hała: Zawalczmy o siebie

    Osobom, które stygmatyzują ludzi chorych na otyłość powiedziałabym: albo ma się kulturę osobistą, albo nie. Zachęciłabym do edukacji i do zrozumienia, że otyłość to choroba. Dla tych, którzy chorują na otyłość, komentarze niech będą dodatkową motywacją. Niech utrą nosa tym, którzy są im nieprzychylni; niech pokażą, że potrafią wstać z kolan i iść dalej. Robią to tak naprawdę dla siebie – mówi Agnieszka Liszkowska-Hała, ambasadorka kampanii „Porozmawiajmy szczerze o otyłości”.

    Otyłość powinna być tematem tabu?

    Nie, dlatego biorę udział w tej kampanii. Należy problem nagłaśniać, bo otyłość jest chorobą, która powoduje poważne konsekwencje zdrowotne. Tymczasem wiele osób nie jest świadomych, że tak jest i że tę chorobę się leczy. 

    Od kiedy pani zmaga się z otyłością?

    Mam 41 lat. Do 23. roku życia nie miałam problemów z wagą. Byłam wysportowaną dziewczyną, czynnie uczestniczącą w szkolnych zawodach, uprawiającą sport. W wieku 24 lat zauważyłam pierwsze objawy tego, że coś dzieje się w organizmie. Od 2004 roku prawie do dziś to był dla mnie bardzo długi czas poszukiwania diagnozy. Widziałam obrzęki, które się pojawiały i mnie niepokoiły. Zmieniły mi się całkowicie rysy twarzy, miałam charakterystyczny, napuchnięty, ciastowaty brzuch. Zaczęłam się z tym źle czuć. Jednocześnie nie zauważałam, że popełniam błędy dietetyczne. Zaczęłam szukać diagnozy. Najprościej było myśleć, że być może coś dzieje się z tarczycą – mój tato chorował na nadczynność tarczycy, ale miał też epizody z jej niedoczynnością. Od lekarza rodzinnego usłyszałam, że… mam się po prostu więcej ruszać. Byłam młodą osobą, świeżo po studiach, nie miałam świadomości, z jakim kalibrem przyjdzie mi się zmierzyć. Jedno mogę powiedzieć – nie odpuszczałam, ale przez te wszystkie lata nie natrafiłam na równie upartego lekarza.

    Jak udało się pani w końcu usłyszeć trafną diagnozę?

    Staraliśmy się o dziecko – okazało się to nie takie oczywiste. Zaczęły się spotkania z lekarzami, poszukiwania endokrynologa. Wszystkie badania były w normie, nikt nie kierował mnie dalej. Po wielu latach, w 2013 roku, udało mi się zajść w upragnioną, wyczekaną ciążę. Przez cały czas byłam nadal aktywna, chodziłam z kijkami, dbałam o to, co jadłam, nie leżałam na kanapie, a kilogramy bardzo szybko szły w górę. Wizualnie może nie sprawiałam wrażenia osoby z dużą ilością nadprogramowych kilogramów. Z 75 kg, z którymi startowałam na początku ciąży, „zrobiło się” kilkanaście dodatkowych. Kolejne badania tarczycy nadal były w normie, ale każdego dnia miałam wrażenie, że puchnę. W ósmym miesiącu usłyszałam od pani ginekolog: „Ale nie może się pani tak objadać!”. Powiedziałam, że nie objadam się, że cały czas spaceruję, że widocznie coś niedobrego dzieje się z moim organizmem. Dopiero wtedy – to było kluczowe – zostałam skierowana na badania przeciwciał: anty TPO i anty TG, w kierunku choroby Hashimoto. Potwierdziły się moje obawy, że z tarczycą nie jest dobrze. Byłam w ciąży, wiedziałam, że nie ma żartów. Jeśli tarczyca nie produkuje odpowiedniej ilości hormonów, może zostać uszkodzone dziecko. Mieliśmy dużo szczęścia, że wszystko dobrze się skończyło.

    Kiedy w końcu została postawiona diagnoza, okazało się, że tarczyca jest już „podziurkowana” jak firana. Podano mi hormon, urodziłam córkę, czas połogu i karmienia przeszłam bardzo dobrze, nie miałam też problemu z nadprogramowymi kilogramami. Szybciutko to wszystko „zeszło”. Problem jednak wrócił: dwa, trzy lata po zakończeniu karmienia. Zauważyłam, że bardzo mocno puchnie mi brzuch, cała jestem opuchnięta. Dwóch endokrynologów stwierdziło, że oczywiście, tarczyca nie jest w dobrym stanie, ale powinna sobie dawać radę, natomiast jest jakiś problem metaboliczny.

    Kto pani pomógł?

    Trafiłam do prof. Pawła Bogdańskiego: ważyłam wtedy 90 kg, z nienaturalnymi popuchnięciami – twarzy, szyi, brzucha, ramion, ud. Czułam się fatalnie. Wizualnie nie wyglądałam na osobę ze schorzeniami, które mam. Pewnie dlatego, że cały czas się ruszałam, dużo spacerowałam, wykonywałam też inne ćwiczenia, które – jak się później okazało – niekoniecznie były dla mnie wskazane. Profesor skierował mnie do szpitala. Okazało się, że mam insulinooporność, hiperinsulinemię i hipoglikemię reaktywną. Hashimoto często idzie w parze z reumatoidalnym zapaleniem stawów, łysieniem plackowatym, insulinoopornością. U mnie jest to ostatnie. Nie jadłam za dużo, ale nie wiedząc, że choruję na coś takiego, jadłam niewłaściwie, np. na drugie śniadanie sięgałam po banana. Ma on co prawda tylko 100 kalorii, ale wysoki indeks glikemiczny. Poprzez insulinooporność moja trzustka wyrzucała insulinę w nieskończoność, organizm nie radził sobie z tym kolosalnym nadmiarem insuliny, która już nie była spożytkowana tak, jak powinna. Puchłam. Dochodziło do dokarmiania komórek tłuszczowych insuliną, mimo że dużo nie jadłam. Dodatkowo mam hiperinsulinemię: jeżeli trzustka wyrzuci duże ilości insuliny, to utrzymuje się ona o wiele dłużej i wydatek energetyczny jest tak duży dla organizmu, że następuje potem spadek cukru do wartości przetrwaniowych, czyli np. poniżej 50. Mamy reakcję organizmu w postaci hipoglikemii reaktywnej. Zapadałam prawie w śpiączkę. Profesor powiedział, że przyszedłby moment, że poszłabym spać i bym się nie obudziła, a rodzina nie wiedziałaby nawet, co się stało. Tu nie ma żartów, to jest gospodarka cukrowa.

    Całe życie uprawiałam sport, jestem uparta, ale popełniłam też mnóstwo błędów.

    Co ma dać kampania, której jest pani ambasadorką?

    Pierwszy przekaz jest skierowany do potencjalnego pacjenta: żeby się zbadał, nie poddawał, walczył o siebie. Drugi przekaz do osoby dzisiaj zdrowej, by nie stygmatyzowała ludzi cierpiących na otyłość, którzy idą ulicą z tym sporym bagażem… To niekoniecznie są osoby, które śpią przy lodówce. Ja miałam sporo kilogramów na plusie, a przecież się nie objadałam. Stąd moje zaangażowanie, wręcz krzyk rozpaczy, żeby ktoś się w porę obudził, zauważył, że to nie jest tylko defekt kosmetyczny.

    Wciąż duża część społeczeństwa uważa, że dobra dieta czy suplementy wspomagające redukcję masy ciała pomogą uporać się z nadmierną masą ciała.

    Jestem trenerem personalnym i instruktorem sportów siłowych, powiem więc tak: jeżeli wszystko działa prawidłowo, gospodarka hormonalna jest poprawna, to żeby schudnąć, należy wprowadzić wysiłek fizyczny. Żeby modelować sylwetkę, należy wprowadzić ćwiczenia siłowe. Doprowadzić do deficytu kalorycznego, a więc spalić nadwyżkę poprzez np. spacery. Jeżeli jednak organizm choruje, nie będzie to takie proste. Dlatego tak istotna jest diagnoza, żeby wiedzieć, czy jest się zdrowym, czy nie. Czy hormony działają, czy nie.

    Co zmieniło się w Pani życiu po rozpoczęciu leczenia farmakologicznego?

    Przede wszystkim to, że znam przeciwnika. Wiem, że wszystko pójdzie wolniej. Ale idzie: to najważniejsze. Gdybym nie była zdiagnozowana, bez farmakoterapii, byłoby mi 40 milionów razy trudniej. Potrafiłam zrobić mega trudny turbo trening z Chodakowską, iść wieczorem na zumbę, a waga stała… Ratowało mnie to, że lubię się ruszać, ale nie czarujmy się – większość ludzi tak nie ma.

    Od diagnozy zmieniło się też to, że zawsze muszę patrzeć na to, co jest na talerzu, czy mogę to zjeść lub z czymś połączyć. Nie mogę np. usiąść i beztrosko sobie zjeść jabłko. Gdybym nie wiedziała, co mi jest, miałabym dziś jeszcze więcej kilogramów, pewnie depresję, niechęć do wszystkiego. Jeżeli nie podejmiemy leczenia, otyłość sama nie przejdzie, będzie się rozwijała, doprowadzając do powikłań. Im wcześniej zdiagnozujemy otyłość, tym więcej mamy możliwości leczenia. Najważniejsze to działać i być pod kontrolą lekarza mającego doświadczenie w leczeniu otyłości. Dziś mam 41 lat, dopiero od dwóch lat wiem, że problem jest tak poważny. Dopiero od dwóch lat mam pełną diagnozę.

    Jak mogłaby Pani zachęcić innych chorych do rozpoczęcia leczenia otyłości?

    Każdy patrzy na siebie codziennie w lustrze. Nikt nie zauważy szybciej zmian w naszym organizmie niż my sami. Możemy dość długo ukrywać te pierwsze dodatkowe kilogramy. Powinniśmy zacząć od tego, żeby być w kontakcie ze sobą, ze swoim ciałem. To naprawdę widać, że coś się z organizmem dzieje. Pierwsza wizytówka tego, że coś się dzieje, jest związana z brzuchem. Jest widoczny, wysunięty, obrzęknięty. Wstajesz rano: popatrz na siebie z uwagą! Walka z otyłością to nie jest prosta droga, ale lepiej wiedzieć, co się dzieje, by w porę pomóc. Otyłość daje ok. 200 różnych powikłań.

    Nikt mi też nie powie, że mając sporo na plusie, czujemy się dobrze. Ja w to nie uwierzę. W momencie, kiedy czujemy się lżej, jemy odpowiednio lżej, mamy inne chęci do życia, inne siły witalne. Wszystko zaczyna się w naszej głowie. Tego nikt za nas nie zrobi. Nie możemy odpuścić, nie możemy zrezygnować z walki o samych siebie.

    Doświadczyła Pani nieprzychylnych komentarzy z powodu swojej wagi… Wie Pani, co czuje się w takiej sytuacji…

    Co do tych, którzy stygmatyzują ludzi chorych na otyłość – to albo ma się kulturę osobistą, albo nie. Zachęciłabym do edukacji i do zrozumienia, że otyłość to choroba. W dużej mierze stygmatyzacja wynika z niewiedzy. Dla tych, którzy chorują na otyłość, takie komentarze niech będą dodatkową motywacją. Niech utrą nosa tym, którzy są im nieprzychylni, niech pokażą, że potrafią wstać z kolan i iść dalej. Robią to tak naprawdę dla siebie. Nie dla tych, co komentują.

    Będąc niedawno nad morzem, patrzyłam na ludzi na plaży. Nie pamiętam takiej plagi otyłości, jaka jest teraz.

    Rozmawiała: Anna Kopras-Fijołek

    blank

    Fot. Agnieszka Liszkowska-Hała

    Więcej od autora

    Podobne artykuły

    ŚWIAT LEKARZA 3Dspot_img

    Najnowsze artykuły

    Konkurs na rzecz poprawy jakości zdrowia kobiet

    Do 15 grudnia można nadsyłać projekty, których celem jest poprawa zdrowia i jakości życia kobiet. Konkurs organizuje firma Gedeon Richter we współpracy z Instytutem...

    Prof. Wierzba, dyrektor szpitala MSWiA: To nie miał być i nie będzie szpital dla VIP-ow

    To nigdy nie będzie szpital dla VIP-ów, przekształcenie CSK MSWiA w Państwowy Instytut Medyczny to szansa dla pacjentów i personelu.

    Gdy rock sięga granic muzyki, a onkologia granic medycyny, czyli XVI konferencja Polskiej Grupy Raka Płuca

    To największa naukowa konferencja onkologiczna w Polsce: onkolodzy kliniczni, pulmonolodzy, patomorfolodzy, radioterapeuci, diagności molekularni i laboratoryjni, radiolodzy podczas XVI Konferencji Polskiej Grupy Raka Płuca...

    Chcesz być na bieżąco z informacjami ze świata medycyny?

    Zaprenumeruj bezpłatnie ŚWIAT LEKARZA 3D