Czy lekarz przyszłości będzie miał twarz Chatu GPT i serce algorytmu? A może usiądzie naprzeciwko pacjenta bez stetoskopu, bez tabletu, za to z pytaniem na ustach i cierpliwym spojrzeniem? W czasach, gdy medycyna przestaje być sztuką rozmowy, warto przypomnieć sobie o sile dialogu
Dawniej lekarz był jak filozof. Nie miał tomografu ani kodów ICD-10, miał jednak czas. Pytał i słuchał – jak Sokrates. Długo, czasem uparcie. Nie po to, aby usłyszeć „tak” lub „nie”, ale aby dotrzeć do sedna. Diagnoza była jak odkrycie prawdy ukrytej pod warstwami wstydu, niepokoju, zniekształceń. Bo pacjent nie zawsze mówi wprost, co mu dolega. Trzeba go o to poprosić. Delikatnie, cierpliwie, z szacunkiem.
Dziś często pytamy nie pacjenta, tylko komputer. Co więc widzi pacjent siedzący pod drugiej stronie biurka? Ekran komputera, na którym skupia się większa uwaga lekarza niż na nim samym. To zresztą miecz obosieczny. Google wie wszystko – i pacjent też to wie. Przychodzi do gabinetu z listą możliwych diagnoz, zestresowany, często przekonany, że umiera. A lekarz? Zamiast zadać pytanie, uruchamia procedurę: szybki wywiad, zalecenia, kod recepty. Dziękuję. Następny.
Nie chodzi o romantyzowanie przeszłości. Nie chcemy przecież wracać do czasów, kiedy leczenie polegało na upuszczaniu krwi i modlitwie, ale jest coś z dawnych czasów, co po drodze zgubiliśmy. Tym czymś jest rozmowa. Współczesna medycyna ma niezwykłe możliwości, ale też jedną wielką słabość: coraz mniej w niej miejsca na słuchanie. A bez tego nie ma prawdziwej diagnozy, zwłaszcza jeśli w optymalnym scenariuszu mamy chorego leczyć holistycznie, jako całość, nie skupiając się li tylko na szwankującym organie.
Czasem pacjent bardziej niż recepty potrzebuje rozmowy. To nie pustosłowie – są na to badania; te przeprowadzone przez Tomasza Sobierajskiego wskazują, że polscy pacjenci oczekują od lekarzy przede wszystkim wysłuchania, komunikacji w zrozumiałym języku i życzliwego podejścia. Rozwiązanie problemu zdrowotnego znalazło się na końcu listy oczekiwań, co podkreśla znaczenie relacji oraz komunikacji w procesie leczenia.
Empatia, intuicja, uważność oraz wrażliwość są tym, co odróżnia lekarza od algorytmu. Google nie zapyta: „Co panią/pana tak naprawdę martwi? Co niepokoi?”. Nie wychwyci drżenia w głosie. Nie odczyta zaniepokojenia ukrytego w gestach. Nie pociągnie rozmowy tak, by po nitce do kłębka dojść do źródła problemu. Tylko lekarz to potrafi. Dlatego być może największym luksusem przyszłej medycyny nie będą nowoczesne terapie, lecz specjaliści, którzy znajdą czas na rozmowę z pacjentami. Tacy, którzy jak Sokrates będą słuchać, pytać, dociekać, nie podsuwając gotowych odpowiedzi. Traktujący swoich pacjentów po partnersku.
Dlatego 10 maja, gdy ulicami Warszawy przejdzie Marsz Milczenia Medyków, warto pamiętać, że lekarze – zamiast szacunku – coraz częściej spotykają się z niezrozumieniem, pretensją, a nawet agresją. To dużo więcej niż dramat jednostek, to ostrzeżenie dla całego społeczeństwa: zaufanie do medycyny nie jest dane raz na zawsze. W świecie pełnym niepokoju i dezinformacji to właśnie rozmowa może stać się mostem – nie tylko między lekarzem a pacjentem, ale między lękiem a zrozumieniem. I choć marsz jest wyrazem sprzeciwu wobec przemocy, jest też apelem o odbudowę relacji opartych na szacunku, słuchaniu i wzajemnym zaufaniu.
Marsz Milczenia Medyków odbędzie się w sobotę, 10 maja, o godz. 13 przy szpitalu na ul. Lindleya i przejdzie ulicami Warszawy aż pod Ministerstwo Zdrowia.
Ewa Podsiadły-Natorska






