DOŁĄCZ DO SUBSKRYBENTÓW

NEWSLETTERA

Czasem od interwencji medycznej ważniejsza okazuje się rozmowa

Podziel się treścią:

 

Z mgr. Sławomirem Butkiewiczem, zastępcą kierownika Zespołu Pomocy Humanitarno-Medycznej, koordynator ratownictwa medycznego w Państwowym Instytucie Medycznym MSWiA w Warszawie rozmawia Ewa Podsiadły-Natorska

Pamięta pan, kiedy postanowił zostać ratownikiem medycznym?

To było kilkanaście lat temu, kiedy pracowałem już jako funkcjonariusz policji. Jestem synem lekarza i pielęgniarki, więc ten kierunek nie tylko odziedziczyłem w genach, ale też po prostu mnie interesował. I gdy podejmowałem decyzję o wyborze studiów, zdecydowałem się na ratownictwo medyczne.

Nigdy pan nie żałował?

Nie, nigdy nie żałowałem, nie żałuję do dziś. Dało mi to wiele możliwości, zwłaszcza jeśli chodzi o rozwój zawodowy.

Pytam o to, ponieważ w książce „Ratownik. Nie jestem bogiem” Justyny Dżbik-Kluge i Jarosława Sowizdraniuka można przeczytać, że ratownik nigdy nie wie, co zastanie po przyjeździe na miejsce. Rzeczywiście tak jest?

To prawda. Czasem wezwanie nie pokrywa się ze stanem rzeczywistym; wydaje się, że jedziemy do sytuacji bardzo trudnej, a okazuje się ona błaha, którą można by wręcz uznać za bezpodstawne wezwanie karetki. Czasem natomiast jest zupełnie odwrotnie; jedziemy do zdarzenia, które wydaje się niegroźne, a na miejscu zastajemy pacjenta w bardzo ciężkim stanie.

Jakie trzeba mieć cechy, żeby odnaleźć się w tej pracy?

Na pewno trzeba być odpornym na stres. Umieć odnaleźć się w każdej sytuacji. Chcieć się uczyć, bo w tej pracy nie wystarczy tylko skończyć studiów – trzeba się rozwijać, zwłaszcza że ten zawód wciąż idzie do przodu. Wchodzą nowe wymagane umiejętności, pojawia się coraz więcej leków. A lekarzy jest coraz mniej, więc gama procedur, które ratownicy muszą wykonać, staje się coraz większa.

Myślę też o empatii. W pana zawodzie to cecha potrzebna? Ratownik medyczny powinien być empatyczny?

Powinien. Ktoś, kto nie znajduje w sobie współczucia wobec drugiej osoby, nie wydaje mi się, żeby mógł odnaleźć się w tej pracy. To jest przecież cały czas praca z człowiekiem, często cierpiącym, potrzebującym. Czasem od interwencji medycznej ważniejsza okazuje się rozmowa i okazane pacjentowi wsparcie, udzielona mu rada. Ludzie są w różnej sytuacji życiowej, dlatego empatia w ratownictwie medycznym jest potrzebna.

Możemy powiedzieć, że ratownik medyczny musi być też trochę psychologiem?

Nie chciałbym porównywać się do psychologów, ale pewnych elementów z dziedziny psychologii jako ratownicy jesteśmy uczeni. Musimy dbać nie tylko o zdrowie fizyczne, ale też psychiczne osób, do których przyjeżdżamy.

Nie można ukrywać, że w pracę ratownika medycznego wpisana jest śmierć. Pamięta pan pierwszy moment, kiedy zetknął się ze śmiercią?

Pamiętam pierwsze dziecko, które umarło na moim dyżurze. Zgonów pacjentów dorosłych było niestety całkiem sporo, śmierci dzieci na szczęście dużo, dużo mniej. Każda śmierć to duże przeżycie dla ratownika, czasem wręcz trauma – zwłaszcza dziecka, więc najlepszy moment to ten, kiedy udaje się kogoś uratować.

Przychodzi mi do głowy refleksja, że ratownik medyczny nie może jednak – albo przynajmniej nie powinien – rozpamiętywać długo takich sytuacji, bo nie mógłby uprawiać tego zawodu.

Tak, zwłaszcza że między wyjazdami czasem jest tylko kilka, kilkanaście minut. Trzeba przywrócić ambulans do stanu gotowości i błyskawicznie odpowiedzieć na wezwanie.

Uczestniczy pan również w misjach medycznych.

Parę lat temu, w trakcie pandemii COVID-19, kiedy zacieśniliśmy współpracę z Państwowym Instytutem Medycznym MSWiA, zostałem oddelegowany do pełnienia służby na terenie szpitala. Pojawiła się wtedy potrzeba różnych, czasami bardzo spontanicznych wyjazdów, np. do Dover w Wigilię. Mój czterodniowy syn akurat wtedy wrócił do domu, ale mam kochaną żonę, która rozumie, jaką mam pracę. Później pojawiły się wyjazdy do Kwatery Głównej NATO czy na Ukrainę – jeszcze przed wybuchem wojny – gdzie prowadziliśmy akcję szczepień. Uczestniczyliśmy w ewakuacji rodziny polskiego ambasadora z Indii w czasie pandemii, byliśmy na Słowacji, w Belgii, Rumunii, Afganistanie. Wszystko to przyczyniło się do utworzenia Zespołu Pomocy Humanitarno-Medycznej, w którym na co dzień pracuję, a w którym jest 20 lekarzy, 20 pielęgniarek i pielęgniarzy oraz 20 ratowników medycznych. Zajmujemy się działaniami określonymi w statucie, m.in. współpracą z organizacjami humanitarnymi czy sprowadzaniem Polaków do naszego kraju w stanach zagrożenia życia. Bardzo dużo pracujemy teraz na Ukrainie. Nie chwalimy się tym głównie z uwagi na bezpieczeństwo. Naszym bezpośrednim przełożonym jest pan premier. Ogólnie mogę powiedzieć, że na co dzień się nie nudzę.

Znalazł się pan kiedyś w sytuacji zagrożenia życia?

Tak. Obecnie każdy wyjazd na teren Ukrainy wiąże się z ryzykiem. Bezwzględnie przestrzegamy procedur bezpieczeństwa, ale niestety zdarzało nam się być bardzo blisko ostrzału. Zdarzyło nam się również wcześniej przerwać działania z uwagi na bardzo duże zagrożenie.

Ewa Podsiadły-Natorska
Ewa Podsiadły-Natorskahttp://www.epnatorska.pl
Dziennikarka medyczna, redaktor prowadząca swiatlekarza.pl, pisarka. Ukończyła polonistykę o specjalności redaktorsko-medialnej na UMCS w Lublinie. Poza Światem Lekarza jej artykuły można przeczytać przede wszystkim w Wirtualnej Polsce i portalu Hello Zdrowie. Laureatka nagród i wyróżnień: w konkursie Dziennikarz Medyczny Roku 2022 w kategorii Internet, wyróżnienie w konkursie Dziennikarz Medyczny Roku 2021 w kategorii Internet, nagroda Zdrowe Pióro 2021 za artykuły dotyczące profilaktyki grypy w kategorii Internet, wyróżnienie w kategorii Choroby Serca w konkursie dla dziennikarzy medycznych Kryształowe Pióra 2021, dwukrotne wyróżnienie w kategorii Nowotwór w konkursie Kryształowe Pióra 2021 i 2020. Należy do Stowarzyszenia Dziennikarze dla Zdrowia oraz Dziennikarskiego Klubu Promocji Zdrowia.

Więcej od autora

Chcesz być na bieżąco z informacjami ze świata medycyny?

Zaprenumeruj bezpłatnie ŚWIAT LEKARZA 3D