DOŁĄCZ DO SUBSKRYBENTÓW

NEWSLETTERA

Interna i psychiatria: dwie twarze tego samego pacjenta

Podziel się treścią:

Czy nigdy nie mieli Państwo wrażenia, że medycyna lubi myśleć o sobie w kategoriach podziału terytoriów? Tu kardiologia, tam neurologia, jeszcze dalej psychiatria – a każdy strzeże swojej działki, gdzie „podlewa tylko swoje rośliny”. Tyle że człowiek nie jest ani kardiologią, ani psychiatrią. Człowiek jest całością, choć system lubi kroić go na kawałki.

Felieton lek. Marcina Karolewskiego jest bardzo ważnym głosem w sprawie od dawna ignorowanej. Otóż szpital psychiatryczny nie jest odciętym od świata bunkrem, w którym rozgrywają się dramaty wyłącznie z psychiką w tle. To miejsce, w którym codzienność pisze scenariusze znacznie bardziej złożone: delirium, zachłystowe zapalenie płuc, niewydolność wątroby, zespół neuroleptyczny – przykładów jest mnóstwo. Bo tam, gdzie krzyczy dusza, ciało nigdy nie milczy.

W tekście lek. Karolewskiego czytam o pacjentach znalezionych we własnych wymiocinach, niedożywionych, wychłodzonych – i zastanawiam się: jaką opowieść o nich usłyszymy? Że to alkoholicy? A może „wariaci” (niestety, nasze społeczeństwo wciąż lubi posługiwać się tym słowem na określenie osób z zaburzeniem psychicznym)? Łatwo kogoś ocenić, zaszufladkować. O wiele trudniej dostrzec, że to człowiek ze zniszczonym ciałem, którego choroba psychiczna i somatyczna skleiły się w jedną całość. A lekarz psychiatra, choćby najlepszy, nie zastąpi internisty, tak jak internista nie zastąpi psychiatry.

Lek. Karolewski podkreśla, że duży szpital psychiatryczny bez zabezpieczenia internistycznego to niebezpieczeństwo. Pacjent psychiatryczny jest często pacjentem wielochorobowym – np. do lecznicy trafia z majaczeniem, a okazuje się, że ma zaostrzenie objawów POChP. Nie można udawać, że jego przypadek to wyłącznie „sprawa psychiatrii”. A jednak system w dalszym ciągu udaje.

Może właśnie dlatego w polskich oddziałach psychiatrycznych tak często unosi się nie tylko dym papierosowy, ale też coś cięższego – poczucie zaniedbania. Nie wynikające z braku wiedzy lekarzy, lecz z braku struktur. Który to już raz państwo i organizacja ochrony zdrowia nie nadążają za realiami… A te mówią jasno: interna i psychiatria nie są dwiema wykluczającymi się dziedzinami. Są niczym dwie ręce, które muszą pracować razem.

Czytając o internie i psychiatrii, zastanawiam się, czy przypadkiem nie jest to metafora całego systemu ochrony zdrowia: fragmentarycznego, łatanego, podzielonego, a jednak zmuszonego do wielopoziomowej współpracy, bo inaczej runąłby cały system. Może właśnie dlatego tekst lek. Marcina Karolewskiego jest tak ważny, przypomina bowiem, że pacjent zawsze (!) jest całością. Do gabinetu czy szpitala nie trafia „w częściach”, tylko cały – ze swoim sercem, płucami, wątrobą, ale i lękami oraz depresją.

Psychiatrię można oczywiście spleść z interną, ująć w ramy opieki koordynowanej, wdrożyć kilkuletni pilotaż, przeszkolić specjalistów i, po kolejnych paru latach, uruchomić w wybranych ośrodkach. Tak niestety działa ten mechanizm – bo brakuje urzędnika, który zamiast odprawiać „biurokratyczne rytuały”, po prostu przyznałby szpitalom psychiatrycznym etat internistyczny. Dla dobra pacjentów.

Ewa Podsiadły-Natorska

Ewa Podsiadły-Natorska
Ewa Podsiadły-Natorskahttp://www.epnatorska.pl
Dziennikarka, redaktor prowadząca "Świat Lekarza", autorka książek. Laureatka nagród i wyróżnień, należy do Stowarzyszenia Dziennikarze dla Zdrowia oraz Dziennikarskiego Klubu Promocji Zdrowia.

Więcej od autora

Chcesz być na bieżąco z informacjami ze świata medycyny?

ŚWIAT LEKARZA i ŚWIAT LEKARZA 3D w Twojej skrzynce mailowej: