Partner
Partner
Więcej
    Partner
    Partner

    Krystyna Zaleska: Trzeba być wrażliwym i czułym na ludzi

    Starałam się koncentrować na pacjencie. Moim celem było zarządzanie przez jakość. Drzwi do mojego gabinetu były otwarte i każdy mógł ze mną porozmawiać jak człowiek z człowiekiem, a nie pracownik z dyrektorem. Niektórzy mówią, że na stanowisku dyrektora trzeba być twardym, moim zdaniem to się nie sprawdza. Trzeba być wrażliwym i czułym na ludzi, na ich potrzeby – mówi Krystyna Zaleska, była dyrektor Specjalistycznego Szpitala Miejskiego im. M. Kopernika w Toruniu, laureatka Nagrody Zaufania Złoty OTIS w kategorii: dorobek życia w organizacji pracy szpitali.

    Była Pani dyrektorem toruńskiego szpitala ponad 25 lat.

    Odeszłam na emeryturę wiosną 2020 r. Nadal jednak pracuję w szpitalu jako doradca nowego dyrektora oraz nadzoruję rozpoczęte inwestycje. Objęłam stanowisko dyrektora w sierpniu 1994 r. po konkursie, kiedy trwało reformowanie ochrony zdrowia i szpital został przejęty przez samorząd miasta Torunia. Jestem z wykształcenia chemikiem. Przedtem pracowałam w sanepidzie w pionie epidemiologii. Już wtedy, gdy kontrolowałam szpitale, zwracałam uwagę na problem zakażeń szpitalnych i wszystkiego, co wiąże się z bezpieczeństwem pacjentów. Myślę, że nacisk na te aspekty różnił mój program od propozycji innych osób, które również brały udział w tym konkursie.

    Szpital był wtedy mocno zaniedbany.

    Zastałam bardzo złe warunki. Wszystkie budynki były bardzo stare i wymagały kapitalnych remontów, w jednym, ponad stuletnim budynku nie było wind i niepełnosprawnych pacjentów trzeba było przenosić na rękach. Zajęłam się więc modernizacją i rozbudową tej placówki, a jednocześnie rozszerzaniem zakresu specjalistycznych usług medycznych. Mimo że to szpital miejski, w swojej strukturze ma tylko trzy oddziały pierwszego poziomu: intensywną terapię, chirurgię i internę. Uważałam, że trzeba postawić na rozwój oddziałów specjalistycznych. Obecnie w strukturze szpitala większość oddziałów kwalifikuje się do drugiego poziomu: kardiologia, urologia, ortopedia, neurologia z leczeniem udarów, rehabilitacja oraz z poziomu trzeciego neurochirurgia i jedyny w naszym regionie oddział przeszczepień szpiku, który został utworzony poprzez poszerzenie zakresu świadczeń realizowanych na oddziale hematologii. Zaczynałam zarządzać placówką z chirurgią, interną i ortopedią, urologią i rehabilitacją, z kilkoma poradniami specjalistycznymi, a w ciągu tych 25 lat przybyły nowe specjalistyczne oddziały oraz poradnie specjalistyczne, które zapewniają pacjentom kompleksowość udzielanych świadczeń. Jednocześnie modernizowaliśmy stare budynki, dobudowywaliśmy nowe, więc teraz szpital wygląda zupełnie inaczej niż 27 lat temu.

    Nie brakowało pieniędzy na to wszystko?

    Bardzo duże nakłady finansowe to zasługa Gminy i Miasta Toruń, ale też byliśmy pierwszym szpitalem w Polsce, który sięgnął po fundusze unijne, zanim jeszcze nasz kraj wstąpił do UE. Był to projekt termomodernizacji szpitala. Projekty, na które pozyskaliśmy fundusze unijne, były zawsze finansowane przez Radę Miasta Torunia.

    Kierowany przez Panią szpital jako drugi w Polsce zakupił robota chirurgicznego Da Vinci. Dzisiejszy rozwój tej technologii w naszym kraju zawdzięczmy w dużej mierze Pani zaangażowaniu.

    Byliśmy jednym z 5 członków konsorcjum, które zawiązało się pod kierownictwem pana prof. Tomasza Drewy. Zakupienie w 2016 r. robota Da Vinci było dla nas wielkim wyzwaniem. Wydawało się na początku  wręcz  niemożliwe.  Amerykański producent odmówił sprzedaży, bo skoro NFZ nie finansuje takich zabiegów, to ich zdaniem robot nie byłby wykorzystywany na takim poziomie ilościowym, jak to dzieje się w Europie. My jednak pozyskaliśmy ten drugi w Polsce robot Da Vinci, odkupując go od szpitala w Anglii. Powstała możliwość rozwoju dla personelu naszego szpitala. Pokazaliśmy, że nawet szpital miejski może korzystać ze sprzętu, po który nie sięgały zazwyczaj kliniki. Z perspektywy czasu widzę, że to było wielkie osiągnięcie, które pokazało, że jeżeli ludzie są mocno zaangażowani w projekt, to można pokonać wszelkie przeszkody.

    W czasie, gdy była Pani dyrektorem szpitala, system ochrony zdrowia był nieustannie reformowany. Jak Pani sobie radziła w tych zmieniających się warunkach?

    Nieustannie się kształciłam. Oprócz wielu szkoleń zdobyłam specjalizacje z epidemiologii i higieny, ukończyłam  podyplomowe  studia  zdrowia  publicznego  oraz z zarządzania placówkami ochrony zdrowia, w ramach stypendium przyglądałam się organizacji pracy szpitali w Chicago. A poza tym starałam się koncentrować na pacjencie. Moim celem było zarządzanie przez jakość. Drzwi do mojego gabinetu były otwarte i każdy mógł ze mną porozmawiać jak człowiek z człowiekiem, a nie pracownik z dyrektorem. Starałam się niwelować te bariery. Niektórzy mówią, że na stanowisku dyrektora trzeba być twardym, moim zdaniem to się nie sprawdza. Trzeba być wrażliwym i czułym na ludzi, na ich potrzeby, bo to dzięki moim współpracownikom udało się nam tak wiele osiągnąć.

    Rozmawiał: Andrzej Dziurdzikowski

    Więcej od autora

    Podobne artykuły

    ŚWIAT LEKARZA 3Dspot_img

    Najnowsze artykuły

    Polską pediatrię czekają rewolucyjne zmiany

    – To jeden z najważniejszych zespołów parlamentarnych i można się tylko dziwić, że nie było go wcześniej. Bardzo dobrze więc się stało, że powstał...

    Nowoczesna diabetologia szansą dla pacjenta z cukrzycą

    Ponad 300 uczestników, liczne warsztaty, ciekawe sesje, a przede wszystkim prezentacja nowoczesnych rozwiązań w leczeniu cukrzycy to główny cel jaki przyświecał kolejnej już piątej...

    Świąteczny koncert z aukcją

    „Spotykamy się, bo wierzymy w potencjał naukowy polskiej młodzieży medycznej. Wierzymy w nich. Nam też kiedyś ktoś uwierzył i podał rękę” – mówił Paweł...

    Chcesz być na bieżąco z informacjami ze świata medycyny?

    Zaprenumeruj bezpłatnie ŚWIAT LEKARZA 3D