Z Andrzejem Stachnikiem, prezesem Związku Pracodawców Hurtowni Farmaceutycznych (ZPHF), rozmawia Ewa Podsiadły-Natorska. Komentuje prof. Waldemar Wierzba
Podczas ostatniego spotkania prezydenckiej Rady Zdrowia przy Prezydencie RP, które poświęcono bezpieczeństwu lekowemu Polski, rozmawiano m.in. o pomyśle stworzenia narodowej rezerwy lekowej. To dobry kierunek?
Tak – i jest to inicjatywa PZHF. Przedstawiliśmy już tę propozycję Ministerstwu Zdrowia, Głównemu Inspektoratowi Farmaceutycznemu przedstawicielom różnych partii politycznych oraz urzędów państwowych. Cieszę się, że ten temat został podchwycony i wstępnie poparty przez zacne grono w Pałacu Prezydenckim. Chodzi o to, aby poprawić dostępność lekową na wypadek klęsk bądź nieprzewidywalnych zdarzeń – w tym, nie bójmy się tego słowa, wojny – bez ogromnych nakładów finansowych, organizacyjnych i nie czekając 10 lat na wybudowanie fabryk.
Na czym dokładnie miałoby to polegać?
W oparciu o istniejącą w Polsce sieć hurtowni farmaceutycznych, zaopatrujących apteki ogólnodostępne i szpitalne, należy stworzyć im odpowiednie warunki finansowe do zwiększenia poziomu niezbędnych zapasów. Jest to sposób na dywersyfikację dostaw, ponieważ zgromadzenie leków w jednym magazynie rodzi ogromny problem – np. jeśli ten magazyn ulegnie szkodzeniu czy zniszczeniu, utracimy całe bezpieczeństwo lekowe. Musimy więc objąć rezerwą wszystkie regiony kraju. I, co bardzo ważne, nie planujemy budowy fabryk. Jedyny podmiot należący do Skarbu Państwa – Centrala Farmaceutyczna – realizuje obecnie inwestycję w nowy, duży magazyn, który w pewnym zakresie mógłby być wykorzystywany także na potrzeby narodowych rezerw lekowych, generalnie jednak chodzi o stworzenie rezerwy lekowej na bazie istniejących już hurtowni farmaceutycznych.
Leków na rynku jest mnóstwo. Które miałyby być przechowywane?
Mamy już opracowaną listę leków krytycznych i bardzo możliwe, że stanie się ona bazą dla narodowej rezerwy lekowej. W praktyce wyglądałoby to tak, że hurtownie, posiadając specjalną linię kredytową do finansowania tego typu przedsięwzięć, nabywałyby te leki w takich ilościach, aby móc je rotować. Oznacza to, że leki nie będą trzymane w magazynie przez lata, a następnie utylizowane – jak często dzieje się np. w przypadku rezerw strategicznych – tylko właśnie rotowane w bieżącej sprzedaży; np. gdy minie połowa terminu ważności, zostaną wprowadzone do obrotu. Dzięki temu system będzie efektywny pod względem kosztowym.
Tylko jak to zrobić?
Należy przede wszystkim ustalić finansowanie projektu obejmujące składowanie i rotowanie leków, a następnie dostosować odpowiednie przepisy prawa. Jeśli zaczniemy już teraz, wdrożenie narodowej rezerwy lekowej mogłoby nastąpić nawet na przestrzeni roku. Jako środowisko dystrybucyjne jesteśmy otwarci na rozmowy. Naszym zdaniem w pomysł nie powinien być zaangażowany wyłącznie jeden podmiot hurtowy, tylko grono np. 10 podmiotów hurtowych, które prowadzą dystrybucję, odpowiadając za 90 proc. rynku. Do przedsięwzięcia muszą się też włączyć producenci leków.
Kto za to zapłaci? Czy w ramach ZPHF próbowaliście oszacować spodziewaną skalę wydatków?
To musi być projekt rządowy finansowany np. przez Bank Gospodarstwa Krajowego. Dokładnej skali spodziewanych wydatków jeszcze nie znamy, bo zależy ona od wielkości zapasów oraz rodzaju leków, które miałyby być przechowywane. Poza tym myślimy o rozszerzeniu systemu, aby w sytuacjach awaryjnych, kiedy nie działałby apteki, można byłoby dostarczyć leki bezpośrednio do pacjenta. Ciekawym rozwiązanym są mobilne punkty apteczne czy pakiet ratunkowy dla osób przewlekle chorych. Pomysłów jest dużo, tym bardziej cieszę się więc, że zainicjowaliśmy tę dyskusję. O rezerwie lekowej już dwa lata temu rozmawiałem z ministrem Maciejem Miłkowskim, który wyraził zainteresowanie naszym pomysłem, potem doszło jednak do zmian w resorcie i przez rok nic się nie wydarzyło.
Dziś w przemyśle farmaceutycznym właściwie wszystko odbywa się w formie cyfrowej. Czy macie pomysł, jak zabezpieczyć się na wypadek blackoutu lub poważnej awarii infrastruktury?
To jedno z kluczowych wyzwań. Cały obrót lekami – recepty, sprzedaż, raportowanie – opiera się dziś na systemach informatycznych, wystarczy więc dłuższy brak prądu lub internetu, aby apteki przestały działać. UPS-y (zasilacze awaryjne – przyp. red.) mogą podtrzymać zasilanie tylko przez kilka godzin, jednak przy większej awarii to zdecydowanie za mało. Dlatego potrzebny jest awaryjny system zaopatrywania pacjentów oparty na hurtowniach, które dysponują agregatami i zapleczem logistycznym. W sytuacji kryzysowej możliwa byłaby tzw. dystrybucja stresowa uruchamiana wyłącznie wtedy, gdy apteki nie byłby w stanie funkcjonować. Cyfryzacja jest niezbędna, ale musimy mieć przygotowane rozwiązania analogowe.
To co teraz?
Zgodnie z ustaleniami podczas spotkania Rady Zdrowia przekażemy panu przewodniczącemu (prof. Piotr Czauderna – przyp. red.) naszą propozycję w formie pisemnej oraz Ministerstwu Zdrowia i będziemy oczekiwać na powołanie grupy roboczej, która zajmie się dopracowaniem szczegółów. Pamiętajmy, że prawo farmaceutyczne nie pozwala hurtowniom na bezpośrednie zaopatrywanie pacjentów. Mówimy jednak o rozwiązaniu wyjątkowym, uruchamianym wyłącznie w sytuacjach kryzysowych – i to powinno zostać jasno zapisane w przepisach. Taki system od lat funkcjonuje w Finlandii, gdzie państwo finansuje zapasy, leki są rotowane, a cały mechanizm oparty jest na istniejących hurtowniach. To rozwiązanie sprawdzone i skuteczne. Chcielibyśmy stworzyć podobny system w Polsce, dostosowany do naszych realiów.
Bezpieczeństwo lekowe wymaga konkretów
Po latach ogólnych deklaracji pojawiły się wreszcie propozycje konkretnych działań, a to właśnie konkretów w obszarze bezpieczeństwa lekowego potrzebujemy dziś najbardziej. W czasie styczniowego spotkania prezydenckiej Rady Zdrowia jednym z kluczowych tematów była koncepcja tworzenia rezerw leków w oparciu o sieć hurtowni farmaceutycznych rozmieszczonych na terenie całego kraju. Posiadanie takich zapasów jest niezwykle istotne, trzeba jednak jasno powiedzieć, że każda rezerwa ma swoje ograniczenia – może zabezpieczyć system jedynie na określony, początkowy czas. I właśnie ten czas jest kluczowy, bo pozwala w inny sposób zorganizować dostawy oraz ustabilizować sytuację, dlatego najważniejszym przesłaniem spotkania była konieczność wzmocnienia własnego przemysłu farmaceutycznego. Musimy dążyć do tego, aby jak najwięcej kluczowych produktów leczniczych było wytwarzanych w Polsce; bez tego nie zbudujemy trwałego bezpieczeństwa lekowego.
Rada Zdrowia ma potencjał, aby stać się realnym zapleczem eksperckim – nie tylko forum dyskusji, ale także miejscem identyfikowania problemów i proponowania rozwiązań. Duże zaangażowanie ekspertów z całej Polski pokazuje, jak duża jest potrzeba zaangażowania i współtworzenia rozwiązań systemowych.
Prof. Waldemar Wierzba, członek Rady Zdrowia przy Prezydencie RP, redaktor naczelny „Świata Lekarza”










